Czyta się. Gorzki smak dzieciństwa. O książce „Niepokój przychodzi o zmierzchu”

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
"Niepokój przychodzi o zmierzchu" materiały prasowe
Czytanie tej książki boli, chwilami to naprawdę dojmująco przykre, chcesz więc odłożyć, bo po co się katować, ale ta książka jednocześnie przyciąga jak magnes. Jedno jest pewne - „Niepokój przychodzi o zmierzchu” Marieke Lucas Rijneveld zburzy wasz spokój. To lektura, która zostanie, zadaje pytania i nie pozwala ich odłożyć.

FLESZ - Zmiana pracy, a pandemia

Powieść Marieke Lucas Rijneveld opowiada o tragedii, jaka rozegrała się w rodzinie skromnych i pobożnych protestanckich rolników na holenderskiej wsi. Kiedy 10-letnia Jas, której perspektywę przyjmuje czytelnik podążając przez powieść, staje w obliczu utraty ukochanego królika na świąteczny obiad, pojawia się błagalna prośba, cicha dziecięca modlitwa.

„Pomyślałam, że tyle jest rzeczy, na które jeszcze jestem za mała, i że nikt ci nie powie, kiedy będzie się wystarczająco dużym ani ile to musi być centymetrów na futrynie, i poprosiłam Boga, czy nie mógłby wziąć mojego brata Matthiesa zamiast mojego królika. Amen”.

A słowo staje się ciałem. Tuż przed świętami rodzina doświadcza wielkiej tragedii - w wypadku ginie najstarszy syn Matthies. Niedługo potem kolejne nieszczęścia nawiedzają farmę, której życie zaczyna przypominać koszmarną wizję z obrazów Boscha.

Czy to kara za grzechy, jak sądzą rodzice? Zatracając się w bólu i poczuciu winy, pozostawiają samym sobie trójkę dorastających dzieci, które niewiele rozumieją, są przerażone atmosferą panującą w domu.

„Na ziemi niczyjej, gdzieś między dzieciństwem a dorosłością, kończy się niewinność” – pisze wydawca.

Fizyczny ból sprawia czytanie o dzieciństwie, które z dnia na dzień zamienia się w pasmo bólu, składania ofiar i eksperymentów seksualnych, by zagłuszyć emocje, znaleźć odpowiedź czy… przebłagać Boga.

Warto zwrócić uwagę także na język, którym Rijneveld doskonale udało się oddać lodowatą atmosferę rodziny. Nie znajdziecie tu niepotrzebnego słowa.

Książka „Niepokój przychodzi o zmierzchu” 29-letniej Marieke Lucas Rijneveld stała się sensacją w Holandii i wydarzeniem literackim w skali światowej, zdobywając Międzynarodową Nagrodę Bookera 2020.

Ta powieść o trudnej historii dzieciństwa, o tym, że słodkie pluszowe dorastanie to mit, że mierzymy się z traumami, które - bywa - na całe życie kształtują nasze postawy i wybory. O bólu niezawinionym.

Książka opowiada także o osobistym dramacie Marieke Lucas Rijneveld, zawiera watki biograficzne, ile w niej fikcji, a ile dramatycznych zapisków z życia? Ona/on sam(a) deklaruje się jako osoba niebinarna, czyli nieidentyfikująca się z żadną płcią, stąd dwa imiona: Marieke oraz Lucas, a w języku polskim – wymuszającym użycie żeńskich lub męskich form - także pewien problem.

To z pewnością nie jest lektura na niemrawe niedzielne popołudnie w hamaku. Nie jest także lektura dla każdego. Sięgając po tę książkę, warto wiedzieć, z czym przyjdzie się zderzyć czytelnikowi, bo to książka z serii tych, które zostają i zmuszają do myślenie, a tematy, które porusza do łatwych nie należą, podobnie jak obrazy, które wywołuje. Czy warto? Dla tych, co sięgną po „Niepokój przychodzi o zmierzchu” będzie to – z pewnością – ważna pozycja.

„Niepokój przychodzi o zmierzchu”
Marieke Lucas Rijneveld
Wydawnictwo Literackie, 2021

Wideo

Materiał oryginalny: Czyta się. Gorzki smak dzieciństwa. O książce „Niepokój przychodzi o zmierzchu” - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A kto tłumaczył? Czyżby Rijneveld napisał/a to po polsku? I dlaczego o bohaterce recenzentka pisze "Jas", a nie jak w polskim tłumaczeniu "Budrysówka"? Czyżby omówienie dotyczyło wydania holenderskiego? Albo angielskiego, w którym zachowano oryginalne przezwisko ('jas' po niderlandzku to 'kurtka')? pozdrawiam!

Dodaj ogłoszenie