Co się stanie z naszĄ klasĄ?

Redakcja
Dlaczego mŁodzi ludzie nie wiĄŻĄ swojej przyszŁości z Nowym SĄczem, czyli…

To ludzie dwudziestoparoletni. Pochodzą z Nowego Sącza i okolic. Jedni kończą studia, inni niedawno skończyli. Lada chwila będą wchodzić w dorosłe życie, lub poczynili w nim już pierwsze kroki. Gdzie na mapie ich wyborów można usytuować Sącz? Większość nie chce tu wrócić, mimo że wielki świat raczej nie wita ich wcale z otwartymi ramionami.

Wielu ma trudności z wytyczeniem sobie konkretnego, życiowego celu. Wiedzą, że ukończenie studiów w dzisiejszych czasach nie jest przepustką do ciekawej, dobrze płatnej pracy. Ale wciąż mają ideały. Może trochę stłamszone, starają się jednak patrzeć w przyszłość z optymizmem. Teraźniejszość coraz częściej daje powody do pesymizmu. Atmosfera niepewności coraz bardziej się udziela. Coraz trudniej wybrać cokolwiek.

"Dano nam skrzydła w pustce. Najtrudniej być bohaterem powszedniości"

Agnieszka Łosak z Nowego Sącza (rocznik 1978) zaraz po maturze wyjechała do Gdańska do szkoły wokalno-aktorskiej. Po roku wykończył ją tzw. wyścig szczurów. Próbowała wielu rzeczy. Była szkoła turystyczna, rok filologii rosyjskiej na Uniwersytecie Gdańskim, rok w Poznaniu. - Już nawet nie pamiętam, na czym - opowiada.

W tym czasie poznała obecnego męża - studenta Akademii Muzycznej. Muzyka była ich pasją i sposobem na życie. Dorabiali na chleb koncertami w nocnych klubach.

Obecnie mieszkają w Krakowie. On przeniósł się tu na studia, ona zarabia sprzedając koszulki. Zaczęła też zaocznie pedagogikę na Akademii Pedagogicznej. Decyzję podszepnął jej doradca zawodowy, ale ona nie jest przekonana, czy tak naprawdę ma powołanie do pracy z dziećmi? - Jestem realistką z duszą artystki - mówi o sobie. Może dlatego muzyka wciąż ją pociąga. Gdzie w tym momencie widzi swoją przyszłość?

Ewelina Skowron z Frycowej k. Nowego Sącza (rocznik 1980), by rozpocząć wymarzone studia - filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim - musiała wcześniej na nie zarobić. Rok pracowała w hiszpańskich rezydencjach, gdzie starała się jako sprzątaczka sprostać każdemu widzimisię bogatych seniorit. Wróciła do Polski. Właśnie zaczyna piąty rok. Dziś mówi: - Studia polonistyczne tłamszą ludzi. Zabijają marzenia. Spotykasz się z krytyką, ironicznym podejściem wykładowców. Poza tym - uważa - nie ma pracy dla polonistów. Nauczyciel ma niski status społeczny, mało zarabia, szkoła przeżywa poważny kryzys.

Łukasz Dąbrowski ze Starego Sącza (rocznik 1981) przed studiami (obecnie fizyka doświadczalna na UJ) pojechał dorobić do Wiednia. Chce pracować w zawodzie. Trudno mu jednak powiedzieć coś konkretnego o swojej przyszłości: - Żyjemy w takim kraju, w którym wszystko się zmienia - uważa.

Przemek Flak z Nowego Sącza (rocznik 1978) dwa i pół roku temu skończył geologię na AGH. Został w Krakowie. Zrezygnował ze studiów doktoranckich. Jego kolega z doktoratem pracuje w salonie jubilerskim, gdzie czasami może klientowi fachowo opowiedzieć o minerałach. Przemek też nie znalazł pracy w zawodzie. Imał się różnych zajęć. - Już nie pamiętam, ile ich było. Interesująco była w firmie zakładającej ogrody - opowiada. Szef zatrudniał studentów, lub ludzi tuż po studiach, którzy nie mają dużych wymagań, ale znają się na rzeczy. Przemek studiował też leśnictwo. Niestety, przyszła zima - martwy sezon dla tego interesu - i posypały się zwolnienia. Brakło funduszy na życie, dlatego wyjechał. Był trzy miesiące w Stanach Zjednoczonych, dwa w Holandii. Od trzech jest w Anglii.

Nowosądecka osada

To mała miejscowość pomiędzy Liverpoolem a Manchesterem. Z Nowego Sącza było tu w wakacje 40-50 osób, głównie studentów, w 90 proc. to ludzie w wieku od 20-28 lat. Wszystko zaczęło się od Bartka i Tomka. Ściągnęli znajomych, tamci swoich znajomych. Tak trafił tu Przemek.- Nie ma mowy, że zostanę. Inni mają podobne zdanie. Pracują w szklarniach, jako pracownicy fizyczni. - Nie wyobrażam sobie, że mógłbym pracować tak całe życie. W końcu skończyłem studia. Ale po pracy w Anglii stać go na wiele. Po dwóch miesiącach może kupić samochód, w Polsce było to niemożliwe. Chce jednak zarobione pieniądze przeznaczyć na studia podyplomowe w Krakowie. Może wtedy uda mu się znaleźć dobrą pracę. A może założy własną firmę?

Zachód

- ziemia obiecana?

Polacy pracują za granicą w większości na stanowiskach robotniczych. Lepsze warunki pracy i korzystniejsze wynagrodzenia uzyskuje kadra specjalistyczna, jak pracownicy nauki, finansowych instytucji, sportowcy.

Marcin Mizgała z Nowego Sącza (rocznik 1981) student inżynierii materiałowej na Politechnice Krakowskiej. Wakacje spędził w Londynie. Po studiach chce wrócić. Londyn określa jako państwo w państwie. Tam cały czas coś się dzieje. Pracy jest dużo, ale duża jest też konkurencja. To miasto, w którym każdy ma szanse zaistnieć. Wierzy w siebie. Ale jeszcze nie wie, co chce w życiu robić.

Dorota Malczak z Nowego Sącza (rocznik 1979) skończyła resocjalizację na UJ, odbyła praktykę w szpitalu w Prokocimiu w Krakowie. Chciała się dalej kształcić, ale z braku pieniędzy wyjechała do Anglii. Pracuje jako terapeutka. Nie wyklucza, że zostanie na stałe.

Grzegorz Buchcic z Nowego Sącza (rocznik 1979) studiował inżynierię środowiska na Politechnice Krakowskiej, obecnie turystykę i rekreację w Wyższej Szkole Zawodowej w Nowym Sączu. Wakacje spędził w Dublinie i Belfaście. Ściągnął go brat Maciek, który pracuje w sklepie turystycznym ze specjalistycznym sprzętem. Nawiązał kontakty z ludźmi zainteresowanymi sportami ekstremalnymi w Polsce. Na Zachodzie chcą zarobić na własną firmę turystyczną, którą założą w Polsce.

Tam mój dom, gdzie zarabiam pieniądze, gdzie się realizuję

Nowy Sącz znalazł się na jedenastym miejscu w rankingu miast, w których żyje się najlepiej w Polsce ("Polityka" nr 26, czerwiec 2004). Jak to się jednak ma do rzeczywistości?.

Dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich, Elżbieta Waśko: - Z chwilą rozpoczęcia reformy administracyjnej, czyli likwidacji województwa nowosądeckiego, obserwuje się w Nowym Sączu spadek liczebności mieszkańców. Zwiększyła się ilość wymeldowanych w stosunku do zameldowanych.

Podstawowym problemem miasta jest bezrobocie. Jak widzą to młodzi?

Grzesiek Buchcic nie określa konkretnie swojego przyszłego miejsca zamieszkania. Jego firma może istnieć na początku w internecie. Później? Nie wiadomo.

- Człowiek żyje raz - mówi.- Jeśli gdzieś jedzie i jest ciekawie, nie chce wracać i bawić się w lokalny patriotyzm. Może kiedyś zamieszkam w Nowym Sączu. To ładne miasto. Mam tu wielu przyjaciół.

Marcin Mizgała zapewnia, że tu nie wróci: - Jest nudno. Udusiłbym się w takim mieście. Brak perspektyw - nie ma fabryk, więc i pracy dla inżynierów - uważa.

Łukasz też nie wróci. W Sączu nie ma bazy naukowej, laboratoriów fizycznych. Tutejsze uczelnie ściągają wykładowców z większych ośrodków akademickich. Tu nie ma szans na pracę naukowca. - Nasi dziadowie, ojcowie, gdzieś się rodzili, dojrzewali, pracowali. Teraz nie ma takiego przywiązania do miejsca. Ludzie idą tam, gdzie jest dla nich praca - twierdzi.

Ewelina Skowron po powrocie z Hiszpanii, nie mogła się w Sączu odnaleźć. Wspomina przytłaczającą szarość i klimat przygnębienia. Po studiach chciałaby zostać w Krakowie - mieście atrakcji kulturalnych. - Może są w Sączu ludzie, którzy mają wiarę, że uda im się coś zrobić, ale ja takiej wiary nie mam. Tu trzeba człowieka odważnego, obeznanego ze światem polityki sądeckiej, a ja czuję się laikiem w tych sprawach. Wróciłabym, gdybym widziała osobę, która weźmie sprawy w swoje ręce i będzie miała charyzmę, by coś zmienić - mówi. Poważnie myśli o wyjeździe na Zachód, ale z biletem powrotnym… do Krakowa.

Roman Basta (rocznik 1981) swoją przyszłość widzi raczej w Lublinie. Tu za rok skończy prawo na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Czynnie działa w stowarzyszeniach studenckich, dzięki czemu nawiązał wiele kontaktów. Pracuje w biurze eurodeputowanego.

- Gdybym wrócił na Sądecczyznę, musiałbym od nowa zdobywać pozycję, a w Lublinie dałem już się poznać z dobrej strony - twierdzi. - Ale jeśli tylko będę miał perspektywy na dobrą pracę w Sączu, to wrócę - zapewnia.

Agnieszka Łosak chciałaby wrócić do Sącza, który darzy dużym sentymentem. Kocha góry. Na dłuższą metę nie lubi dużych miast. Ale dodaje: - Utopią jest to, że wrócę. Mąż muzyk w Sączu nie widzi perspektyw. Ona w Krakowie ma pewną pracę. Może skończyć studia.

Dla Beaty Tomasik z Nowego Sącza (rocznik 1981, studentka V roku historii na Akademii Pedagogicznej) utopią z kolei jest zamieszkanie w Krakowie. Wielu ludzi się rozczarowuje dużym miastem. Miały być możliwości, a okazuje się, że jest ciężko i nie mogą znaleźć pracy. A jeśli nawet ją znajdą, ledwo wiążą koniec z końcem. Jako przykład podaje starszego o cztery lata brata Sławka. Skończył ochronę środowiska na Akademii Rolniczej. Mieszka w Krakowie. Pracuje w zawodzie, ale za małe pieniądze. A mieszkanie, które wynajmuje jest bardzo drogie. Marzy o powrocie do Nowego Sącza. Beata też chce wrócić. Tu na starcie pomogą jej rodzice. Poza tym jest mniejsza konkurencja niż w Krakowie. Kraków to zresztą nie tylko teatry, muzea i zabytki, ale i blokowiska, korki, drożyzna itp.- Wrócę, bo jestem realistką.

Karolina Śmiały z Nowego Sącza (rocznik 1978) skończyła pedagogikę na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Częstochowie oraz studia podyplomowe z zakresu oligofreno-pedagogiki. Wróciła do Nowego Sącza. Zamieszkała u rodziców. Tak było łatwiej. Po długich poszukiwaniach znalazła wymarzoną pracę - prowadzi zajęcia z dziećmi głęboko upośledzonymi. O Nowym Sączu mówi: - Miasto z jednej strony cudowne do życia - spokojne i ładne. Spełniłam się tu zawodowo. Mam pieniądze, które zaspokajają moje potrzeby. Mimo to chciałabym mieszkać gdzie indziej. W Sączu przytłacza ją zaściankowość i to, że miasto jest jakieś martwe - brakuje tu tolerancji, wolności w byciu sobą itp. - Ludzie nie interesują się, gdy coś cię boli, ale oceniają to, co robisz. Nie mam odwagi, żeby to zmienić. Ale pewnie tu zostanę.

Wracają ci, którym się nie udał się podbój wielkiego świata. Dla niektórych owy "podbój" nie jest wcale marzeniem. Ale większość młodych uważa, że w Sączu nie ma perspektyw.

Tomasz Michałowski z Nowego Sącza (rocznik 1980) patrzy na to inaczej: - Swoje plany życiowe wiążę z Nowym Sączem. Jest wielu malkontentów, którzy twierdzą, że tu nic się nie dzieje, że tu niczego nie da się zrobić. Jestem przeciwnego zdania. Ci, którzy wyjechali, często wracają z niczym i często też nie mają, do czego wrócić. A żeby zdobyć pewną pozycje, trzeba na to bardzo długo pracować.

Tomek od osiemnastego roku życia działa w nowosądeckich stowarzyszeniach młodzieżowych. Obecnie pracuje w biurze posła do Parlamentu Europejskiego. Podaje siebie za przykład człowieka, który realizuje się w Nowym Sączu. Nie uważa miasta za raj. Studia wybrał w Krakowie (politologia na AP), bo tu brak humanistycznych kierunków. Widzi niedostatki miasta. - Wielu młodych przenosi się często do Krakowa, nie z powodu pracy, ale dlatego że miasto jest martwe kulturalnie. Wina leży po stronie seniorów, jak i młodych. Pierwsi nie stwarzają perspektyw. Drudzy wolą narzekać niż brać się do roboty i przełamać bierność - mówi Tomek.

Każdy uczeń w szkole życia może zdać na piątkę egzamin w Nowym Sączu, ale i w Krakowie, Gdańsku, Lublinie czy Londynie. Z drugiej strony może go oblać w każdym z tych miejsc.

Anna Migacz, Nowy Sącz

Studentka V roku filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie