Co straszy w Chróścinie? Ludzie wierzą, że duch chłopca, który utonął w bagnie

Marcin Stadnicki
Marcin Stadnicki
W dworze Łopuchinów, gdzie mieszkał mały Nikita mieści się dziś Dom Pomocy Społecznej. Podobno i tu pojawia się jego duch Marcin Stadnicki
Syn rosyjskich właścicieli majątku utonął na mokradłach w 1903 roku, ale legenda o duchu narodziła się niedawno, w latach 90., po ekshumacji szczątków i przeniesieniu ich na miejscowy cmentarz

Cerkiew w Chróścinie to miejsce znane wśród miłośników historii o duchach. W tej miejscowości w powiecie wieruszowskim znajdują się piękne zabytki takie właśnie jak prawosławna świątynia i pałac, w którym obecnie mieści się Dom Pomocy Społecznej. Miejsce jest znane jednak jako nawiedzone. Według legendy w okolicy cerkwi po zmroku pojawia się duch chłopca, który zginął tam tragicznie blisko 120 lat temu, a i pałac, w którym obecnie funkcjonuje DPS jest częścią historii z dość makabrycznym finałem, która ma być według legendy przyczyną pojawiania się ducha.

Chróścin to niewielka miejscowość w gminie Bolesławiec w powiecie wieruszowskim. Wieś jest znana miłośnikom historii z dreszczykiem nie tylko w województwie łódzkim, ale w całej Polsce, a to za sprawą dwóch pięknych zabytków i ich nieco makabrycznej historii. Zabytki, o których mowa to tzw. pałac, w którym obecnie mieści się Dom Pomocy Społecznej i prawosławna Cerkiew św. Jerzego Zwycięzcy. Oba obiekty powstały w XIX wieku. Cerkiew i jej okolice są wymieniane wśród najsłynniejszych w Polsce nawiedzonych miejsc, a i obecny DPS wpisuje się w chróścińską legendę, która krąży od lat 90-tych. Według niej w okolicach zabytkowego obiektu sakralnego pojawia się duch chłopca, który zmarł blisko 120 lat temu.

Chłopiec ma pojawiać się o zmierzchu w okolicy cerkwi i wpatrywać się w jej okna, po czym rozpływa się w powietrzu

Zgodnie z legendą chłopiec pojawia się o zmierzchu w okolicy cerkwi i wpatruje się tęskno w jej okna. O tym, że nie jest to żyjący mieszkaniec wsi ma świadczyć jego ubiór z przełomu XIX i XX wieku. Chłopiec sam nie nawiązuje kontaktu z obserwatorem. Dopiero, gdy ten zdecyduje się do niego podejść, duch zaczyna pytać o swoich rodziców, po czym rozpływa się w powietrzu.

Chróścińska legenda przyciąga mieszkańców miejscowości oddalonych nawet o wiele kilometrów od miejscowości.

- Pojechałem tam z kolegami po zmroku. Miejsce naprawdę robi wrażenie - mówi nam mieszkaniec oddalonego o niespełna 40 km Wielunia, który postanowił sprawdzić, czy duch rzeczywiście pojawia się w okolicy cerkwi św. Jerzego.

- Ducha co prawda nie widzieliśmy, ale miejsce napędziło nam nieco strachu. Nieoświetlona cerkiew w ciemnym lesie, do tego oddalony o jakieś 200 metrów pałac, który w nocy przypomina nieco dom z niejednego horroru. To może wywołać przynajmniej lekki dreszczyk. Nie wiem, czy odważyłbym się pojechać tam w samotności i przespacerować się w okolicy około północy, choć raczej wątpię w istnienie duchów - relacjonuje swoją wycieczkę do Chróścina mieszkaniec Wielunia.

Skąd wzięła się legenda o duchu chłopca?

Duch w okolicy prawosławnej świątyni miał zacząć pojawiać się w latach 90-tych, po tym, jak dokonano ekshumacji ciał pochowanych w okolicy świątyni. Aby wyjaśnić dlaczego chłopiec zgodnie z podaniem nawiedza to miejsce, trzeba jednak cofnąć się znacznie dalej w przeszłość i poznać historię zarówno pałacu, jak i samej Cerkwi św. Jerzego Zwycięzcy.

Historia ta sięga drugiej połowy XIX wieku, kiedy to Rosjanie Tatiana i Iwan Łopuchinowie osiedli w Chróścinie. Ojciec Tatiany, gen. Mikołaj Krasnokucki, otrzymał od cara pokaźny majorat złożony za tłumienie powstania styczniowego. Składały się nań skonfiskowane Polakom majątki leżące na terenie obecnych powiatów wieruszowskiego i wieluńskiego. Generał przekazał dar od cara swojej córce Tatianie jako posag .

To właśnie małżeństwo Łopuchinów zbudowało pałac w Chróścinie oraz kaplicę cerkiewną i położony obok niej cmentarz. Cerkiew miała być rodzinną kaplicą Łopuchinów, w której ostatecznie spoczął ich syn, Nikita.

W 1903 roku chłopiec wybrał się na polowanie na kaczki i zaginął. W poszukiwania Nikity zaangażowała się lokalna społeczność. Łopuchinowie, w przeciwieństwie do gen. Krasnokuckiego, nazywanego „Katem”, byli przez lokalną społeczność lubiani i szanowani, a Iwan Łopuchin był nawet prezesem tamtejszej Ochotniczej Straży Ogniowej. Niestety, jak się okazało, Nikita Łopuchin utonął na pobliskich mokradłach.

To właśnie zmarły przed blisko 120 laty syn Iwana i Tatiany ma być duchem nawiedzającym okolice cerkwi. Do lat 90-tych jednak Nikita nie nawiedzał tego miejsca. Wszystko zmieniło się za sprawą przeprowadzonej w tym czasie ekshumacji pochowanych na pobliskim cmentarzu szczątków. Wraz z nią, chłopiec zaczął nawiedzać okolicę, a miejscowi łączyli to nawet z wysoką śmiertelnością wśród podopiecznych miejscowego Domu Pomocy Społecznej. Domu, który od 1952 roku mieści się w dawnej siedzibie Łopuchinów.

Cerkiew po remoncie zmieniła oblicze

Jeszcze do niedawna Cerkiew św. Jerzego Zwycięzcy w Chróścinie mogła straszyć nawet za dnia. Zaniedbany obiekt idealnie wpisywał się w legendę o duchu Nikity Łopuchina poszukującego swoich rodziców. W 2013 roku jednak obiekt odzyskał dawny blask dzięki remontowi, który udało się przeprowadzić przy wykorzystaniu środków Unii Europejskiej. Zabytek, który należy obecnie do Parafii Prawosławnej św. Mikołaja w Częstochowie przestał straszyć. Przynajmniej za dnia, ponieważ nocą, ze względu na otaczającą go okolicę, nadal może dostarczać mocnych wrażeń.

Cerkiew św. Jerzego to piękny zabytek z ciekawą historią, która przyciąga ludzi. Obiekt jest wart uwagi także ze względu na fakt, że jest jedyną wiejską cerkwią w województwie łódzkim. Zainteresowanie świątynią ma swoje plusy, ale i minusy.

- W ostatnim czasie, w czasie pandemii obiekt stał się miejscem imprez. Kilka razy to miejsce zostało zdewastowane w czasie takich właśnie imprez- mówi Dorota Makówka, wójt gminy Bolesławiec.

Jak mówi wójt, sama nieco makabryczna historia na pewno nie szkodzi zabytkowi czy wsi.

- Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, nawet ci z pasją do zwiedzania miejsc nawiedzonych nie szkodzą. Gorzej, jeśli to nie jest tylko zwykła ciekawość, ale młodzieńcza, czy nawet już dorosła głupota - podkreśla Dorota Makówka.

Niestety, efekt działania wandali jest widoczny na pięknie odrestaurowanym zabytku. „Imprezowaniu” w tym miejscu na pewno sprzyja fakt, że nie jest ono oświetlone i jest otoczone drzewami. Nawet bliskość Domu Pomocy Społecznej niewiele tu zmienia i nie odstrasza osób, które zabytek niszczą.

Cerkiew św. Jerzego jest jednym z wielu pięknych zabytków w gminie Bolesławiec, które warto odwiedzić i to bez znaczenia, czy w poszukiwaniu dreszczyku, czy z miłości do historii. Po renowacji wokół cerkwi ustawiono tablice informacyjne, dzięki którym każdy zwierający może poznać kawałek historii obiektu oraz rodziny Łopuchinów, do której niegdyś należał.

Podczas wycieczki do „nawiedzonej” cerkwi warto powędrować trochę po gminie Bolesławiec i zwiedzić także inne obiekty. Znajdziemy tam między innymi zabytkową basztę, czy drewniane kościoły z XVIII wieku w kilku miejscowościach, w tym w Chróścinie. Nawet więc wycieczka w poszukiwaniu ducha Nikity Łopuchina może zmienić się w ciekawą lekcję historii w tym zakątku województwa łódzkiego.

Czym jest Fundusz Odbudowy i Krajowy Plan Odbudowy?

Wideo

Materiał oryginalny: Co straszy w Chróścinie? Ludzie wierzą, że duch chłopca, który utonął w bagnie - Dziennik Łódzki

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2 kwietnia, 13:01, Gość:

Bo luckość się za mało modli! W krutce nastąpi Królewstwo Niebieskie i puźniej wszyskie Nasze czyny zostaną policzone a kto się nie modli zostaje takim potempieńcem jak ten biedak z artykułu i pujdzie do Piekła!

Do piekła pujdom takrze wszyscy robioncy błendy ortograficzne.

G
Gość

Dzisiaj mało kto zdaje sobie sprawę, jakie potworne straty materialne poniosło polskie ziemiaństwo w wyniku idiotycznego powstania styczniowego. Władze carskie skonfiskowały w niewielkiej Kongresówce prawie 1500 polskich majątków w skład których wchodziły dwory i folwarki. Przekazały je carskim generałom i urzędnikom za tłumenie tego powstania. Po odzyskaniu niepodległości ani żyjący jeszcze wywłaszczeni właściciele, ani ich potomkowie nie otrzymali żadnego odszkodowania.

M
Min. Czarnek

Trzeba to wzmocnić w ksiące dla I klas i pokazać siłę przewodnią kościoła i jego mafii zgodna z linią jedynie słusznej partii i prawem naturalnym wolnym od liberlanej miłości do zwierząt.

P
PODANIN TO BRZMI DUMNIE

Gdzie są nasi księża egzorcyści? Władza natychmiast powinny postawić dookoła jeziora 2 klasztory kontemplacyjne adorujące! I dzwoń w dzwony, kadzić kadzidłem! Święte sakramenty dookoła jeziora nosić!

Dodaj ogłoszenie