Co ludzkie, co boskie

Redakcja
Oj, dostało się nam! Ba, nam, jak nam, a co dopiero - nowożeńcom!!! Kolega z zaprzyjaźnionej gazety opisał w felietonie, jak to do jego redakcji zadzwonił krewny młodej pary, która obdarowała słodyczami i maskotkami dzieciaki z oświęcimskiego Domu Dziecka. Pomysł młodych był prosty: poprosili gości, by zamiast kwiatów przynieśli na ślub właśnie czekolady, bombonierki, misie itp. Goście posłuchali. Maskotki i smakołyki trafiły do oświęcimskiej placówki.

   Kolega dziennikarz w swoim felietonie wyjaśnił, dlaczego jego gazeta nie napisała o tym fakcie. Otóż redaktorzy zadali sobie pytanie: a czemuż to ktoś chce się chwalić dobrym uczynkiem w świetle jupiterów? W domyśle: to nie żaden dobry uczynek, tylko szukanie poklasku, medialnej sławy. "Nasza gazeta nie będzie w tym uczestniczyć" - uznali koledzy. Sympatyczny felietonista przy okazji dołożył "innym gazetom", które poinformowały o zdarzeniu.
   A ja gotów jestem bronić do upadłego naszej decyzji o nagłośnieniu pomysłu nowożeńców. W moim przekonaniu, rolą mediów jest nie tylko opisywanie naparzanek polityków, czy demaskowanie bandziorów i łapówkarzy, ale i - przedstawianie pozytywnych wzorców do naśladowania. Ot, może ktoś przeczyta, poczuje, że świat jest jednak lepszy niż go malują, może nawet sam będzie chciał stać się lepszy? Może - odwołując się do opisanego przypadku - kolejne pary nowożeńców po lekturze naszego tekstu poproszą swoich gości o maskotki i słodycze - i obdarują nimi kolejne nieszczęśliwe dzieci, pensjonariuszy domów opieki, bezdomnych? Co w tym złego? Jesteśmy gotowi publikować zdjęcia i opisy tych zdarzeń na naszych łamach. Jesteśmy bowiem otwarci na dobre uczynki - niezależnie od ludzkich motywacji. Bo te rzeczywiście bywają różne.
   Dla wielu ludzi niosących pomoc bliźnim media są bardzo ważnym narzędziem. Weźmy przyjaciółkę "Dziennika Polskiego" Annę Dymną. Czy gości ona w prasie i telewizji z potrzeby poklasku - czy może dlatego, żeby jej pomoc była skuteczniejsza? Tak samo - nie przymierzając - można zapytać: czy zatorscy nowożeńcy zrobili dobry uczynek po to, by ktoś ich naśladował i świat był przez to lepszy, czy może wyłącznie z tego powodu, by trafić na pierwszą stronę gazety?
   Tego nie wiemy. I - ośmielę się twierdzić, że ocena nie należy tu do dziennikarza, lecz - Boga. To On rozliczy, kto już uzyskał nagrodę na ziemi, a kto ją otrzyma w niebie.
   My, wrażliwy kolego z zaprzyjaźnionej gazety, jesteśmy tylko zwykłymi dziennikarzami, nie bogami. I staramy się tych "funkcji" nie mylić.
Zbigniew Bartuś

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie