Chrześcijaństwo jest lekkie, to życie jest trudne. Wywiad z zespołem Pio Szorstkien

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Duet Pio Szorstkien od prawej: Tomasz Radziszewski i Piotr Korsuń
Duet Pio Szorstkien od prawej: Tomasz Radziszewski i Piotr Korsuń Ola Stachura
Tomasz Radziszewski znany jest przede wszystkim jako gitarzysta krakowskiego zespołu Świetliki. Wtajemniczeni wiedzą jednak, że od kilku lat ma własny projekt – Pio Szorstkien. I właśnie ukazał się trzeci album tego duetu – „Algorytm Pranziniego”. Z tej okazji rozmawialiśmy z muzykiem.

- Pio Szorstkien jest ci bliższy sercu od macierzystych Świetlików?
- Odpowiem przypowieścią: jeden człowiek mieszkał razem z kolegami w willi z ogrodem i wielkim basenem. Miał do dyspozycji tylko jeden pokój. Do innych pomieszczeń mógł wchodzić tylko za zgodą pozostałych mieszkańców. Mógł iść do łazienki, gdy inni się umyli, w basenie nie mógł pływać po zachodzie słońca, a w całym domu unosił się dym fajek. Pewnego dnia człowiek ten poszedł do miasta i znalazł małe mieszkanko, w którym mógł robić to, na co miał ochotę. Tak to widzę. No, ale basen, to basen.

- Masz za sobą prawie trzy dekady grania w Świetlikach. Jaki wpływ mają te doświadczenia na twórczość Pio Szorstkien?
- Ogromny. Grając w Świetlikach i w ogóle grając, cały czas się uczę, bo jestem uczniem niezdolnym, ale pracowitym. Większość piosenek, z ostatniej płyty Szorstkiena została napisana bardzo dawno, niektóre jeszcze w epoce przedświetlikowej, czyli mego młodzieńczego zespołu Trupa Wertera Utrata. Niektóre były już grane, w innych wersjach, w różnych zespołach, które zakładałem i które się rozpadały. To, że nagrałem je teraz, to kolejny przykład, że warto czekać. Często chcemy rzeczy natychmiast, a lepiej być cierpliwym. I upartym. I wzywać na pomoc Anioła Stróża. Amen.

- Twoim partnerem w Pio Szorstkien jest od początku Piotr Korsuń. Jak pracowaliście nad nową płytą?
- Tak jak do tej pory. Nasz zespół to duet. Ja coś potrafię zagrać na gitarze, ewentualnie na basie. Mogę udawać, że śpiewam, ale reszta rodzi się w świecie komputerowo-internetowym. Piotrek to czarodziej, potrafi w komputerze z małych, kolorowych kwadracików ułożyć proste lub skomplikowane rytmy, a z kosmicznego szumu umie wyłapać odpowiednie dźwięki, rytmy, zdania i tak je poprzycinać, pokolorować, przepuścić przez pryzmat przeróżnych efektów, że powstaje piękny perski, dźwiękoczuły dywan. Nasz zespół to muzyczna wersja serialu „Breaking Bad”, duet Walt White i Jesse Pinkman, piękne połączenie młodości z rutyną. Tylko zarobki mniejsze.

- Trzecia płyta Pio Szorstkien to niemal concept-album. Co cię zainspirowało w postaci mordercy z XIX wieku – Henriego Pranziniego?
- Może bardziej zainspirowała mnie jego dobrodziejka - św. Teresa z Liseux. Zdaję sobie sprawę, że bez znajomości historii, tekst tej zgrabnej piosenki, celowo przesłodzonej, jest całkowicie niezrozumiały. Słuchacz zapyta, dlaczego Pranzini (czyli podmiot liryczny) śpiewa, że pomimo tego, że „sumienie ma jak szkarłat, to i tak zatańczy”? Ano dlatego, że po zabiciu dwóch kobiet i jednej nastolatki, zasługiwał tylko na gilotynę, a zatańczy, bo łaskę nawrócenia wymodliła mu św. Tereska. Jaki z tego wniosek, jaki można wysnuć wzór, algorytm z tego szczęścia w nieszczęściu? Ano taki, że nawet największa wina w wyniku żarliwej modlitwy, staje przed Miłosierdziem Bożym, a Miłosierdzie Boże jest nieskończone.

- Pisząc teksty na „Algorytm Pranziniego” starałeś się podporządkowywać je głównej idei wyrażonej w tytule albumu?
- Pisząc nie, ale wybierając piosenki na płytę, ustalając ich kolejność, faktycznie myślałem o całości. Teksty się pisały, czekały, zmieniały. Geniuszowi wystarczyły cztery wersy wiersza „Polały się łzy me czyste, rzęsiste”, by wszystko opisać, ja musiałem nagrać całą płytę.

- W Świetlikach masz do czynienia w warstwie tekstowej z wierszami Marcina Świetlickiego. Jego poezja ma na Ciebie wpływ jako na tekściarza Pio Szorstkien?
- Pewno ma, choć nie potrafię wskazać żadnego konkretnego pokrewieństwa. Marcin to poeta, pisze wiersze, które czasem wypowiada na głos. Ja układam piosenki, nucę sobie dźwięki, które czasem zamieniają się w teksty.

- „Dziewczyna, diabeł i dziecko” to chyba jedyny w polskim rocku utwór otwarcie antyaborcyjny. Nie bałeś się go zaśpiewać?
- Może nie jedyny, ale z pewnością nieliczny. Może nie bałem się, że ktoś mnie zastrzeli czy spali samochód, ale przewidywałem, że frakcja rewolucyjna zastosuje swoją metodę walki, czyli przemilczenie, damnatio memoriae. Nie będzie recenzji, nie będzie radia. Licznik streamingowy stoi w miejscu, mimo że mam dowody, że co najmniej cztery odsłuchania więcej miały miejsce. Nieszczęście moje polega na tym, że w strefie muzycznej stoję po stronie rock and rolla, a w strefie ideowej - Soboru Trydenckiego. Żadna ze stron się jednak do mnie nie przyznaje. Cóż, nie potrafię inaczej. I tylko macham do nich łapką i cichutko wołam: „To ja! Brzydkie kaczątko!”. Ten wywiad jest chwalebnym wyjątkiem.

- W „Ościeniu z Damaszku” przywołujesz nawrócenie św. Pawła. To najbliższa ci postać z Biblii?
- Najbliższa jest Trójca Święta, Jezus, Maryja i św. Józef. I kto po takim zdaniu chwyci się za głowę? Niestety chyba mniejszość. Ale już na poważnie: tych postaci było już kilka. Na pierwszej płycie były piosenki o Panu Jezusie i św. Piotrze, na drugiej o Maryi, o św. Józefie i pasterzach. Piosenki nie powstawały tak po prostu ze względu na osobę, ale dotyczą konkretnego wydarzenia, momentu, w którym te osoby uczestniczyły. Nie ma w tekstach dziejącej się historii czy fabuły, napięcie nie pochodzi więc z sekwencji zdarzeń, ale z tego, co w danej chwili, w wyniku konkretnej sytuacji, dzieje się w duszy bohaterów. To taka technika opowiadania stosowana przez malarzy. Wymaga to od słuchacza wysiłku, bo aby rozpoznać, co poeta miał na myśli, trzeba znać całe tło, a z podstawowym wykształceniem religijnym jest coraz gorzej. Chyba, że Netflix coś pokaże.

- Chrześcijaństwo w twoich tekstach to trudne i bolesne doświadczenie ciągłych upadków i powstań. To dlatego brak w twoich tekstach moralizowania?
- Nie, chrześcijaństwo jest słodkie i lekkie, to życie jest trudne i bolesne. W naszych czasach, gdy ludzie nie wierzą w nic, koncentrowanie się na prawieniu morałów, wytykaniu bliźnim wszystkich siedmiu grzechów głównych, do niczego trwałego nie prowadzi. Wiara bez uczynków jest martwa, ale uczynki bez wiary jaką dają perspektywę? Wszyscy coś mamy za uszami. Aniołami nie byli i Szaweł, i Pranzini, ale jak jest napisane u św. Jana: „Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. Podkreślam: „Nikt nie wyrwie ich z moje ręki”.

- „Na Azorach na Traktorzystów” to nietypowa piosenka na płycie. Wspominasz w niej swoje dzieciństwo?
- Chciałem, żeby ta piosenka była zabawna, takie pomieszanie Bielizny z Mikrofonami Kanionami (tylko komu dziś mówią coś nazwy tych zespołów z lat 80.?) ale boję się, że znowu zwyciężyła posępna melancholia. I oczywiście ukłon dla Polski osiedlowej. Tylko, że tych Azorów już nie ma. Prezydent Majchrowski zastał Kraków liściasty, zostawił betoniasty.

- Muzyka na „Algorytmie Pranziniego” ma bardziej piosenkowy charakter niż na dwóch poprzednich płytach. To dlatego, że radzisz sobie obecnie lepiej jako wokalista?
- To też, a pewnie głównie przez to, że w dawnych czasach umiałem wymyślać ładne piosenki. Wokal to jest moja pięta achillesowa. Bo gdybym umiał śpiewać, to byłym Nickiem Cave’m, albo Johny Cashem, a tak - nauczyłem się kombinować jak w skali czterech dzięków, które ogarniam, ułożyć znośną melodię.

- Z tego, co wiem, to Pio Szorstkien nigdy jeszcze nie wystąpił na żywo. Są jakieś widoki, że to się zmieni?
- Marne, ale nie traćmy nadziei. Nasz zespół to duet. Dlatego, aby zagrać koncert trzeba, albo (sposób pierwszy) poszerzyć skład o dodatkowych muzyków, ćwiczyć i próbować (gdzie? kiedy?) i dać tym ludziom zarobić (z czego?), albo (sposób drugi) na scenie posiłkować się taśmami, czyli taki playback-karaoke. I to drugie, organizacyjnie łatwiejsze, być może się zdarzy, ale czy da satysfakcję?

Wideo

Materiał oryginalny: Chrześcijaństwo jest lekkie, to życie jest trudne. Wywiad z zespołem Pio Szorstkien - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie