Czerkawski na... prezesa?!

Redakcja
Najlepszy polski hokeista ostatnich lat, długoletni gracz kilku klubów z NHL, ostatnio Djurgarden w Szwecji - Mariusz Czerkawski przyjechał na krótki urlop do Zakopanego.

Spaceruje po Tatrach, jeździ na quadach

Najlepszy polski hokeista ostatnich lat, długoletni gracz kilku klubów z NHL, ostatnio Djurgarden w Szwecji - Mariusz Czerkawski przyjechał na krótki urlop do Zakopanego.

   - Jestem pod Tatrami z moimi przyjaciółmi. Oczywiście także z moją dziewczyną Emilią Raszyński. Spotykam się ze znajomymi, a mam ich pod Tatrami sporo. Niemal każdego dnia robimy sobie jakiś wypad w Tatry. Byliśmy już na Goryczkowej, w Morskim Oku, wybieram się do Doliny Pięciu Stawów. Mamy też czas na zabawę, jeździmy np. na quadach - powiedział nam Mariusz Czerkawski.
   - Cały sezon grał Pan w Szwecji z uwagi na lokaut w NHL. Jak Pan myśli - czy od nowego sezonu ruszy sezon za Oceanem?
   - Trudno powiedzieć, ale coś drgnęło w całej tej sprawie. Oceniam, że na 60 procent nowy sezon zacznie się w terminie, na 80 procent, że z pewnym opóźnieniem.
   - Kibice pytają, jak to jest - czy w okresie lokautu zawodnicy otrzymują z klubu jakieś pieniądze?
   - Żadnych! Nie ma pieniędzy z kontraktów, zarabiali tylko ci zawodnicy, tacy jak ja, którzy grali gdzieś w Europie. Inni musieli żyć z tego, co odłożyli wcześniej.
   - W takim razie w starciu z właścicielami klubów zawodnicy są z góry na pozycji straconej...
   - Rzeczywiście tak to wygląda. Właściciele rozmiękczają zawodników, a konkretnie mówiąc ich reprezentację, czyli związek zawodowy hokeistów. Prawdopodobnie nasz związek pójdzie w końcu na ustępstwa. Bo jakie ma wyjście - ile w końcu można nie grać i nie zarabiać?
   - Gdy ruszy nowy sezon, chciałby Pan nadal grać w NHL?
   - Tak, chciałbym jeszcze pograć w NHL parę sezonów.
   - Czy ma Pan nadal kontrakt w New York Islanders?
   - Jestem wolnym graczem i mogę sam wybierać. Ale chciałbym zostać w Nowym Jorku, bo to jest moje miasto, dobrze się w nim czuję, przecież spędziłem tutaj kilka lat.
   - Czy po zakończeniu kariery sportowej zamierza Pan pomóc polskiemu hokejowi? Słyszałem opinię, że dobrze byłoby, aby taki autorytet jak Mariusz Czerkawski zaangażował się w odbudowę polskiego hokeja, który, nie ukrywajmy, znajduje się w głębokim kryzysie organizacyjnym, finansowym, a konsekwencje tego są kiepskie. Czy chciałby Pan zostać prezesem PZHL?
   - Nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Ale rzeczywiście mam plany, by w przyszłości z tymi, którym leży naprawdę na sercu dobro polskiego hokeja, spróbować coś zmienić w tej dyscyplinie.
   Może udałoby się przekonać pewną grupę ludzi, biznesmenów, że warto na hokej postawić, bo to jest piękny sport, na którym można także, przy odpowiedniej polityce promocyjno-marketinowej, zarobić.
   Tak jest w wielu krajach Europy, gdzie hokej przyciąga do hali tysiące kibiców. Są transmisje telewizyjne, reklamy, a co za tym idzie, sponsorzy. Sądzę, że trzeba będzie podjąć taką próbę, uporządkować bałagan w polskim hokeju. Ale fotel prezesa mnie nie nęci, wolałbym wystąpić raczej w innej roli. Choć nigdy nie mówi się nigdy...
Rozmawiał:
ANDRZEJ STANOWSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie