reklama

Ćwielong uchronił Wisłę przed wstydem

RedakcjaZaktualizowano 
Fot. Michał Klag
Fot. Michał Klag
Wisła Kraków - Levadia Tallin 1-1 (0-1) Środa, 15 lipca 2009, Stadion Ludowy w Sosnowcu. Zamiast efektownego zwycięstwa - uratowany rzutem na taśmę remis. Tak niespodziwanie, piekielnie rozczarowująco rozpoczęli piłkarze Wisły walkę o Ligę Mistrzów.

Fot. Michał Klag

NIEMIŁA NIESPODZIANKA W SOSNOWCU. Ćwielong uchronił Wisłę przed wstydem

0-1 Andriejew 40, 1-1 Ćwielong 90+3.
Sędziowali: Tommy Skjerven jako główny oraz Odd-Jarle Larsen i Kjetil Fallstroem Andresen (wszyscy Norwegia). Żółte kartki: S. Puri (65, faul na Sobolewskim), Nahk (90, faul na Diazie). Widzów 3500.
Wisła: Pawełek - Łobodziński (46 Ćwielong), Jop, Marcelo, Piotr Brożek - Małecki, Sobolewski, Diaz, Kirm - Jirsak (73 Cantoro) - Paweł Brożek.
Levadia: Kaalma - Marmor (46 Sisov), Kalimullin, Morozov, Teniste - Malov, Nahk, Iwanow (85 E. Puri), S. Puri - Gussev, Andriejew (83 Zelinski).
W pierwszym meczu II rundy kwalifikacyjnej nie potrafili wykazać wyższości nad ekipą mistrza Estonii, która na mecz jechała przez dwa dni autokarem. Jasne, że w rewanżu 22 lipca w Tallinie wiślacy mogą zapewnić sobie awans do III rundy, ale wrażenia, które pozostały po wczorajszej grze ciężko będzie zatrzeć.
Trener Maciej Skorża układając skład postawił na wariant z Tomasem Jirsakiem, sadzając na ławce Piotra Ćwielonga. W defensywie niespodzianek być nie mogło, zważywszy na kadrowe problemy (kontuzjowani są Arkadiusz Głowacki i Peter Singlar). Prawoskrzydłowy Wojciech Łobodziński wcielił się więc w rolę prawego obrońcy, do której był ostatnio przygotowywany. Partnerem Marcelo na środku był natomiast wracający do Wisły po pięciu latach Mariusz Jop, który kontrakt z klubem podpisał w miniony piątek, a z zespołem odbył przed meczem trzy treningi. Absolutnym debiutantem w Wiśle był wczoraj Andraż Kirm.
Słoweniec był pierwszym wiślakiem, który znalazł się w bramkowej sytacji. Podawał mu Paweł Brożek, piłka nie wiadomo jakim cudem przeszła między dwoma obrońcami Levadii, ale za moment jeden z nich - Kristian Marmor - zablokował strzał Kirma. To była już 17 minuta gry, a przez ten czas Wisła nic ciekawszego nie zrobiła...
Bo mecz wcale nie rozpoczął się tak, jak się spodziewaliśmy. Nie było szturmu krakowian, nie było chęci szybkiego zdobycia gola. Wisła rozgrywała piłkę ślamazarnie, coś zaczęło się dziać dopiero wtedy, gdy cofać - i dogrywać, najczęściej Kirmowi - zaczął Paweł Brożek. Taka akcja przyniosła wyśmienitą okazję w 33 minucie, gdy Słoweniec stanął oko w oko z bramkarzem Levadii, ale trafił tylko w poprzeczkę nad dalszym okienkiem.
Z wyróżniającym się w niemrawym otoczeniu Kirmem koledzy grali dużo, mając nadzieję, że coś z tego może się wykluć. Słoweniec podawał Patrykowi Małeckiemu, ale ten nie oddał w polu karnym strzału (25 min). Tak samo skończyła się akcja chwilę wcześniej, gdy to "Mały" zagrywał - Pawłowi Brożkowi.
Żeby było jednak jasne: to nie wcale nie było tak, że gol dla Wisły wisi w powietrzu. Piłkarze Levadii popełniali indywidualne błędy, ale w defensywie nieźle organizowali swoją grę. No, a w pierwszym kwadransie pokazali się z zupełnie zaskakujacej strony: zaatakowali Wisłę. Pecha miał Łobodziński, bo jako obrońca z łapanki szybko trafił na dwóch najlepszych graczy Levadii. Najpierw uciekł mu Nikita Andriejew, za chwilę Sander Puri. Trener Skorża zareagował na to błyskawicznie: na prawą obronę powędrował Piotr Brożek, na lewą Junior Diaz. Na środek z prawej flanki zszedł Patryk Małecki, a Łobodziński zajął jego miejsce.
To było symptomatyczne: skoro Levadia Tallin zmusza mistrzów Polski do zmiany ustawienia, znaczy, że coś jest nie tak. Ale to był tylko wstęp do tego nastąpiło w 40 minucie, gdy Andriejew ograł na linii pola karnego Jopa i strzelił w bliższy róg po ziemi na 0-1.
Minutę potem szansy na wyrównanie nie wykorzystał Paweł Brożek. Sensacyjnie zakończyła się więc pierwsza połowa, której od początku towarzyszyły błyski, a potem także grzmoty.
Niechybnie nadchodząca ulewa nad Stadionem Ludowym rozpoczęła się wraz z gwizdkiem zaczynającym drugą połowę. Lunęło mocno, a Wisła starała się atakować. W 49 min po raz kolejny pod bramką Levadii zrobiło się gorąco na skutek niefortunnej interwencji jej zawodnika: bramkarz Martin Kaalma odbijając piłkę po dośrodkowaniu trafił nią w będącego przed nim Andreia Kalimullina. Na boisku w tym momencie nie było już Łobodzińskiego, którego zastąpił w przerwie Piotr Ćwielong. Trener Levadii kazał zostać w szatni ogrywanemu przez Kirma Marmorowi. W ten sposób najsłabsze ogniwa w obu ekipach zostały usunięte.
Burza po 10 minutach wyciszyła się. Wisła po chwili była naprawdę bliska powodzenia: po rożnym Jirsaka Junior Diaz zagłówkował w poprzeczkę. Piłkę przejął jeszcze Jop, kopnął między stłoczonymi nogami rywali, ale futbolówkę chwycił Kaalma. To był pierwszy cel strzał Wisły w tym meczu!
Potem dwa razy uderzał Jirsak, godnych odnotowania okazji jednak naprawdę soczystych okazji Wisła nie miała. Taką stworzyła za to w 67 min Levadia, gdy z prawej strony zacentrował Denisss Malov, a Andriejew, mając parę metrów od celu, nie trafił dobrze w piłkę. Ulewa wróciła, a kilkunastoosobowa grupka kibiców w białych i zielonych koszulkach coraz częściej pokrzykiwała: - Le-va-di-ja, Le-va-di-ja! I jeśli w pierwszej połowie Estończyków stadion błyskawicznie "zakrzykiwał", tak po 25 minutach II połowy jakoś już nie. Inna sprawa, że wszyscy ci, którzy siedzieli na odkrytej trybunie - czyli większość na stadionie - byli w tym momencie przemoknięci do suchej nitki.
Padało już nieustannie, warunki do gry były coraz gorsze. W 89 min po trybunach przeszedł jęk zawodu, gdy nie udało się trafić Radosławowi Sobolewskiemu. Sędzia doliczył 3 minuty, z każdą sekundą nadzieja topniała. Ale nie u Ćwielonga. Była 93 minuta gry, gdy po długim podaniu Paweł Brożek podał piłkę do "Pepe". A ten strzelił - 1-1!
Koniec optymistyczny. Ale gra wiślaków - szkoda gadać.
TOMASZ BOCHENEK, SOSNOWIEC

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3