Co siedzi w człowieku

Redakcja
Kapela przed chałupą Fot. PAWEŁ Kotas
Kapela przed chałupą Fot. PAWEŁ Kotas
"Fafaberie" to tytuł debiutanckiego albumu grupy Disparates. Rozmawialiśmy o nim z wokalistą zespołu - BARTKIEM KULIKIEM.

Kapela przed chałupą Fot. PAWEŁ Kotas

- Podobno zjeździłeś kawał świata. Turystycznie czy zarobkowo?

- Bez przesady... W Anglii imałem się różnych dziwnych zajęć, we Francji również - przy okazji troszkę się szwędając, a w Maroku nabierałem dystansu do tego, co się wtedy działo w moim życiu.

- Czy te podróże wpłynęły na Twoją działalność muzyczną?

- Na płycie rzeczywiście jest dużo odniesień do tego, co przytrafiło mi się podczas pobytu za granicą - chociaż często owe historie są pretekstem do tego, aby ustosunkować się do pewnych bardziej ogólnych spraw.

- Kiedy postanowiłeś powołać do życia Disparates?

- Pomysł chodził mi po głowie mniej więcej od połowy 2006 roku. Wtedy też zaczęły powstawać pierwsze piosenki. Na początku 2007 roku wykonałem z Wielkiej Brytanii dwa telefony do zaprzyjaźnionych muzyków i zdecydowałem się wrócić do Torunia. W marcu pojawiłem się na dworcu z gitarą, mandoliną i dwoma plecakami. Tak to się zaczęło...

- Co oznacza Wasza nazwa?

- Zaczerpnęliśmy ją z cyklu grafik Francisco Goyi. Początkowo miała mieć tylko roboczy charakter, ale chłopaki tak do niej przywykli, że nie chcieli słyszeć o żadnej zmianie. Generalnie oznacza ona, że chcemy dać wybrzmieć w sposób nieskrępowany temu, co siedzi w człowieku - nie zawsze radosnym myślom i emocjom.

- Podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu FAMA zdobyliście główną nagrodę. Czy to oznacza, że czujecie się najlepiej w środowisku studenckim?

- To była jedna z kilku równorzędnych nagród, ale rzeczywiście bardzo miło wspominamy wyjazd do Świnoujścia - pod względem artystycznym i towarzyskim. Mam wrażenie, że było tam sporo osób, które fajnie zareagowało na to, co zagraliśmy.

- W Waszej muzyce nie brakuje rockowej energii, ale dominują w niej jednak folkowe brzmienia. To efekt Twoich podróży?

- Raczej nie, bo to głównie elementy lokalnego folkloru - słowiańskiego, cygańskiego, żydowskiego. Kiedy zakładałem zespół, nie myślałem, że nasza muzyka będzie taka "skoczna". Ale współpracując z innymi, muszę się liczyć z tym, że brzmienie grupy będzie wypadkową fascynacji wszystkich jej członków. I okazało się, że ta dynamiczna rytmika odziera nas z patosu, o który łatwo, gdy w piosence człowiek ociera się o zasadnicze pytania. Ta ironia mi odpowiada - jest w zgodzie z moim charakterem. (śmiech)

- Ważnym elementem brzmienia Disparates są dźwięki akustycznych instrumentów - akordeonu, waltorni czy trąbki.

- Na początku był tylko akordeon. Potem próbowaliśmy wprowadzić skrzypce i kontrabas, ale nie do końca to się komponowało. Sekcja dęta chodziła mi po głowie od początku, ale okazało się, że niełatwo jest znaleźć odpowiednich ludzi pod kątem muzycznym i towarzyskim. Ale w końcu się udało.

- Jak sobie radziliście w studiu?

- Mieliśmy trochę za mało czasu i doświadczenia, żeby pobawić się muzyką. Dlatego niektóre utwory są dla mnie za bardzo zwarte. Zresztą już na najbliższych koncertach chcemy zagrać niektóre piosenki z "Fafaberii" w bardziej rozimprowizowanych wersjach. Jesienią planujemy znowu wejść do studia i spróbować więcej poeksperymentować.
- Niezwykle ważną rolę w waszej twórczości odgrywają teksty. Czy to znaczy, że można Was zakwalifikować do grona wykonawców "piosenki literackiej"?

- Faktycznie, praca nad utworem zawsze zaczyna się u nas od tekstu. Przynoszę na próbę słowa i zalążek melodii na gitarę klasyczną, a potem to wspólnie rozwijamy.

- Twoje teksty przywołują skojarzenia z twórczością Williama Burroughsa, Paula Bowlesa czy Jeana Geneta.

- Nie chcę, aby moje piosenki były o tym, co ostatnio przeczytałem albo usłyszałem. (śmiech) To ma być moje subiektywne spojrzenie na to, co się dzieje ze mną i wokół mnie. Na "Fafaberiach" nie ma żadnych zmyślonych zdarzeń, a jeśli niektóre historie delikatnie podkoloryzowałem, to tylko, żeby pewne rzeczy uwypuklić.

- Z kolei w "Ingmarze" pojawia się wyraźne nawiązanie do "Siódmej pieczęci" Bergmana.

- To jedyna piosenka mająca bezpośrednie odniesienie tego rodzaju. Chodziło mi o pokazanie różnych postaw życiowych przy wykorzystaniu fabuły filmu - oczywiście bez żadnej próby moralizowania. Całość muzycznie osadzona jest w średniowiecznym klimacie, czyli jak na kapelę wywodząca się z krzyżackiego Torunia - bardzo na miejscu. (śmiech)

Rozmawiał Paweł Gzyl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie