Chwila dla Zuzanny

Redakcja
Te wiersze zachwycają i bolą. Zachwycają rozpędem młodości, zachłannym chłonięciem świata. Witalnością natury i człowieka... Humorem, ironią, szelmostwem, pomysłowością, zuchwałością składu . Głębokością refleksji, sądów... Ich autorka przeżyła tylko 27 lat. Jej czas: 1917 Kijów – 1944 Kraków.

Leszek Długosz: Z BRACKIEJ

Czemu akurat teraz?... Akurat do „Sieci”, do tygodnika, w którym od jego powstania prowadzę tak zwane okienko poetyckie, przygotowywałem publikacje jej wiersza. Przyszło mi do głowy: a ile ludzi w Krakowie wie o istnieniu tej poetki? O istnieniu Zuzanny Ginczanki? Ilekroć biorę do ręki ten szczupły tomik, zawierający jej spuściznę, ogarnia mnie gniew. Niepojęte, przeklęte czasy, idee... Ludzie, którzy dopuścili i dokonali tej ZBRODNI. A pośród ogromu tej wielkiej zbrodni wojny, i tej jednostkowej zbrodni...

To była szalona, piękna żydowska dziewczyna, wschodząca gwiazda polskiej poezji. Błyskotliwie inteligentna, pełna apetytu na życie, utalentowana wyjątkowo. Urodziła się w Kijowie, dorastała w swojej prowincjonalnej aptekarskiej rodzinie, w niewielkim kresowym Równem. Studiowała w Warszawie. Wcześnie, jako nastoletnia laureatka konkursów, weszła w najpierwsze kręgi literackie stolicy. W krąg Skamandra, „Wiadomości Literackich”. Protegowana Tuwima. A to otwierało drzwi. Zdążyła już być bywalczynią modnych warszawskich teatrzyków, w słynnej „Ziemiańskiej” należała do stałego składu stolika Witolda Gombrowicza. To on zresztą wymyślił jej imię – Gina... A nazwisko swoje Zuzanna Gincberg, przekształciła na spolszczoną wersję – Ginczanka. Ta jej wybitnie semicka uroda – smagła, o gorejących oczach, gwiazdą Syjonu była nazywana – stała się szczególnym przekleństwem w czas okupacji. Nie opuszczała kryjówek... W Warszawie, Lwowie, w Krakowie. Tu, zadenuncjowana w ostatnim swoim schronie, w kamienicy przy ulicy Mikołajskiej – przez mieszkającego w tym samym domu szmalcownika – pod sam koniec okupacji, niemal tuż przed wyzwoleniem, w grudniu 1944 roku, została aresztowana przez gestapo. Osadzono ją na Montelupich, przed wejściem Armii Czerwonej rozstrzelano ją. Prawdopodobnie w Płaszowie.

W jednym ze swoich ocalałych w rękopisie wierszy, powtórzyła to słynne za Owidiuszem – Non omnis moriar... Myślę, tu w Krakowie powinniśmy o niej pamiętać bardziej. Przychodzi mi do głowy – czy ma tu może jakiś swój zaułek? Małą, choć trochę więcej pamiętającą uliczkę?

 

Zuzanna Ginczanka

Non omnis moriar

(... )

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze

I zapiją mój pogrzeb i własne

bogactwo:

Kilimy i makaty, półmiski

i lichtarze

Niechaj piją noc całą,

a o świcie brzasku

Niech zaczną szukać

kamieni i złota

W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach

O jak będzie się palić w ręku

im robota

Kłęby włosia końskiego

i morskiego siana

Chmury rozprutych

poduszek i obłoki pierzyn

Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie;

To krew moja pakuły

z puchem zlepi świeżym

I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie