Czechy. Tak hucznie, pięknie i malowniczo zapusty świętuje...

Czechy. Tak hucznie, pięknie i malowniczo zapusty świętuje się już tylko w regionie Hlinecko [ZDJĘCIA]

Marek Długopolski

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Czechy. Tak hucznie, pięknie i malowniczo zapusty świętuje się już tylko w regionie Hlinecko [ZDJĘCIA]
1/9
przejdź do galerii

©DSVC

Jeśli kobyłka porwie nas do tańca, będziemy mieli szczęście przez cały rok. Fart nie opuści nas nawet wtedy, jeżeli razem z nią wylądujemy w śnieżnej zaspie. Los uśmiechnie się do nas także, gdy kominiarz wysmaruje nas sadzą, otrzymamy długie źdźbło słomy, a Turcy dla nas zatańczą.

Na Wesołym Pagórku


– Już tylko w regionie Hlinecko tak hucznie i pięknie świętuje się zapusty – mówi Ilona Vojancova, dyrektorka skansenu na Wesołym Pagórku. I nie ma w tym krzty przesady. Barwny korowód, który wędruje od chałupy do chałupy, jest rozśpiewany oraz roztańczony. I im dłużej wędruje, tym bardziej jest wesoły.

To dzięki staraniom charyzmatycznej szefowej skansenu, ale też sile przywiązania mieszkańców do tradycji, ocalały tu odwieczne zwyczaje i przepiękne maski, a barwne orszaki zapustowe trafiły w 2010 r.
na Listę Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO. Dyrektor zawdzięczamy też widowiskowy „Masopust na Veselém Kopci”. Tegoroczne święto rozpocznie się 2 lutego o godz. 10. Wszystkim gościom skansenu zaprezentują się zaś mieszkańcy Vortovej (3 lutego barwny korowód będzie można zobaczyć w Studnicach, 16 lutego w Hamrach, a 2 marca w Vortovej).

– Pierwsze pisemne wzmianki o zabawach zapustowych w Czechach pochodzą ze średniowiecza. Jednak sam zwyczaj jest dużo, dużo starszy, jego korzenie sięgają bowiem czasów przedchrześcijańskich – wyjaśniają na Wesołym Pagórku. Z biegiem lat nabierał symbolicznego znaczenia, „obrastał” w maski, kolory i smaki. Do tej pory zwyczaj barwnych korowodów przetrwał w takich miejscowościach jak np. Vortová, Blatno, Studnice, Hamry, Podhradí, Vitanov, a także Stan u Hlinska.

Z pokolenia na pokolenie


Laufer z małżonką u boku, czterech Turków, spora orkiestra, rozdokazywane kobyłki z wysmarowanymi, brązowo-czerwonymi twarzami, kominiarze, dostojne chochoły, niedźwiedź na postronku – oto najważniejsze postaci barwnego orszaku. Niekiedy dołączają do niego jeszcze Cygan i Żyd.

Role Masek, bo i tak zwani są tu przebierańcy, często przechodzą z pokolenia na pokolenie, z ojca na syna. – W tym niezwykłym orszaku tradycyjnie biorą udział tylko mężczyźni i chłopcy – przypomina szefowa skansenu. Każdy w nim ma swoje ściśle określone miejsce, uświęcone tradycją zadanie, a także ważną rolę do odegrania.

Nim jednak gromada barwnych postaci ruszy w długi i „męczący” marsz po Wesołym Pagórku, wpierw musi uzyskać zgodę miejscowego Starosty i Starościny. – Przyszliśmy, aby was serdecznie pozdrowić i prosić Waszą Miłość, abyś z mocy nadanej władzy, pozwolił na odwiedzenie wsi - tak prowadzący korowód Laufer zwraca się do Starosty i Starościny.

Obiecuje też, że wszyscy będą się zachowywać grzecznie i przyzwoicie, „kobiet zamężnych, panien i dziewcząt” nie będą niepokoić, a gospodarzom „ujmy na majątku czynić”. - Będziemy tańczyć, muzykować i nieco… popijać – oznajmia Laufer, a cała gromada ochoczo tym słowom przytakuje.

Gdy tylko Starosta i Starościna wyrażą zgodę na wkroczenie do wsi, barwny korowód wyrusza w drogę, rozpoczynają się harce. Kobyłki „bodą” na lewo i prawo, kominiarze nacierają twarze dziewczynom czarną mazią, choć i chłopców nie omijają, a Turcy… tańczą. Nawet niedźwiedź potrafi zerwać się z postronka.

W tym czasie Starościna częstuje „pierwszą parę” słodkimi pączkami, kiełbasą z ostatniego świniobicia… Starosta nie żałuje zaś wszystkim gorzałeczki. Na takie też powitanie mogą liczyć w kolejnych gospodarstwach – im bogatsze, tym więcej specjałów.

Kolorowy jak Laufer


Wysoka pstrokata czapka zwieńczona bukietem z kwiatów, taki sam „kombinezon”, do tego elegancka koronkowa kryza pod szyją, białe rękawiczki, a także wysokie, czarne, skórzane buty - Laufer szczyci się najbarwniejszym strojem.

Zapustowy elegant wyraźnie też odcina się od reszty orszaku, nie tylko wyglądem, ale także 365 łatami na kaftanie. – Kto nie wierzy, że jest ich aż tyle, zawsze może policzyć – zachęca Laufer. – Symbolizują liczbę dni w roku. Każda łata to jeden dzień – wyjaśnia. Od razu też dodaje z uśmiechem: – W latach przestępnych doszywamy jeszcze jedną łatę.

Jego partnerka prezentuje się dużo skromniej. Jednobarwny kaftan, długa, biała spódnica, buciki, wykrochmalona biała kryza pod szyją i fikuśny kapelusik z przypiętym do boku stroikiem – to wszystko. Dostojnie, bez barwnych fajerwerków. Za to ma koszyk, wielki. To do niego będą później trafiały zapustowe „zdobycze”.

– Nie wiem jak z charakterem, ale jeśli chodzi o kolory, wyglądają jak paw i pawica, albo kaczor i kaczka – nie ukrywa jedna z dziewczyn oglądających przemarsz orszaku.

Turcy tańczą wysoko


Jest ich czterech i są kawalerami. To Turcy. Dwóch ma stroje niebieskie, a dwóch czerwone. – Kiedyś ich rolę odgrywali młodzi chłopcy tuż przed powołaniem do wojska lub rekruci – wyjaśniają w skansenie.

Ich zadaniem nie jest jednak ochrona Laufra, jego małżonki oraz zgromadzonych w koszyku „skarbów”, ale… taniec. – Im wyżej będą w nim podnosić nogi, tym obfitsze zapowiadają się plony, a zboże będzie wysoko rosło. Ich tańce to także zapowiedź szczęścia i pomyślności w nadchodzącym roku – wyjaśnia gospodarz.

– Okręcając na palcu koronkowe chusteczki, bardziej przypominają panny z czasów Napoleona niż groźnych wojaków – tak zaś dystyngowany taniec Turków określiła jedna z turystek. I jest w tym sporo prawdy.

Rozbrykane kobyłki


– O Lajkonik, Lajkonik. I strzela z bicza – Adaś z Krakowa, jak zauroczony, wpatrywał się w szybko biegające kobyłki.

– Główki mają takie jak malutkie kucyki – stwierdził maluch. – Tak, tak. To takie malutkie koniki – mama szybko przytaknęła. W tym momencie jedna z kobyłek delikatnie „pobodła” malucha. – To na szczęście – od razu wyjaśniła mu mama. I ona na brak szczęścia nie powinna narzekać, bowiem otoczyło ją parę dwunożnych, wysmarowanych brązowo-czerwoną farbą kobyłek.

Wspomnieć wypada i o tym, że stroje kobyłek są wyjątkowe. Barwne, bogato zdobione. Szczególną uwagę przykuwają zaś niewielkie rzeźbione „koniki” oraz olbrzymie „napoleońskie” kapelusze, a na nich tradycyjne papierowe kwiecie oraz całkiem współczesne fotografie dość skromnie ubranych panien…

Kogo kobyłka trafi główką ten będzie miał szczęście przez cały rok. – Farta przynosi też wysmarowanie sadzą – wykrzykuje kominiarz buszujący między turystami. Po paru godzinach takich harców na Wesołym Pagórku wszyscy wyglądają jak Indianie na wojennej ścieżce.

Wyturlane w śniegu


Choć kroczą dostojnie i wolno, są jak sprinterzy. Przed ich bystrym okiem nic się nie ukryje. Gdy tylko wypatrzą „ofiarę”, błyskawicznie atakują, by po sekundzie zniknąć z panną w śniegu.

– To symbol przejęcia mocy od matki ziemi, ma także zapewnić płodność. Zawsze jest przy tym sporo śmiechu – tak o „polowaniu” chochołów mówią w skansenie. – I ten rytuał przynosi szczęście, co najmniej na dwanaście miesięcy – zaznaczają.

– W tym roku będę więc miała bardzo dużo szczęścia – wysmarowana na czerwono i czarno Ivana nie kryje zadowolenia. – Więcej farby na twarzy, więcej szczęścia – stwierdza, po raz kolejny wydobywając się z wielkiej zaspy.

Chochoły rozdają też źdźbła słomy. – Im dłuższe, tym lepiej. Plony będą obfite, zwierzęta zaś zdrowe i dorodne – wyjaśnia krótko właściciel kolejnego gospodarstwa.

A co by się stało, gdyby ktoś nie wpuścił do domu zapustowego orszaku. – Nie warto. Czeka go pasmo nieszczęść – wyjaśnia gospodarz. Aby więc zapewnić gospodarstwu szczęście, zdrowie, obfitość plonów i dostatek zwierząt, trzeba odpowiednio ugościć przebierańców. Nic więc dziwnego, że wielki koszyk towarzyszki Laufra szybko zapełniają słodkie pączki, kiełbasa, kaszanka, skwarki i szyneczki. Strumieniami leje się też domowego wyrobu gorzałeczka.

Z każdym kolejnym gospodarstwem droga się wydłuża, staje się bardziej kręta, a pochód weselszy. Niekiedy ten i ów na chwilę się zagubi wśród uroczych, uginających się pod czapami śniegu drewnianych domów…

Ścięcie kobyłki


To ostatni akt zapustowej wędrówki w regionie Hlinecko. – Stare umiera, rodzi się nowe. Kończy się zima, zaczyna wiosna. Pora zapomnieć o grzechach minionych miesięcy. Czas na nowe otwarcie, czas na zabawę – wyjaśniają gospodarze skansenu.

To także wielki sprawdzian dla orkiestry, która przez cały dzień wiernie towarzyszy przebierańcom. Muszą mieć nie tylko mocną głowę, ale też silne nogi. Jeszcze raz trzeba zebrać wszystkie siły. Karnawałowy korowód kończy bowiem taniec wszystkich masek, a wieczorem potańcówka.

Skąd biorą się maski?


– Najczęściej ze… strychu – śmieje się jedna z kobyłek, kilkadziesiąt już lat uczestnicząca w barwnych peregrynacjach. – Miałem szczęście, bo miałem strój po tacie. Trzeba go było tylko trochę odnowić i podreperować. Ja przekażę go synowi – zapewnia już poważnie.

Wszyscy, którzy tego szczęścia nie mają, muszą poświęcić sporo czasu – nie wspominając o pieniądzach – by taką maskę przygotować.

Choć karnawałowe tournee przebierańców nie podobało się cesarzowi Franciszkowi Józefowi, a kosym okiem patrzyła nań władza ludowa, ten piękny zwyczaj na szczęście przetrwał.

Kończy się zima…


Tak w regionie Hlinecko koło Pardubic kończy się zima. Świat znowu budzi się do życia… Barwny korowód ma nie tylko niezwykły urok, ale i smak. Nic więc dziwnego, że „Masopust na Veselém Kopci” cieszy się tak dużą popularnością. – Wszyscy przecież potrzebujemy szczęścia. A tu jest go najwięcej – śmieje się Ivana. Czy rzeczywiście tak jest? Wystarczy przyjechać!

Więcej:
www.vychodni-cechy.info
www.skanzen-vysocina.cz
www.obecstudnice.cz/index.php?nid=954&lid=cs&oid=73521
www.masopusthamry.cz/
www.vortova.cz/index.php?nid=774&lid=cs&oid=39471
www.czechtourism.com/pl/c/hlinecko-unesco-shrovetide-processions/



















FLESZ: Nowe fotoradary. Będzie ich dwa razy więcej

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo