Cracovia. Nowy kierunek dla Alvareza? „Może Izrael albo Tajlandia”

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Marcos Alvarez gra w Cracovii od 1 lipca 2020 roku. Podpisał kontrakt na 3 lata
Marcos Alvarez gra w Cracovii od 1 lipca 2020 roku. Podpisał kontrakt na 3 lata Andrzej Banas
Udostępnij:
Marcos Alvarez nie spełnia oczekiwań w Cracovii. W rozmowie z portalem liga3-online.de 30-letni piłkarz tłumaczy przyczyny, jakie wpływają na jego dyspozycję oraz dzieli się wrażeniami z gry w ekstraklasie. Odpowiada też na pytanie, w jakim kierunku najchętniej by podążył po opuszczeniu Krakowa.

Marcos Alvarez, który święta spędził z rodziną w Niemczech, gdzie poprzednio występował, wspomina, że aklimatyzacja w Polsce, do której przyjechał pod koniec czerwca 2020 roku, przebiegła bardzo szybko.

- Szukaliśmy z żoną bezpiecznej przystani, bo kilka tygodni wcześniej na świat przyszło nasze dziecko. Oferta z Cracovii była najlepszą z możliwych. Kraków to turystyczne miasto, bardzo łatwo można się tu porozumiewać w języku angielskim. Dzięki kolegom z drużyny i zapisaniu starszych dzieci do miejscowej szkoły bardzo szybko zdobyliśmy nowych przyjaciół. Wszystko odbyło się tak, jak chcieliśmy i dziś czujemy się tu jak w domu – opowiadał Alvarez na stronie liga3-online.de.

Tę sielankę burzą jedynie nieudane występy piłkarza z 2. Bundesligi na boiskach ekstraklasy. Jest ich stanowczo za dużo, biorąc pod uwagę fakt, że przychodził do „Pasów” jako spec od strzelania goli i dodatkowo rozbudził nadzieje, trafiając do siatki już w debiutanckim meczu.

Alvarez ma tego świadomość i twierdzi, że przyczyną jest przewlekła kontuzja przywodziciela.

Z tego powodu nie mogłem pokazać tego, co potrafię. Na szczęście tuż przed przerwą świąteczną wznowiłem treningi i w nowym roku podejmę próbę powrotu do wysokiej formy – powiedział.

Słaba dyspozycja wzmogła spekulacje o możliwej zmianie klubu, mimo że jego umowa z Cracovią obowiązuje jeszcze przez 1,5 roku. Niemiec z hiszpańskimi korzeniami został zapytany, czy bierze pod uwagę powrót nad Ren. Nie zaprzeczył, ale też nie wypowiedział się o tym kierunku z entuzjazmem.

- Z pewnością będzie się liczyło zdanie mojej żony. Mogę sobie nawet wyobrazić coś szalonego – choćby Izrael lub Tajlandię – odparł.

Celem nadrzędnym wciąż są występy w Hiszpanii. - To byłoby spełnienie marzeń. Mój wujek Antonio Alvarez Giraldez był przez długi czas graczem Sevilli (w latach 70. i 80., później Malagi i Granady - przyp.). Chciałbym przejść podobną drogę. Poza wszystkim byłoby wspaniale grać w piłkę tam, gdzie inni ludzie przyjeżdżają na wakacje – dodał.

Ciekawy jest też wątek postrzegania przez Niemca zwyczajów panujących w naszej lidze. Widzi różnice w organizacji klubu i podejściu zawodników do swoich obowiązków.

- Jako członek rady drużyny starałem się wprowadzić trochę niemieckiego porządku – opowiada. - Choćby w kwestii wyeliminowania spóźnień – na przykład na zajęcia fizjoterapeutyczne – które są tu nagminne. Albo inny przykład - od czasu do czasu, po wygranych na wyjeździe meczach, w ramach nagrody dla wszystkich w autobusie dostępna jest pizza. W Niemczech trudno to sobie w ogóle wyobrazić, a w Polsce to część codziennego życia.

Przyznaje też, że gra w ekstraklasie jest ciężkim kawałkiem chleba. Wspomina, że jako napastnik VfL Osnabrueck toczył twarde pojedynki z Dennisem Erdmannem albo defensywnym duetem z Drezna Michael Hefele - Giuliano Modica, ale to, co go spotkało w Polsce przeszło jego wyobrażenia o fizycznej walce na boisku. - Tamte pojedynki wspominam teraz jak masaż – śmieje się. I dodaje: Tutaj ostrych starć jest mnóstwo. A sędziowie przymykają na to oko.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie