Cypryjskie tajemnice. Boginie nie zawsze wynurzają się z...

Cypryjskie tajemnice. Boginie nie zawsze wynurzają się z morskiej piany

Marek Długopolski

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Cypryjskie tajemnice. Boginie nie zawsze wynurzają się z morskiej piany
1/34
przejdź do galerii

©Marek Długopolski

Granaty rzuca się tutaj na szczęście, z morskiej piany wyłaniają się boginie, a lekiem na upływający czas jest opłynięcie pewnej niewielkiej skały. O poranku można wybrać się na narty, po południu wykąpać w turkusowej ciepłej wodzie, wieczorem zaszyć w którejś z uroczych tawern, a nocą zaszaleć w jednym z nocnych klubów. Raj na ziemi.
Ale są też ludzie – ciekawi świata, barwni i nie tuzinkowi. Twardzi. Jak to na wyspie. I są bogowie. Idealni, kochający, ale też zawistni oraz podstępni. Twardzi. Jak to na wyspie. Wyspie Afrodyty.

Najpiękniejsza z pięknych


- Cypryjczycy są wybrańcami bogów – zapewnia całkiem poważnie Hektor. Choć nosi imię jednego z najdzielniejszych obrońców Troi, nie przypomina swojego imiennika ani z postury, ani z wieku. Lekko zgarbiony, siedzi na drewnianej ławeczce, w cieniu kamiennego domu.

Staruszek spogląda przed siebie, gdzieś w dal. Na pomarańczowy gaj, góry, niebo? W przeszłość, a może przyszłość? Pomarszczona twarz nie wyraża absolutnie żadnych uczuć, ani drgnie. I tylko iskierki w oczach świadczą, że nie są to złe wspomnienia. – Jesteśmy wybrańcami, jeśli nie wszystkich bogów, to przynajmniej najpiękniejszej z ich grona… – powtarza z lekkim uśmiechem na wiekowych wargach. Po chwili zaś dodaje: - Wszystkie Cypryjki są piękne.
Jednak tytuł najpiękniejszej dzierży tylko ta jedna – Afrodyta. Cypryjka z wyboru.

Nieziemski raj


Dlaczego Afrodyta tak polubiła Cypr, ten stosunkowo niewielki, kamienisty kawałek lądu wynurzający się z turkusowych morskich głębin? – Był rajem na ziemi – zaznacza przewodniczka po tym, co dotrwało do naszych czasów z najpotężniejszej niegdyś na wyspie świątyni Afrodyty.

– U wybrzeży tej pięknej wyspy się narodziła. Tu spędziła najcudowniejsze chwile życia, to był jej azyl. Chroniła się na wyspie, gdy było jej źle, gdy bogowie ją odtrącili, skazali na wygnanie. Tutaj wreszcie miała najwierniejszych wyznawców, kapłanki, świątynie, cudowne źródło – zaznacza.

Afrodyta na Cyprze była jednocześnie boginią i bogiem. Panowała. To był jej kawałek przyjaznego mitycznego świata. I za tą właśnie legendą, umiejętnie kreowaną latami przez Cypryjczyków, podążają teraz turyści.

Kłopot z narodzinami


Jak to się stało, że bogini łaskawym okiem spojrzała, na Cypr. Dlaczego wybrała starożytne Pafos? Czy był to przypadek, ślepy los, a może tak zdecydowali olimpijscy bogowie. Trudno dzisiaj na te pytania odpowiedzieć, niełatwo też wyczytać z ksiąg dawnych dziejopisów. Starożytne mity także nie przynoszą pewności, raczej mnożą wersje wydarzeń, piętrzą wątpliwości, wszystko niknie we mgle dziejów.

Kłopot mamy już z samymi narodzinami bogini. - Afrodyta nie miała ani ojca, ani matki – zaczyna swą opowieść Hektor. Jak to nie miała? Nawet olimpijscy bogowie mieli rodziców. – Afrodyta nie miała – upiera się staruszek. - Wyłoniła się po prostu z morskiej piany. Doskonała, piękna, cudowna, urocza, boska… A poza tym w mitycznych czasach wszystko było możliwe – moje wątpliwości szybko gasi rozmówca.

A do brzegu pewnie dopłynęła w wielkiej muszli? – Oczywiście, że tak. Jednak nie sama. Pomagał jej Zefir. Muszlę ciągnęły zaś delfiny. A może były to łabędzie – zastanawia się przez chwilę. – Jak było tak było, najważniejsze, że znalazła się na Cyprze – zaznacza już z uśmiechem.

Z kart spisanych przez Homera wynika jednak, że najpiękniejsza z pięknych, miała rodziców. I to nie byle jakich. Powić ją miała Done, a jej ojcem był sam Zeus. Według innych - bogini miała pochodzić ze związku Uranosa i Uranii (Hemery).
„Ojcostwo” przypisuje się też samemu Uranosowi. Od razu jednak dodajmy, że to nieco makabryczna wersja narodzin bogini o nieziemskiej urodzie. W pojedynku – jak donosi Hezjod (a więc poeta, który „pasał trzody na stokach Helikonu”) – Kronosa z Uranosem ten ostatni stracił genitalia. Gdy boskie klejnoty wpadły do wody, co oczywiście nastąpiło w pobliżu Cypru, woda się mocno wzburzyła. A z powstałej w ten sposób piany morskiej wynurzyła się piękna panna, Afrodyta. Tyle pisze Hezjod.

Dziejopisarze twierdzą też, że Afrodyta najpierw przybiła do wybrzeży Kytery, a dopiero później pożeglowała w kierunku Cypru. Tutaj czekały już na nią Aglaja, Eufrosyne i Talia. Charyty, czyli boginie wdzięku, piękna i radości, otoczyły nowonarodzoną, choć już dorosłą przecież kobietę – tak przynajmniej wynika z wszystkich jej wyobrażeń - czułą opieką i przyodziały ją m.in. w zwiewną szatę. - Dopiero tak wystrojoną nową boginię zaprezentowały przed obliczem olimpijskich bogów – opowiada przewodniczka po sanktuarium.

Odmładzająca kąpiel

Gdzie do brzegu przybiła muszla z ucieleśnieniem piękna? Petra Tu Romiou – to miejsce bezbłędnie wskaże każdy Cypryjczyk, a także co najmniej parę milionów turystów.

Zatoka jest piękna. Z lotu ptaka może niektórym nieco przypominać sierp, który Kronos wykorzystał w starciu z Uranosem… Ten dziki, a jednocześnie uroczy zakątek zamykają wysokie pofałdowane wzniesienia, strome klify, a przecina malownicza górska droga. By więc dostać się przed Skałę Afrodyty trzeba zatrzymać się na parkingu i kawałek przejść pieszo - na plażę dostaniemy się bezpiecznie, specjalnym tunelem pod drogą.

– Przyjeżdżam tu, gdy tylko jestem na Cyprze. Czasem nawet dwa razy podczas urlopu – Anna z Krakowa krąży po plaży z oczyma wbitymi w ziemię. Uważnie się rozgląda. Coś zgubiła wśród mniejszych i większych kamieni? – Szukam kamiennych serduszek. Przynoszą szczęście w miłości. W nich jest przecież zaklęta moc Afrodyty – filuternie się uśmiecha.
Na pewno? – Nie narzekam – szybko odpowiada. Od razu też dodaje: - Trzeba je tylko podarować odpowiedniej osobie. Wziąłem i ja parę na wszelki wypadek…

Kamienista plaża nikomu więc nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Każdy bowiem rozgląda się za „cudownymi”, wygładzonymi przez morze serduszkami. – Ktoś, kto chce się opalać musi przejść kilkadziesiąt metrów dalej. O tam jest spora łacha pięknego, drobnego piasku – kieruje w prawo nasza rodaczka.

Tu głównie panie, choć i panów paru się znajdzie. Wszyscy myślą jednak nie o opalaniu, a o kąpieli. Z powodu turkusowej wody? Nie. Raczej ze względu na cudowna moc miejsca, w którym do brzegu przybiła Afrodyta. – Opływając Skałę Afrodyty można zapewnić sobie wieczną młodość. Woda ta działa jak eliksir – zapewniają jednym tchem dwie Francuzki. – Będziemy pływać do czasu, aż zaczniemy przypominać Afrodytę – chichoczą radośnie.

A panowie co tutaj robią? Andreas z Berlina tłumaczy, że Afrodyta miała też „pierwiastek męski”. – A poza tym kto nie chciałby być piękny i młody – retorycznie pyta.

Problem w tym, że wyłaniającą się z morza skałę trzeba opłynąć w określonym kierunku. Jeśli wybierzemy źle lat nam… przybędzie. – Jest ryzyko, jest zabawa – mówi Anna. I jeszcze o jednym należy pamiętać. Moc „cudownej” wody ujawnia się tylko podczas… pełni księżyca. Wydaje się jednak, że na plaży nikomu to nie przeszkadza. – A może przyjedziemy tu podczas pełni – zastanawiają się głośno Francuzki.

Płynąć, nie płynąć? I ja przez chwilę się zastanawiałem. Do pełni było jednak daleko…

Gdy zaś komuś wiek nie doskwiera? Warto choć na chwilę przysiąść na kamieniach, by nacieszyć oczy widokiem, jaki zobaczyła Afrodyta. Nie bez powodu jest uważana za boginię piękna, a więc i pięknych widoków. A tych tutaj przecież nie brakuje.

Usiąść w… świątyni Afrodyty


„Każda niewiasta musi (…) raz w życiu usiąść w świątyni Afrodyty i oddać się jakiemuś cudzoziemcowi” – tak Herodot opisywał w „Dziejach” obyczaje panujące w świątyni Afrodyty.

„W świętym gaju (…) jest ich wiele, bo gdy jedne odejdą, przybywają inne. (…) Jeżeli niewiasta raz tam usiądzie, nie może wprzód wrócić do domu, aż jakiś cudzoziemiec rzuci jej na łono srebrną monetę i poza świątynią cieleśnie się z nią połączy” – pisał „ojciec historii”. Zgodnie z tym „co się dowiedział” odnotował też, że „niewiasty, które wyposażone są w piękne oblicze i wzrost, rychło wracają do domu; ale brzydkie wśród nich pozostają tu przez długi czas”. Według Herodota niektóre miały czekać na „swojego” cudzoziemca nawet trzy, a niekiedy i cztery lata.

Czy podobnie było w jej sanktuarium w starożytnym Pafos? - Mogło tak być. Tego jednak na sto procent nie wiemy. Herodot wspomina zaś o Babilonie, za którym delikatnie mówiąc nie przepadał – mówi moja przewodniczka. I przypomina, że Pafos dla swojej pięknej bogini wzniosło jedną z najwspanialszych świątyń. Jej budzące podziw, imponujące ruiny odnajdziemy w okolicach Kouklii, a więc kilkadziesiąt kilometrów od współczesnego Pafos.

Bogini była kochliwa


Choć Afrodyta nie należała do kobiet stałych w uczuciach, uchodzi za opiekunkę małżeństw, symbol wierności małżeńskiej. Tak zresztą jak towarzyszące jej gołębie i łabędzie. Z boginią wiązano także zająca… Ten jednak mniej kojarzony jest ze stałymi uczuciami do partnerki, a bardziej z płodnością.

Orężem Afrodyty była olśniewająca uroda, idealna figura, a także zniewalający mężczyzn - ale nie tylko – cudowny pas. – Niewielu było takich, którzy oparli się jej wdziękom. Kochliwa była – śmieje się moja przewodniczka.

Jej mężem był potężny Hefajstos, bóg ognia. Jednak ojcem Erosa, Anterosa, Fobosa, Dejmosa i Harmonii był Ares. Hermafroditos pochodził ze związku z Hermesem, a Priap – z Dionizosem. Rozkochała w sobie także Posejdonem… Nie zapomniano jej również związku ze śmiertelnikiem – ojcem Eneasza był Anchizes.

I tu znowu wkraczamy na urocze cypryjskie ścieżki. Gdy bowiem wokół jej związków robiło się zbyt gorąco zaszywała się w swoim azylu.

- Aby sprawy jeszcze bardziej skomplikować Platon twierdzi, że istniały co najmniej dwie Afrodyty. Pierwsza, uznawana była za pospolitą, wszeteczną. Dzisiaj byłaby symbolem miłości, ale tej cielesnej, zmysłowej, bez żadnych ograniczeń – mówi moja przewodniczka. I przypomina, że wybitny grecki filozof pisał też o Afrodycie Uranii. – Uznawana była za symbol miłości duchowej, idealnej, niczym nieskażonej, bez fizycznego piętna… Dzisiaj zwiemy ją platoniczną - zaznacza. Ale mamy też Afrodytę z… brodą. – To jej tzw. aspekt męski – wyjaśniają historycy.

Piękna, ale i mściwa


Była piękna, ale też mściwa. Gdy kobiety z Lemnos przestały jej składać należne hołdy ukarała je niezbyt przyjemnym zapachem.

Królową Smyrnę, która twierdziła, że jest piękniejsza niż Afrodyta, najpierw „obdarzyła” miłością do ojca, a następnie zamieniła w drzewo Myrrę. Gdy Smyrna urodziła Adonisa, został kochankiem m.in. Afrodyty. Bogini piękności przyczyniła się też do rozpętania wojny trojańskiej – stało się to, po tym, jak za „jabłko dla najpiękniejszej” oddała Parysowi rękę pięknej Heleny.
- Dopiero w takim kontekście widzimy jakie znaczenie miał Cypr, jakie znaczenie miało Pafos – mówi z dumą przewodniczka po olbrzymim sanktuarium. Bogini była nie tylko boginią miłości, płodności, pożądania, ale także opiekunką małżeństw. Modlili się do niej żeglarze i rolnicy.

Afrodyta, zwana Pandemos, pozostawiła po sobie także hucznie obchodzone, wielodniowe Afrodyzje. Ściągali na nie pielgrzymi praktycznie z całego antycznego świata. To wtedy w starożytnym Pafos ofiarowywano jej m.in. chleb w kształcie fallusa, wonne kadzidła, owoce, kwiaty, mirt i kozy. Były też specjalne misteria i procesje… – Co robili ostatniego, szóstego dnia wyznawcy Afrodyty? Tego pewnie się już nie dowiemy, to pozostanie ich słodką tajemnicą – stwierdza z tajemniczym uśmiechem przewodniczka.

Parę ścieżek…


A co nam pozostało po tych czasach? Mity, imponujące ruiny świątyń, Grobowce Królów, Petra Tu Romiou, urocze Łaźnie Afrodyty, klasztor Agios Neofrytos, pręgierz św. Pawła, cudowne mozaiki w Nea Pafos, Kato Paphos ze starożytnymi zabytkami, hotelami i tawernami, a może radość życia, tak charakterystyczna dla współczesnych Cypryjczyków? Może!

Nie można też zapomnieć o kilkudziesięciu kąpieliskach oznaczonych prestiżowymi Błękitnymi Flagami, kilometrach plaż, czystej i ciepłej szmaragdowej wodzie obmywającej wyspę, malowniczym klifowym wybrzeżu, hotelach praktycznie na każdą kieszeń, klimatycznych tawernach i boskiem meze. Wszędzie zaś towarzyszył nam zaś będzie intensywny zapach jaśminu, rozmarynu i tymianku…

Jak odkryć tajemnice tej niezwykłej krainy? Czy da się jeszcze odnaleźć ścieżki po których przemykali bogowie i boginie o idealnych kształtach? Najlepiej samemu się o tym przekonać. Wystarczy wsiąść na pokład samolotu Ryanaira – dwa razy w tygodniu z Kraków Airport do Pafos – by po około trzech godzinach lotu znaleźć się w centrum nie tylko antycznego świata. Bezpośrednie połączenie z Krakowa, to nie tylko wygoda, ale także bardzo przyzwoite ceny.

Jedno jest pewne. Z królestwa Afrodyty wrócimy młodsi. Duchowo. A kamyczek z serduszkiem – zawsze się może przydać. Na szczęście!

ZOBACZ KONIECZNIE:






Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Wybierz region, dokąd chcesz wyjechać:

Turystyczne TOP

Polecamy

NAUCZYCIEL ROKU | Etap powiatowy zakończony

NAUCZYCIEL ROKU | Etap powiatowy zakończony

Krakowskie restauracje wyróżnione w czerwonym Przewodniku Michelin

Krakowskie restauracje wyróżnione w czerwonym Przewodniku Michelin

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

SPORTOWIEC MAŁOPOLSKI 2018 | Wybieramy najlepszych i najpopularniejszych sportowców

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?

Bezdymna rewolucja - czy Polska wykorzysta tę szansę?