Cracovia. Krzysztof Danielewicz: W Warcie była atmosfera, a w Cracovii graliśmy fajną piłkę za trenera Stawowego

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Krzysztof Danielewicz grał w Cracovii w latach 2012 - 2014
Krzysztof Danielewicz grał w Cracovii w latach 2012 - 2014 Wojciech Matusik
Krzysztof Danielewicz walnie przyczynił się do awansu Warty Poznań do ekstraklasy. Wcześniej uczestniczył w awansie „Pasów” w 2013 do najwyższej klasy rozgrywkowej i rozegrał w ich barwach w niej jeden sezon. W niedzielę o godz. 15 oba zespoły zagrają przy ul. Kałuży.

Wiosną 2020 r. grał pan w Warcie, ale w barażach o ekstraklasę już nie, dlaczego?

Taka była decyzja klubu, byłem wypożyczony z Miedzi Legnica. Ja i kilku innych zawodników nie byliśmy już brani pod uwagę na baraże. Tak się skończyła moja przygoda z tym klubem, ale Wartę będę wspominał dobrze, bo to fajny klub, z sympatycznymi ludźmi.

Zagrał pan w 9 meczach, zdobył gola, co dało 3. miejsce po sezonie zasadniczym.

Musiałem znaleźć klub, w którym będę częściej grał niż w Miedzi. Nie żałuję tego wyboru, warto było tam pójść, zobaczyć, jak ta ekipa funkcjonuje, jaka jest atmosfera. Ona była fajna i był to poważny argument do tego, by Warta zrobiła taki sukces.

Trener Piotr Tworek, twórca tego sukcesu, dalej pracuje z zespołem. Jak go pan wspomina?

Miałem z nim już wcześniej do czynienia, w Chojniczance. W Warcie trafił na fajnych piłkarzy, nieźle zestroił tę drużynę. Miał świetny kontakt z drużyną, każdy czuł się potrzebny i ważny. Były momenty, w których był surowy, ale przekazywał wiele w rozmowie w cztery oczy, dbał o relacje wewnątrz zespołu. Obchodziliśmy każde urodziny, kogokolwiek z piłkarzy bądź ze sztabu.

Trener Tworek preferuje futbol „na tak”?

Owszem, chociaż mocnymi podwalinami w pierwszej lidze i potem w ekstraklasie była i jest gra defensywna, z wykorzystaniem dwóch defensywnych pomocników. W zeszłym sezonie Warta traciła bardzo mało bramek. A więc podsumowując, na pewno preferował grę „na tak”, ale z zachowaniem stabilności w obronie.

Było dla pana zaskoczeniem, jak Warta prezentowała się w ubiegłym sezonie, walcząc do ostatniego meczu o udział w europejskich pucharach, ostatecznie kończąc na 5. miejscu?

Dla wszystkich było to wielkie zaskoczenie. Pewnie przed sezonem nawet piłkarze Warty nie spodziewali się, że tak zakończą sezon, choć byli na fali. To ogromny sukces po awansie.

Mógł się pan z tego cieszyć, bo jednak dołożył pan cegiełkę do tego awansu.

Tak, może małą cegiełkę dołożyłem. Trzymam dalej kciuki za Wartę, bo to fajna ekipa. Oby była w ekstraklasie jak najdłużej.

Mówi się, że drugi sezon po awansie jest najtrudniejszy dla zespołu. I te rozgrywki to potwierdzają. Z czego to może wynikać, wszyscy już zorientowali się, jak zespół gra?

Po części tak, ale w Warcie nastąpiło sporo zmian. Takie kluczowe osoby w ofensywie jak Baku czy wypożyczony z Pogoni Żurawski odeszły. Gdyby trener Tworek miał taką możliwość, to chętnie zostawiłby tych zawodników. Przyszła jednak kolej na nowych i może Warta potrzebuje trochę czasu, by się wszystko zgrało.

Na razie jest na spadkowym miejscu nie wygląda to optymistycznie.

Warta dawno nie miała momentu kryzysowego. Sezon, w którym wywalczyła awans to była euforia, w kolejnym była jeszcze większa. Teraz jest ta chwila, w której zawodnicy muszą sobie poradzić. I myślę, że uporają się z tą sytuacja bardzo dobrze.

Utrzymuje pan kontakty towarzyskie z kolegami z Warty?

Tak, choć wiadomo, że wielu z nich poodchodziło już z Warty, jak choćby Robert Janicki, Jakub Kuzdra. Mateusz Szczepaniak zdążył skończyć karierę, ta ekipa się więc mocno zmieniła. Pisuję do Bartosza Kieliby, ale stale muszę mu życzyć zdrowia, bo jest kontuzjowany.

Spędził pan dwa sezony w Cracovii, zostały żywe wspomnienia?

Pewnie, że tak! Teraz mieszkam na co dzień w Rzeszowie, czasami mi się zdarzy pojechać i odwiedzić Kraków. Wspomnienia odżywają, choć, gdybym miał szukać kogoś, z kim grałem, to już w obecnej Cracovii nie ma nikogo. Utrzymuję kontakt z Sebastianem Stebleckim, Bruno Żołądziem.

Co pan sądzi o obecnym zespole „Pasów”?

Cenię niektórych zawodników indywidualnie, jestem kibicem Cracovii, mam sentyment, ale nie jestem do końca przekonany do tej obecnej Cracovii. Brakuje mi w niej elementu trwałości, charakterystycznego stylu. A kiedyś tak było. Gdy mam do wyboru oglądać mecz Cracovii albo inny, to zazwyczaj wybieram ten drugi…

Być może wychodzi pan z założenia, że ciężko się do końca utożsamiać z tą drużyną, bo jest w niej mało Polaków.

Takie są wybory w tym klubie. Nie chcę tego oceniać. Trzymam kciuki za „Pasy”, by były wysoko w tabeli.

W 2020 r. kibice wreszcie doczekali się na jakiś sukces – Puchar Polski.

Trzeba oddać trenerowi Probierzowi i piłkarzom, że to był duży sukces, tego nikt Cracovii nie odbierze, ale jeśli chodzi o kilka ostatnich sezonów, to nie tylko ja, ale pewnie też fani Cracovii liczyli na to, że klub zagości na trwałe w czołówce co sezon, a nie wyrywkowo.

Któryś mecz utkwił panu głębiej w pamięci?

Mocno emocjonalny był dla mnie debiut w ekstraklasie i strzelona bramka Piastowi Gliwice. Co prawda przegraliśmy ten mecz, ale zapamiętam ten mecz pewnie do końca życia. Zresztą każdy mecz był wydarzeniem, bo, co by nie mówić, graliśmy fajną piłkę za trenera Stawowego. Miło się tę Cracovię oglądało. Może czasami brakowało nam skuteczności, umiejętności, ale potrafiliśmy nacieszyć oko kibica bo mieliśmy świadomość, że umiemy grać w piłkę.

Jest pan teraz w drugiej lidze, w Stali Rzeszów, ale jeszcze kilka lat kariery przed panem. Myśli pan, że jeszcze zagra w ekstraklasie?

Taki mam cel, niezmienny od kilku lat, żeby do niej wrócić. Nie jest to łatwe, każdy, kto z niej wypadł, wie, o czym mówię. Ciągle jednak wyznaczam sobie taki cel. W Stali mamy ciekawą ekipę, klub jest poukładany. Tworzą go ludzie, którzy mają pomysł. Celem naszym jest awans, na razie jesteśmy na dobrej drodze. Porównując to do ówczesnej Cracovii, to myślę, że nasze mecze można oglądać z uśmiechem, bo pomysł na granie jest ciekawy.

Ma pan 92 występy w ekstraklasie, przydałoby się „złamać” barierę 100 spotkań.

Tak, brakuje mi ośmiu, rzeczywiście miło byłoby pobić tę setkę.

W sobotę przyjedzie pan do Krakowa nie jako turysta, a w związku z tym, że Stal zagra z Hutnikiem.

Tak, mam nadzieję, że pomogą nam też kibice. Hutnika kojarzę z gry defensywnej, to wysoki zespół, ma pewnie indywidualności, ale my raczej nie skupiamy się na rywalach, tylko gramy swoje. Ja jako środkowy pomocnik, dosyć ofensywny. I to mi pasuje.

Rozmowa z Mariuszem Rumakiem po meczu Polska - Ukraina 2:2 U19

Wideo

Materiał oryginalny: Cracovia. Krzysztof Danielewicz: W Warcie była atmosfera, a w Cracovii graliśmy fajną piłkę za trenera Stawowego - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie