Ćwierć wieku nieobecności

Redakcja
W poniedziałek, 28 kwietnia minie dwadzieścia pięć lat od śmierci mojego ojca, Witolda Zechentera. Mija też dziesięć lat od chwili, gdy napisałam kilkudziesięciostronicowe wspomnienie o nim - wstęp do przygotowanego przeze mnie wyboru wierszy lirycznych i fraszek. Książeczka miała tytuł wzięty z jednego z jego utworów: "Rozmowa z sobą". Na okładce umieściłam reprodukcję portretu ojca, rysunku, który tak bardzo lubię, wykonanego sangwiną przez Henryka Gotliba, poznanego przez ojca w latach paryskich, gdy sam był bardzo młodym człowiekiem. Przykro się przyznać, ale książka nie dostała się do księgarni. Chyba - jako tytuł dotowany przez wydział kultury - utraciła szansę na normalną dystrybucję. Rozdawałam ją znajomym, a część nakładu zalega dotąd jeszcze szafy oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

(Wspomnienie o Witoldzie Zechenterze)

   Tak to już jest, że krąg osób, które znały i pamiętały ojca, przyjaciół, świadków jego młodości, bardzo już stopniał. Witold Zechenter - postać niezmiernie krakowska, bardzo popularna, nie jest już tak znana jak niegdyś. Tym bardziej chciałabym przypomnieć ojca - najważniejszą osobę mojego dzieciństwa, kogoś, z kim nieraz potem okropnie się kłóciłam, ale z kim bardzo liczyłam się przez całe życie, którego brak odczuwam do dziś.
   Mój ojciec urodził się Krakowie 29 grudnia 1904 roku. Był dziennikarzem, synem dziennikarza "Czasu" Edmunda Zechentera, po śmierci matki wychowywała go jej siostra, jedna z pierwszych polskich dziennikarek - Teresa Klemensiewicz. Nic więc dziwnego, że sam zaczął parać się dziennikarstwem, jako bardzo młody, ledwie nastoletni chłopak. Przed wojną pracował w "IKC-u" ("Ilustrowanym Kurierze Codziennym"), który mieścił się tam, gdzie dzisiaj jest redakcja "Dziennika Polskiego", w Pałacu Prasy przy ulicy Wielopole. Gdy skończyła się wojna, razem ze swym przyjacielem, też dziennikarzem z dawnego "IKC-a", Stanisławem Witoldem Balickim był przy narodzinach "Dziennika Polskiego", który zresztą przez kilka pierwszych numerów nazywał się "Dziennik Krakowski". Nagłówek pisma zaprojektował serdeczny znajomy Ojca, późniejszy profesor ASP - Stanisław Rzepa. Pamiętam, jak w naszym mieszkaniu przy ul. Paulińskiej obaj panowie, ojciec i autor napisu tytułowego, dyskutowali nad krojem liter do dziś znanych każdemu krakowianinowi.
   Gdy w styczniu 1945 roku ruszyła praca redakcji tego pierwszego krakowskiego pisma, często wpadałam z mamą na Wielopole, żeby znaleźć się choć na chwilę w oszałamiającym huku drukarskich maszyn, w zecerni, gdzie ojciec zostawiał jakiś swój maszynopis i skąd brał pachnący świeżą farbą egzemplarz gazety.
   Oprócz dziennikarstwa (i tu należy przypomnieć także felietony przez lata wygłaszane w krakowskim radiu) ojciec zajmował się twórczością _stricte _literacką. Wydał kilka poetyckich tomików, wiele zbiorów fraszek, humoresek, wierszy satyrycznych i literackich parodii. Napisał kilkanaście książek dla dzieci i młodzieży, dwutomowe wspomnienia "Upływa szybko życie", sensacyjną powieść "Avaxara", tłumaczył m.in. Kiplinga, Wallace’a, Verne’a i Amicisa.
   Dwadzieścia pięć lat po jego śmierci chciałam Czytelnikom "Dziennika Polskiego" przypomnieć trochę fraszek Witolda Zechentera. Myślę, że nie straciły na aktualności. Bawią tak samo jak dawniej i tak samo wzruszają, jak choćby ta ostatnia o wierze, nadziei i miłości.
ELŻBIETA
ZECHENTER-SPŁAWIŃSKA

Witold Zechenter

Fraszki

Losy świata
Losy świata
dziwnie się plotą:
po prostu stale
m a r s pro toto...

Współczesna wiosna
Pancerna skrzynia.
Napis: Trotyl.
Na skrzyni usiadł biały motyl...

Spadek po Gallu Anonimie
Pisał Gall Anonim
Polaków historię,
opisywał klęski
oraz zwycięstw glorie.
Tym się historykiem
do dziś dnia chlubimy -
stąd niejeden Polak
pisze a n o n i m y.

Łokietkowa grota
Władysław Łokietek,
choć rycerskiej cnoty,
musiał na czas pewien
schować się do groty.
Do dzisiaj w Ojcowie
znamy te nastroje:
włazi w grotę Polak -
tyle że we dwoje...

Dziś i jutro
Dziś - sportowa maszyna,
jutro - "Salve Regina".
Na Wawel...
Na Wawel, na Wawel
krakowiaczku żwawy,
wyskrob swe nazwisko
na pomnikach sławy!

Krakowianka jedna
Krakowianka jedna
miała chłopca z drewna -
był to, biorąc w sposób ścisły,
taki Pinokio znad Wisły.

Poezja i proza
Prozę ubiera w rymy
miłość... Natura tak dała,
że mówiąc o sercu, myślimy
o innych częściach ciała.

Kolejność
Naprzód się szuka przygód,
potem się szuka wygód...

"Zimna Zośka"
"Zimna Zośka"? -zaśmiał się ktoś -
nie brak nam za to gorących Zoś!

Gra w "zielone"
Niejeden raz
nawet poważni panowie,
kiedy nadejdzie wiosny czas,
grają w "zielone" (w głowie)...
Okres egzaminów
Tam ławeczki
i kwiateczki,
i słowiki -
a tu teczki,
podręczniki
i słowniki!

O lekarzach
Chwalę lekarzy - tacy mili!
(obyśmy tylko zawsze zdrowi byli...)

Pod psem
Chyba to wiesz i ja to wiem,
to skojarzenia niedalekie:
gdy człowiek mówi: "Życie pod psem",
pies myśli: "Życie pod człowiekiem"...

Orzeł
Orle gniazdo znaleźli.
Stąd herb: orzeł biały.
Liczne rzesze tak sobie
ten herb ukochały,
że mamy pełno orłów. Szczególnie przy żłobie.

Wiara, nadzieja, miłość
Prawda to stara
i świat z tego słynie,
że najczęściej i miłość i wiara
na nadziei się kończą jedynie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie