Cztery weekendy, sześć wesel

RedakcjaZaktualizowano 
Kasia pragnie, by start Agaty i Tomka w najważniejszą podróż życia był piękny Fot. Zbigniew Bartuś
Kasia pragnie, by start Agaty i Tomka w najważniejszą podróż życia był piękny Fot. Zbigniew Bartuś
Weselnicy od razu widzą, co jest życiową pasją Agaty i Tomka. Dwustu gości znajduje na stolikach "Podróżnicze Menu", a potem podziwia olbrzymi tort w kształcie mapy. Globtroterskie fascynacje dostrzegalne są na każdym kroku - w dekoracjach, strojach, detalach.

Kasia pragnie, by start Agaty i Tomka w najważniejszą podróż życia był piękny Fot. Zbigniew Bartuś

Na weselu, w stylu art deco, wszystko było czarno-białe - z wyjątkiem dwóch pokaźnych rzeźb ze styropianu. Różowych. Jedna przedstawiała flaminga, a druga - but inspirowany szpilkami Christiana Louboutina.

 

Nowożeńcy mogli spokojnie skupić się na sobie, bo przygotowanie uroczystości zlecili - ponad rok temu - specjalistom. Wydali prawie 10 tys. złotych, ale nie żałują*.

O każdy, nawet najdrobniejszy szczegół dbają konsultantki: Katarzyna Starzyk, Ola Romanowska i Sybilla Lis ze znanej firmy. Tygodniami pracowały na dzisiejszy efekt. Od samego rana pilnują detali. Dzbanki! Nie mogą zasłaniać numerów stolików. Wstążki przy winietkach! Muszą pasować do kwiatów. Końcówki tasiemek przy pisakach! Nie mogą być postrzępione. Jak by to wyglądało w trakcie podpisywania przez gości zdjęcia dla pary młodej?!

Katarzyna z dokładnością do milimetra oplata wstążką kieliszki nowożeńców. Układa kwiatki. Wszystko musi być idealne.

Brakuje tablicy podtrzymującej plan sali (z rozmieszczeniem miejsc dla gości) - klienci sprzed tygodnia nieopatrznie zabrali ją do Warszawy. Ola ma zapasową, ale trzeba ją zmontować. Czym przykręcić śruby? Supernożem. Ola wyciąga go z niepozornej torebki.

- Doświadczenie nauczyło mnie, że warto nosić ze sobą różne dziwne rzeczy - śmieje się.

Zatrudnienie konsultantki weselnej to na Zachodzie niemal norma. U nas - nowość. Coraz więcej Polaków dostrzega zalety takiego rozwiązania. I przybywa takich, którzy mogą sobie na nie pozwolić. Zawodowy organizator gwarantuje profesjonalną oprawę, a jednocześnie pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, który młoda para musiałaby spędzić na załatwianiu całej masy spraw. Trzeba "tylko" wysupłać od 3 do 15 tysięcy złotych.

Przygotowania zajmują około siedmiu miesięcy. Para nie musi się przejmować niczym. Wybiera jedynie konwencję wesela i akceptuje pomysły profesjonalistek.

- Przeżyłam przygotowania do własnego ślubu i pod koniec byłam wyczerpana. Żałowałam, że wszystko jest na mojej głowie, że nie mogę liczyć na niczyją pomoc. Zauważyłam, że wiele panien czuje podobnie, dlatego postanowiłam się tym zająć. Tym bardziej że obrzydła mi już praca w korporacji - opowiada Katarzyna.

Ola prowadzi właśnie wstępną rozmowę z mocno rozemocjonowaną panną młodą. Kategoria - skrajnie zaangażowana: obdziela uczuciami całe otoczenie. To normalne, chodzi w końcu o jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. Konsultantka musi mieć więc w sobie mnóstwo empatii, być niezłym psychologiem, rozumiejącym, że ślub i wesele są źródłem nie tylko radości, ale i stresu, z którym nie każdy umie sobie poradzić. - Muszę umieć pomóc. Utemperować emocje - tłumaczy Ola. Jej motto: "Zachowaj zimną krew. Udawaj, że wszystko jest w porządku nawet wtedy, gdy stoisz u progu katastrofy". O wpadkach i trudnościach można mówić - PO imprezie.

Nawet na weselu obcych ludzi trudno całkowicie wyłączyć emocje. Konsultantka musi jednak umieć zachować zdrowy dystans, bo inaczej nie zapanuje nad organizacją i detalami. - Na początku za bardzo się angażowałam - przyznaje Katarzyna. - Do tego stopnia, że pierwszego roku w ogóle nie pamiętam.
Kolejne cztery lata były niby spokojniejsze, ale... Z niektórymi parami człowiek się jednak zaprzyjaźnia. I martwi, żeby wszystko poszło jak trzeba. Sybilla przeżyła kiedyś pierwszy taniec nowożeńców - niczym własny. Młodzi nie umieli tańczyć, nigdy tego nie robili, nie mieli poczucia rytmu. A tu nagle trzeba zaliczyć walca na oczach tłumu bliskich. - Byłam tak spięta z tego powodu, że jak już skończyli - i jakoś im poszło! - zwyczajnie się poryczałam - wspomina koordynatorka.

Katarzynę rozczulił pan młody, który rozpłakał się na widok swej ukochanej w białej sukni. - Przez dwa pierwsze lata atmosfera udzielała mi się bardzo, bo odruchowo wspominałam własny ślub. Teraz już mniej, ale nadal zdarza mi się uronić łzę w czasie składania przysięgi - zdradza Katarzyna.

Niektórzy klienci stają się jej bliscy już w trakcie przygotowań. Więź nie przemija. Kasia otrzymuje potem zdjęcia dzieci, kartki z wakacji. - Wszystkie "swoje" śluby pamiętam, włącznie z datami - zapewnia.

Rok temu koordynowała dwie ceremonie jednego dnia. W cztery weekendy zorganizowała sześć wesel! - Prawdziwy maraton - śmieje się. W tym roku trzyma się zasady: jedna sobota - jedno wesele. Poza tym urodziła właśnie drugie dziecko i pragnie się skupić na macierzyństwie. Stery w firmie przejmie Ola.

- Organizowanie wesel jest wybitnie wyczerpujące, zwłaszcza po ostatnim trudnym kliencie czuję się wypalona - mówi Kasia, dodając, że z przyjemnością wypocznie przy dzieciach.

A na razie idziemy do kościoła św. Wojciecha na krakowskim Rynku. To trudne miejsce dla koordynatorek.

- Wszystko słychać, nawet przy zamkniętych drzwiach, a wokół ciągle straszny ruch - wyjaśnia Kasia. W trakcie ceremonii staje przy drzwiach. Jak ochroniarz pilnuje, by nie wdarli się do środka nachalni turyści. W razie czego - taktownie, acz zdecydowanie - wyprasza. Para młoda jest święta.

Ludzie pobierają się najchętniej w Bazylice Mariackiej, w kościołach Świętej Anny i Świętych Piotra i Pawła. Za wymarzone miejsca weselne uchodzą pałac Pod Baranami, Hotel Stary i Willa Decjusza. Można tam urządzić kameralne imprezy. Jeśli komuś marzy się większe wesele, będzie miał problem, bo w Krakowie brakuje dużych sal. Trudno też o ciekawe miejsce na - coraz popularniejszy - ślub cywilny.

Kiedy już mamy miejsce i pomysł na imprezę, trzeba znaleźć możliwie najlepszych wykonawców. Tak naprawdę to oni są kluczem do sukcesu. Przypadkowy partacz - niewprawny dekorator, kiepski kucharz, fałszujący muzyk - potrafi zepsuć wszystko.

Wbrew pozorom, w mieście słynącym z artystów trudno o dobry zespół muzyczny. Nie chodzi tylko o to, by świetnie grał i miał dobry weselny repertuar. Frontman musi umieć rozbawić, rozkołysać. Zrobić Travoltę z dziadka z podagrą i szaloną balowiczkę z ciotki ogarniętej depresją. Niewielu to potrafi. No i brakuje zespołów z męskim wokalem.

- Trzeba stale penetrować rynek i sprawdzać, czasem ryzykując. A jak się już wykonawcę znajdzie, to go szanować - podkreśla Ola.
Bardzo chwali sobie współpracę ze znalezioną kilka lat temu florystką. Znawczyni roślin, mistrzyni detalu, perfekcjonistka. Dzięki niej wszystko wygląda - i pachnie - idealnie.

Co przeraża konsultantki? Trudny klient. Trafia się średnio raz na rok, ale nie ma reguł. - Koleżanka przez kilka lat nie spotkała żadnego. A w ubiegłym roku - pięciu pod rząd - opowiada Katarzyna. Z sentymentem wspomina dziś swojego pierwszego "trudnego". - Przy tym, który trafił mi się ostatnio, to był anioł - opowiada.

"Trudni" przeciągają najprostsze sprawy w nieskończoność. Narzekają na to, co sami wybrali. I ciągle zmieniają zdanie - próbując wmówić konsultantce, że pogwałciła ustalenia.

Wielkim wyzwaniem są wesela w plenerze. Łatwiej tam o niespodzianki. Nie zawsze pomagają modły o aurę, jak ostatniego lata, przed ceremonią urządzoną w środku lasu. - Od rana lało jak z cebra i ścieżka przez zagajnik przemieniła się w grząskie bajoro. Na szczęście w namiocie znalazłyśmy wykładzinę. Tuż przed nadejściem weselników wycięłyśmy z niej chodniki - opowiada Katarzyna. Znów przydały się "różne dziwne rzeczy"w torebce.

Kilka tygodni później zespół, który miał zagrać na weselu, uległ wypadkowi. W drodze na imprezę! Trzeba było uprzedzić wychodzącą z kościoła młodą parę, żeby na widok DJ-a nie pomyślała sobie, że pomyliła przyjęcie.

Przeważnie, w przypadku jakichś nieoczekiwanych problemów, nic się młodym nie mówi. Po co ich dodatkowo stresować?

- Na kilka godzin przed weselem okazało się, że wołowina, z której miało być zrobione główne danie, nie dojedzie z Niemiec na czas. Szef kuchni rozłożył ręce. Załatwiłam pyszną wieprzowinę, z której kucharze zrobili wariację na temat planowanej potrawy. Nikt się nie zorientował, nawet młodzi - zdradza Sybilla.

Czasem jakiś drobiazg potrafi przyprawić o palpitację serca. Na przykład gorset panny młodej. Niby nic, pod warunkiem że nie ma 76 guzików z pętelką. Które trzeba zapiąć na czas. - Guziki w ogóle nie chciały przechodzić przez pętelki, zapinałyśmy je z druhną 20 minut wiedząc, że wszyscy już czekają - mówi Sybilla.

Popularne stały się ostatnio śluby w rozmaitych konwencjach: gali oscarowej, "Trylogii" czy gangsterskiego filmu - z "porwaniem" i "odbijaniem" panny młodej włącznie. Do konwencji dostosowują się - strojami i zachowaniem - zaproszeni goście.

Konwencja wymaga rekwizytów i detali. Konsultantki szukają więc wzorzystych obrusów - francuskich, angielskich, z polskiego lnu. Idealnej karafki na pchlich targach... Zaproszenia? Muszą być oryginalne. Młodzi odrzucają czasem kilka kolejnych projektów opartych zresztą na ich pomyśle.

Jedna z par poprosiła o woskowe lampiony. - Nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje, musiałam się sporo naszukać, ale efekt był faktycznie niesamowity - wspomina Katarzyna.

Największe wesele przygotowywane przez nią i Olę - dla 200 gości - kosztowało prawie ćwierć miliona. Same dekoracje pochłonęły 35 tys. zł. Sufit zdobiły rozświetlone kryształy.
 

Na innym weselu, w stylu art déco, wszystko było czarno-białe - z wyjątkiem dwóch pokaźnych rzeźb ze styropianu. Różowych. Jedna przedstawiała flaminga, a druga - but inspirowany szpilkami Christiana Louboutina. Kasia długo szukała rzeźbiarza, który podoła zadaniu.

Młodzi życzyli sobie również obecności drag queen, czyli transwestyty przebranego za kobietę, ale po namyśle doszli do wniosku, że babcie mogłyby tego nie przeżyć.

Joanna Kowalik

* W wersji drukowanej artykułu wkradł się błąd przy kwocie. Przepraszam.
Autorka

polecane: FLESZ Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy.

Materiał oryginalny: Cztery weekendy, sześć wesel - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3