Człowiek bez tożsamości

Redakcja
Józef Baran: - Modne jest dziś straszenie globalizacją. Czy mógłby Pan Profesor, jako historyk filozofii, opisać nam tego współczesnego diabła...

O zagrożeniach i pożytkach wynikających z globalizacji, z historykiem idei - JANEM SKOCZYŃSKIM - rozmawia Józef Baran

 Jan Skoczyński: - Z odmianą tego zjawiska spotkałem się już paręnaście lat temu, kiedy pojawiło się pojęcie "globalnej wioski". Wtedy nie mówiło się jeszcze o zarządzaniu światem, o jakiejś polityce globalnej. Natomiast powtarzało się za McLuhanem, że świat gwałtownie zmalał, a jego granice się skurczyły. Wszyscy wiedzieli, że ma to związek z osiągnięciami techniki. Zarówno samolot, pozwalający pokonywać ogromne przestrzenie i przekraczać granice, telefon przenoszący głos w okamgnieniu z jednego bieguna na drugi, radio, telewizja czy ostatnio komputer z siecią internetową, oplatającą kulę ziemską - spowodowały, że rzeczywiście świat stał się globalną wioską...
 - Kamera dociera dziś do każdego zakątka i jest tak jak w wiosce, tzn. wiedzą sąsiedzi, kto z kim siedzi... Dochodzi nawet do tego, że egzekucja Ceausescu odbyła się na oczach świata, a wojny są transmitowane niczym mecze...
 - Przede wszystkim obserwuje się coraz swobodniejszy i wręcz błyskawiczny przepływ informacji i idei...
 W którymś momencie jednak termin "globalna wioska" gdzieś wyparował, natomiast w jego miejsce pojawiły się inne ważne i modne słowa - "globalizacja" i "globalizm". Zatrzymajmy się przez chwilę przy tych pojęciach.
 "Globalizacja" jest określeniem pewnego zjawiska albo procesu o zasięgu tak szerokim, że dotyka ono całej kuli ziemskiej. Można je odnieść do procesów niezamierzonych przez człowieka, często nawet przez niego nieuświadomionych - np. dziura ozonowa czy efekt cieplarniany. Nikt o nich nie myślał, choć każdy chciał i chce mieć lodówkę i używać dezodorantu; każdy woli jeździć samochodem niż chodzić pieszo. Takie są wymogi cywilizacji. Ale można też mówić o globalizacji w odniesieniu do gospodarki jako działaniu zamierzonym, kiedy Coca Colę czy McDonald’sa, nie mówiąc o jeansach czy adidasach, może pan kupić w Nowym Jorku, Pcimiu albo w Irkucku.
 Natomiast "globalizm" to pewna ideologia, mająca naukowo uzasadnić globalizację zamierzoną.**Bo trzeba przecież jakoś reagować na zagrożenia ekologiczne i pilnować, abyśmy nie wylecieli wraz z tą beczką prochu, którą zmagazynowano na Ziemi. Odwołuję się do starej metafory, choć wiadomo, że siedzimy na broni jądrowej. Myślenie globalne, myślenie całością jest więc konieczne. Pytanie jednak, czy człowiek potrafi - i do jakich granic - myśleć całością. Większość z nas nie umie angażować się ani intelektualnie, ani emocjonalnie w sprawy całego globu, myśli lokalnie i to jest naturalne...
 -
Zbigniew Herbert powiada gdzieś w wierszu o arytmetyce współczucia: wielkie liczby nie przemawiają do wyobraźni, np. to że w Azji zginęło tysiąc osób... Natomiast tragiczny los jednej porwanej dziewczynki może wycisnąć łzy każdej matki, oglądającej dziennik telewizyjny. Człowiek nie pomieści w swoim sercu całego globu. Najważniejsze miejsce w jego sercu zajmuje po staremu: dom, wioska czy miasto, potem mała ojczyzna i duża ojczyzna, może jeszcze Europa, choć to już abstrakcja...
 - Istnieją jednostki o globalnych głowach - a nawet może o globalnych sercach - są to niektórzy politycy, przywódcy religijni, a przede wszystkim ludzie biznesu, którym odpowiada myślenie kategoriami "całości". Jednak większość myśli kategoriami części. Niemniej trzeba pamiętać, że rozwiązywanie problemów w skali globalnej jest dziś koniecznością.
 -
Statek Ziemia dryfuje w nieznanym i niebezpiecznym kierunku. Dobrze byłoby, gdyby przy sterze zasiadała - jak ongiś, w czasach bezpośredniej demokracji ateńskiej pod wielkim dębem - jakaś Rada Mędrców. Zapewne pomysł wyłonienia takiej Rady Mędrców przez ludzkość drogą parlamentarną - to utopia nie do zrealizowania. A szkoda, bo można by spokojniej spać, gdyby się wiedziało, że decyzje tej rady wynikają naprawdę z troski o glob. Niestety - nie wiem, czy Pan zgodzi się z moimi intuicjami - władza nie jest dziś wcale w ręku najmądrzejszych, a nawet nie jest chyba w ręku polityków, lecz dzierży ją kilkuset oligarchów finansowych, dla których najważniejszą rzeczą jest osiągnięcie szybkiego zysku. To oni są konstruktorami globalizacji... Podobno 10 najbogatszych ludzi na świecie dysponuje zasobami, przekraczającymi kapitał ekonomiczny kilkudziesięciu najbiedniejszych państw. Zaś 250 osób posiada ponad 40 proc. kapitału światowego. Tak więc wizja nowego globalnego porządku, pilotowanego przez nich, musi budzić wiele zastrzeżeń, ba, niepokoić i nie może być postrzegana tylko jako błogosławieństwo dla ludzkości XXI w.
 - Widzę, że marzy się Panu jakiś rodzaj rządu filozofów - mędrców. Nie sądzę, żeby był to najlepszy rząd, bo filozofowie nie mają zbyt wielkiego kontaktu z rzeczywistością. Sprawy globu są konkretne
i trzeba by je rozwiązywać pragmatycznie.
 
- Mędrcy nie kojarzą mi się jednoznacznie z filozofami. Myślę raczej o ludziach rozsądnych, spolegliwych, z poczuciem odpowiedzialności i dalekowzroczną troską o sprawy tego globu...
 - Czyli o ludziach wykształconych, mających świadomość dziedzictwa kulturowego - ludzkości. Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć, by kiedyś wyłoniono taki idealny rząd. To chyba niemożliwe... Wracając zaś do globalizmu... Mam pewne podejrzenia - choć wolałbym, żeby mi je ktoś rozwiał - że globalizm jest bliski totalizmowi. Spójrzmy na etymologię obu słów. Jedno pochodzi od pojęcia glob, czyli całość, uniwersum. "Cały" zaś po łacinie znaczy "totus", czyli te pojęcia bardzo blisko ze sobą sąsiadują. Totalizmy już braliśmy... Dominowało w nich myślenie w kategoriach całości i ostatecznych rozwiązań. Odnoszę wrażenie, że również teraz mamy do czynienia z jakąś odmianą totalizmu
i kolejną próbą uszczęśliwienia ludzi poprzez ekonomię. Orężem propagandowym globalizmu jest reklama. Atakuje współczesnego człowieka ze wszystkich stron
i czyni to skutecznie. Proszę spojrzeć na ulice: setki, tysiące dziewcząt i chłopców jednakowo ubranych, nie różniących się strojem, fryzurą. Wszystkie dziewczyny pachną tymi samymi perfumami wylansowanymi przez media. Czy nie jest to przejaw globalności? A sposób zachowania, gusta, umeblowanie głów? - czy nie są standardowe? Na naszych oczach kształtuje się typ nowego człowieka, bez poczucia tożsamości...
 
- Faszyzm miał korzenie w niemieckim nacjonalizmie. Tymczasem globalizm wydaje się przeciwieństwem nacjonalizmu...
 - Niektórzy tak twierdzą, ale ja nie byłbym tego pewny.
 
- Myśli Pan, że może to być nacjonalizm przebrany w szaty globalizmu?
 - Nie wiem. W każdym razie powinniśmy się temu uważnie przyglądać. Dwukrotnie przerobiliśmy na własnej skórze lekcje totalizmu zachodniego i wschodniego, gdzie wszystko było zarządzane z jednej centrali. Pamiętam jak premier Jaroszewicz w latach 70. osobiście podnosił ceny jaj...
 
- Dziś, kto miałby to robić?
 - Może jakaś centrala światowa, czyli globalna? Albo szefowie wielkich korporacji? Oczywiście "ceny jaj" - to metafora. Niedawno słuchałem w radiu audycji, z której wynikało, że Polska będzie musiała ograniczyć areał uprawy zbóż. Na pytanie dziennikarza - dlaczego, rozmówca odpowiada: "No bo takie są wymogi Unii Europejskiej"...
 
- A więc znów powrót do centralizmu?
 - Jeśli mamy na uwadze ekologiczną troskę o los planety, polityka globalna jest nieodzowna. Ale jeśli to myślenie całościowe zaczyna się przenosić na inne dziedziny: gospodarkę, kulturę, politykę, to rodzą się we mnie wątpliwości, czy jest to potrzebne, pożyteczne, a przede wszystkim, czy jest to możliwe...
 -
Myśli Pan, że niemożliwa jest polityka w wymiarze globalnym?
 - Nawet konieczna, ale tylko do pewnych granic. Bo cóż to jest polityka? To próba realizacji określonych interesów. Jeśli ją tak prosto zdefiniujemy, to zapytajmy z kolei, czyje to interesy mamy traktować globalnie?
 -
Ojciec prof. Kłoczowski powiedział niedawno podczas pewnej konferencji, że globalizacja w mediach to masowa debilizacja społeczeństwa, czyli proponowanie identycznych wzorców myślenia, zachowania i odczuwania na niesłychanie niskim poziomie, dlatego że rzekomo wymaga tego rynek i media. Jeśli globalizacja doprowadzi do prymitywizacji kultury, to wszyscy za to słono zapłacimy i skażemy się na straszną przyszłość... "Twierdzę, że o przyszłości Polski zadecyduje poziom kultury" - powiedział na zakończenie.
 - Trudno się z tym nie zgodzić. Współczesny człowiek przyzwyczaił się do kultury obrazkowej. Zanika kultura słowa. A przecież na początku było słowo - mówi Biblia. Słowo jako rozum, sens, logos. Bez słowa nie ma prawdziwej kultury. Wraz z zapotrzebowaniem na obrazki - masowo produkuje się idiotyczne, pozbawione wartości, telewizyjne seriale. Zalewa się rynek gangsterskimi czy pornograficznymi filmami... Małpuje się wzory programów z amerykańskiej czy zachodniej tv, stąd np. moda na talk show.
 
- A ktoś robi na tym globalny interes...
 - Ogromny. Tymczasem kultura wysoka jest w mediach prawie niewidoczna, bo gdzieś zepchnięta na margines. Można by ją porównać do "haute couture" (wysokiego krawiectwa), które we Francji uprawia się dla osoby specjalnie zamawiającej garnitur lub płaszcz. Trzymając się tego porównania - większość ludzi idzie do supermarketu i kupuje pomieszane z sobą w koszu - koszule, majtki, czapki, rękawice, spodnie, płaszcze...
 
- Igrzyska dla ludu to nic nowego. Subkultura również...
 - Tylko że dawniej podkultura to była kultura przedmieść. A dzisiaj stała się ona kulturą cetrum. Jak to trafnie zauważył prof. Łagowski, w Polsce karierę robi kultura amerykańskich slumsów. Młodzież ubiera się tak jak wyrostki z murzyńskiej ulicy, jeździ na deskorolkach, słucha tej samej muzyki, podobnie się zachowuje. Wystarczy włączyć telewizor i obejrzeć program dla młodzieży. Redaktorzy kierują się widocznie zapotrzebowaniem młodych, bo u nas dużo Murzynów, co prawda białych (śmiech)... Zresztą nie lepiej z programami dla dorosłych...
 
- Jakie mogą być tego konsekwencje?
 - Skutkiem może być pojawienie się globalnego człowieka, który może mieszkać wszędzie i nigdzie, ponieważ nie jest nigdzie zakorzeniony, nie ma tożsamości. Łatwo nim manipulować, bo jest zredukowany do istoty - w najlepszym razie - podatnej na rozmaite zabiegi socjotechniczne. Obym się mylił. Kto wie jednak, czy proroctwa Witkacego nie staną się wkrótce aktualne. Witkacy przepowiadał zanik wyższych uczuć, co miało upodobnić nas do zwierząt.
 - Witkacy używał ostrzejszego słowa
- "zbydlęcenie"...
 - Mówił o uczuciach metafizycznych, przez które rozumiał "zdolność bezpośredniego przeżywania tajemnicy Istnienia", której utrata - mówił - zagraża zarówno samemu życiu, jak i sztuce oraz filozofii. Miejsce człowieka zajmie "szary tłum" zdolny aplikować sobie jedynie "potworną nudę mechanicznego, bezdusznego życia". Od czasu dramatycznych konstatacji tego myśliciela i pisarza minie wkrótce 80 lat. Zapowiadana katastrofa nie nadeszła, ale jej groźba istnieje
 
- Globalizacja - to szeroka rzeka informacji, niosąca rzeczy wartościowe i bezwartościowe. Zachodzi obawa, iż nie wszyscy potrafią z tego codziennego szumu informacyjnego, z tej sieczki, wybrać dla siebie to, co najlepsze. Wielu z lenistwa wybierze to, co łatwe i głupie.
 - To jest osobne zagadnienie, dotyczące dojrzałości. Dojrzały człowiek potrafi wybierać. Niedojrzały - zadowoli się byle czym. W dzisiejszych czasach ludzie dojrzewają w późnym wieku i jest to również skutek kultury masowej. Człowiek niedojrzały wchłania cały szum informacyjny. Godzinami patrzy w telewizor bez względu na to, co tam leci.
 
- Żyje biernym życiem telewizorowym. To też na pewno jeden z wyróżników globalizacji kultury...
 - O której można mówić w nieskończoność. Nie dotknęliśmy przecież jeszcze najważniejszego problemu: ekonomii. Wiadomo, że powstają ponadpaństwowe koncerny, które będą regulować stosunki gospodarcze na całym świecie. Siła nacisku finansowego może wpływać na gospodarkę danego kraju, wstrząsać nią. Także na polityków i politykę. Państwo nie ma instrumentów, żeby zapanować nad tą sytuacją... w przeciwieństwie właśnie do bogatych ponadnarodowych korporacji. Wystarczy przyjrzeć się, co robią dwa polskie koncerny naftowe...
 
- Czy można jakoś przeciwdzialać tym procesom?
 - Raczej nie; można próbować zrozumieć procesy globalne i przeciwstawić im myślenie lokalne. Zajmowałem się kiedyś polskim myślicielem Feliksem Konecznym, który żył w latach 1862 - 1949. Koneczny przeszedł do historii idei jako twórca pewnej teorii cywilizacji, w której głosił różnorodność cywilizacyjną. Z uporem powtarzał, że nie ma jednej cywilizacji i jednej recepty na życie na Ziemi. Podstawowe dzieło Konecznego nosi tytuł "O wielości cywilizacji". Pojęcie cywilizacji rozumie on jako sposób organizacji życia zbiorowego. W latach 70. i 80. myśliciele znajdowali u niego argument przeciw "unifikacyjnej teorii postępu", czyli totalizmowi. Dziś Koneczny może dostarczyć argumentów przeciw globalizmowi, ale to temat na osobną rozmowę...
 -
Nie wszyscy w świecie są zachwyceni globalizacją. Pojawiają się prostesty...**
 - Ciekawe, że protesty zaczęły się w Seattle, w Ameryce. W kraju, który powinien się cieszyć, że przewodzi światu, że narzuca ton. Tym tonem, narzuconym przez Amerykę, Polska się zachłysnęła do tego stopnia, że nie potrafi złapać własnego oddechu. A po drugiej stronie protestują przeciw globalizacji Czesi. Chciałbym poznać ich argumenty, ale gdy patrzę w telewizor, słyszę tylko o protestach, widzę jakieś hasła, akcje policji... I nic więcej.
 - W prasie przeciwników globalizacji opatruje się epitetami "lewacki", "osobliwy" i zamiast ludziom rzecz wyjaśnić, mówi się o analfabetyzmie ekonomicznym społeczeństwa...
 - Instynktownie wzdragam się przed globalizacją, która sprowadza się do tego, że ani ja, ani Pan nie będziemy mieli prawa wyboru, bo nie będzie już kiełbasy z Liszek ani pierników z Torunia. Obydwaj będziemy skazani na wszystko to, co zaplanuje za nas Wielki Rząd - gdzieś tam - nie wiem, gdzie: w rzeczywistości realnej czy wir-
tualnej?
 - Mam nadzieję, że te nasze gdybania to tylko rodzaj science fiction. I Pan chyba również żywi taką nadzieję. Dziękuje za rozmowę...

Rozmawiał: Józef Baran

 
 Jan Skoczyński - dr hab., badacz dziejów filozofii polskiej wieku XIX i XX, autor książek, m.in. o Zdziechowskim i Konecznym, pracownik naukowy Instytutu Filozofii UJ, publicysta.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie