Czekając na Buraka

Redakcja
   Paweł Głowacki - Dostawka

   Ma oczy barwy pisklęcej żółci zmieszanej z zielenią żaby, futro jakby na wieczność posypane popiołem, monstrualne uszy nietoperza i niezgłębiony uśmiech Kota z Cheshire. Jest mikry, chudy wręcz groteskowo. Gdy sterczy na ramieniu pana, wygląda jak anorektyczna szczurzyca albo jeden z miauczącego plemienia pretensjonalnie tajemniczych chudzielców egipskich, ten, który - gdy Naród Wybrany po dnie Morza Czerwonego sunął ku Ziemi Obiecanej - przysłowiowemu Ramzesowi w ucho wmiaukiwał sensy ciemne. Nazywa się Mujrum. Jest kotem Rabina. I nie istnieje.
   Nie pogłaszczesz go, mleka nie dasz, piachu w kuwecie nie zmienisz. Możesz go tylko zobaczyć, bo to kot tylko narysowany, tak jak kot z Cheshire - bohater "Alicji w krainie czarów" - jest tylko napisany. Możesz Mujruma zobaczyć, ale też możesz posłuchać gadania jego, gdyż możesz przeczytać, co mówi. Nie ma się co dziwić, ten kot właśnie - gada. Szydzi jak, nie przymierzając, Behemot - koci arcymistrz ironii, członek infernalnej ekipy Wolanda, która w "Mistrzu i Małgorzacie" Bułhakowa nawiedza Moskwę i genialnością spokojnego, cudownie spokojnego widzenia spraw świata tego i tajemnic świata tamtego - przytępia boleśnie ostre kanty wszelkich skrajności ludzkiego życia i ludzkiej myśli, zwłaszcza myśli opętanej ideologią, co wylazła z obojętnie której dziury.
   Mujruma nie ma, bo jest tylko narysowany. Nie istnieje, bo istnieje tylko jako tytułowy bohater komiksu Joanna Sfara "Kot Rabina". Rzecz jasna, oznacza to jedno - Mujrum istnieje bardziej niż ten, co mu trzeba piach w kuwecie zmieniać. I jak każda jakość widmowa - nie jest on do końca życiowy, nie jest jak Pan Niebieski przykazał. Kot Rabina bywa skrajnie niekoci. Jak koledzy.
   Wzruszająca jest "niekociość" kolegów Mujruma! Dachowiec z krainy czarów nie tylko śmiał się niczym Mona Lisa. On pasjami wielbił też znikać powoli i bez powodu. Ku zdumieniu ideologów, krok po kroku, poczynając od ogona, a na niezgłębionym uśmiechu kończąc, być przestawał. Czarny koci mag prozy Bułhakowa łazi na tylnych łapach, troszczy się o jesiotra, gra w szachy i ma to wyczucie stylu, by przed balem włochatą szyję okrasić gustowną muchą, wąsy zaś brokatem rozmigotliwić. A Mujrum?
   Papuga Rabina niepoczytalnym i nieustającym ględzeniem nerwy kotu Rabina zgruchotała tak, że kot sięgnął po rozwiązanie ostateczne. Klatka była pusta w sekundę. Ulga. Ulga i zdobycz, bo zżarłszy papugę - kot nabył umiejętność gadania ludzkim językiem. Tego nie ma za oknem. To się zdarza tylko pod okładką fikcji. Patrzę więc na widmowego kota, którego nieziemski kształt i bardzo dla ziemian bolesna mądrość wyszły spod piórka Sfara. Znów czytam "Kota Rabina", kolejny raz z iście kocią pilnością studiuję ten chwilę temu wydany owoc komiksowego wydawnictwa POST, uśmiecham się do Mujruma i do maestro Andrzeja Rabendy, szefa POST-u, który najwyraźniej wierzy w łagodzące moce narysowanych kotów - i nie mogę wyjść z podziwu nad własną naiwnością.
   Komiksowym arcydziełem Sfara delektuję się akurat dziś. Dziś - w karłowatej nadwiślańskiej epoczce bydlątek, co pokornie służą swym nieprzytomnie rozdymanym ideologijkom. Szowinizmy, sztandary, nacjonalizmy, antysemityzmy, filosemityzmy, zmartwychwstałe endecje, feministki, kapłani maczyzmu, czciciele radia, które ma buzię, prezydent stolicy, który to heros wprawdzie niewidoczny zza biurka jest, ale za to homoobywatelom skutecznie odmawia przemarszu ulicami. Nie lubi ludzi, co się lubią? Zgroza ogarnia - męka życia z tymi, co pilnie celebrują własne "pawie" szlachetności.
   Laga Pyszałkowatych Rydzy wodą z Lourdes poleruje ostrza inkwizycyjnych gilotyn. Za chwilę w Krakowie ruszy wysoce niewygodny Festiwal Kultury Żydowskiej. A ja smakuję pierwszą część komiksu o kocie Rabina i dumam, czy druga część, "Malka lwi król", co ma wyjść niebawem - w ogóle wyjdzie. Mujrum mówi i myśli niewygodnie, bo normalnie. Oto problem dla świętoszków ideologicznej skrajności. W dysputach z żydowską ortodoksją, kojąco zdroworozsądkowymi pytaniami kot przekłuwa żałosne balony jednoznaczności doktrynalnej. Czy tylko rabiniackiej? Sfarowi tylko o taką skrajność idzie?
   Nie. Sfar dziurawi każdy balon, który może człowieka zabić swym cycastym patosem. Dlatego mi lżej, gdy patrzę na widmowego kota. Dlatego ja, Polak, śledząc mądrość tego żydowskiego mruczka, mniej się lękam skrajnej jednoznaczności niedalekich rozstrzygnięć wyborczych. Smakuję narysowaną mądrość Mujruma, morderczy żart jego w chichot frenetyczny mnie wbija, podziwiam, z jakim wdziękiem to nierealne bydlę jednym pytaniem spokojnym, jedną zdroworozsądkową frazą przekłuwa wszelkie, niestety, jak najbardziej realne ideolobalony ideologów - i, że powtórzę, podziwiam swą naiwność.
   Bo ja naprawdę wierzę, iż nauki idące dla nas z nierealnego, bo literackiego, komiksowego życia widmowych kotów (tego z Cheshire, Behemota i Mujruma) potrafią skutecznie przytępić chamstwo dewotów o dowolnej barwie krawata. Kot Rabina do ludzkich wymiarów sprowadził patos wszystkich rabinów świata. Bije godzina, by ktoś napisał, narysował Mujruma nadwiślańskiego. Niech mu będzie Burak!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie