Czy sztuka?

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
W drugim tygodniu Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami jego dyrektor Witold Wnuk przygotowując program balansował między popularnym odbiorem jazzu a trudniejszymi propozycjami artystów, niekoniecznie nowatorskich.

Grzegorz Tusiewicz : Cały ten jazz

   We wtorek wystąpiła w Piwnicy Jazz Band Ball Orchestra z ciemnoskórą wokalistką Janice Harrington. Jej zeszłotygodniowy występ na Rynku w Krakowie był do zaakceptowania, we wtorek wyraźnie nie była w szczytowej formie wokalnej, choć jej show bardzo się podobał "wakacyjnej" publiczności, która, co warto pokreślić, śpiewała czyściej niż sama artystka. Mimo potwornego gorąca muzycy JBBO nie sprawili mi zawodu. Zawodowcy!
   Czwartkowy wieczór był poświęcony prezentacji krakowskiej grupy New Bone, w kolejnym składzie, w którym poza stałymi członkami zespołu: trębaczem Tomaszem Kudykiem, perkusistą Tomaszem Grochotem i Maciejem Adamczakiem na kontrabasie, zagrali saksofonista Tomasz Grzegorski, puzonista Łukasz Hodor i pianistka Joanna Gajda. Nie tylko skład instrumentalny przypominał zespoły jazzowe końca lat 50. ubiegłego wieku, żeby wspomnieć legendarną płytę "Blue Train" z Johnem Coltranem albo zespół Jazz Messangers. Znakomici muzycy New Bone grali w czwartek głównie kompozycje Tomasza Kudyka, napisane w klimacie i stylu epoki, odległej od nas już prawie pół wieku. Zdałem sobie z tego sprawę, gdy pomyślałem o jego ojcu Janie, założycielu JBBO, którego 40 lat temu fascynowała muzyka z lat 20., wówczas czasowo równie odległa. Jeżeli jest to jakaś reguła, to trzeba podkreślić, że entuzjazm w obu przypadkach jest podobny i szczery.
   W sobotę w Radiu Kraków miała wystąpić Urszula Dudziak ze swoim zespołem, w tym ze znakomitą amerykańską perkusistką. Zastąpił ją od kilku lat nie najlepiej dysponowany Krzysztof Zawadzki. Natomiast repertuar występów pani Uli nie ulega raptownym zmianom stylistycznym i obejmuje kilka kompozycji inspirowanych polskim folklorem, kilka utworów Michała Urbaniaka, pokaz możliwości "elektronicznej kuchni" i na końcu jej komercyjny przebój "Papayę". Ten układ wydaje się stały, bo po co zmieniać coś, co nadal się dobrze sprzedaje. Około 500 osób na dziedzińcu Radia Kraków o tym świadczy. Akompaniował jej zespół złożony z dobrych muzyków, choć byli dalecy od pokazania pełni swoich umiejętności. Banalność partii solowych, utrzymanych w taniej i powierzchownie pojmowanej estetyce fusion z lat 80., przełamał tylko w jednym utworze - w "Oberku" - pianista Konrad Orłowski "chopinowską" improwizacją. Nie wiem, jak publiczność, ja opuszczałem siedzibę Radia Kraków trochę rozczarowany.
   Muzycy eksploatują klasyków, a jednym z klasyków Piwnicy Pod Baranami jest Zygmunt Konieczny. Dlatego nie dziwi umieszczenie w programie Letniego Festiwalu koncertu muzyki Koniecznego w interpretacji zespołu Pawła Serafińskiego. W jego składzie oprócz lidera, grającego bardzo przyzwoicie na hammondzie XK 2, jako soliści wystąpili saksofoniści Piotr Baran i Kuba Raczyński oraz dwóch raperów. Aranżacje polegające na nowym zharmonizowaniu utworów Koniecznego przygotował Paweł Serafiński. Znam co najmniej kilka przykładów takiej metody (Bernt Rosengren w Szwecji i Wade Mikkola w Finlandii). Rezultat był i tym razem znakomity, a i rapowana wersja piwnicznego hymnu "Ta nasza młodość" bardzo mi się spodobała. Solidna, wykonana ze smakiem praca twórcza daje najczęściej dobre rezultaty.
   Również w niedzielny wieczór w Piwnicy honoru polskiej wokalistyki jazzowej bronił Marek Bałata. Udało mu się to nie tylko dlatego, że miał za partnera wirtuoza gitary basowej Krzysztofa Ścierańskiego. Program, na pierwszy rzut oka oparty na improwizacji, był jednak dobrze przygotowany, a jego dramaturgia konstruowała się bardzo konsekwentnie. Gitarowym galopadom Ścierańskiego towarzyszył Bałata, dla którego chyba nie ma dźwięku, o którym by nie wiedział, jak go wykorzystać. Wynikiem tego był kolorowy koncert - bajka, pełen nowych pomysłów, współbrzmień i radości obcowania ze sztuką otwartą.
   Po drugim tygodniu VII Letniego Festiwalu coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że umiejętności marketingowe zbyt często znacznie wyprzedzają myślenie o muzyce i sztuce, która w końcu na szczęście zwycięża.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie