Debiut olimpijski prawie na "szóstkę"

Redakcja
Sylwia Jaśkowiec z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniuszem Tajnerem Fot. Michał Klag
Sylwia Jaśkowiec z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniuszem Tajnerem Fot. Michał Klag
Jak Pani ocenia swoje starty na igrzyskach olimpijskich w Vancouver? - zapytaliśmy po ostatnim biegu na 30 kilometrów Sylwię Jaśkowiec, reprezentantkę Polski w biegach narciarskich, wychowankę klubu LKS Wiśniowa, mieszkankę Osieczan.

Sylwia Jaśkowiec z prezesem Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniuszem Tajnerem Fot. Michał Klag

BIEGI NARCIARSKIE. Sylwia Jaśkowiec z Osieczan wystąpiła w pięciu biegach na igrzyskach w Vancouver

- Myślę, że mogę być zadowolona z tego startu. To był przecież mój olimpijski debiut. Najwyżej oceniam szóste miejsce wywalczone z koleżankami w sztafecie. Powtórzyłyśmy w ten sposób wynik z mistrzostw świata w Libercu.

- Na swojej zmianie uzyskała Pani czwarty czas, wyprowadziła naszą sztafetę z siódmej na szóstą pozycję.

- Przede mną była Francuzka, pierwsze "kółko" to był bój, żeby do niej dobiec, na drugim starałam się od niej oderwać. Udało się, choć rywalka była mocna, walczyła do końca. Na ostatnich podbiegach zgubiłam się. Po tym biegu była ogromna radość i satysfakcja. Wielki dzień dla nas i dla tych, którzy w sercu liczyli na nasz dobry wynik. Powiem szczerze, że przed biegiem nie liczyłyśmy, że powtórzymy wynik z Liberca. Tutaj była inna trasa, inne warunki, rywalki chyba mocniejsze. Byłyśmy jednak nastawione bardzo bojowo. Przede wszystkim liczyła się walka. Każda z nas miała własną myśl w sercu. Każda z nas dała z siebie wszystko.

- Była szansa na wyższe miejsce?

- Stąpajmy po ziemi, na razie tylko szóstka była realna.

- Kiedy Justyna Kowalczyk przybiegła po drugiej zmianie jako pierwsza, co Pani sobie pomyślała?

- To była świetna perspektywa, ale po Justynie były jeszcze dwie zmiany. Trzeba było czekać jak się sytuacja wyklaruje, z jaką stratą wyruszę na trasę, czy będzie można myśleć o szóstej lokacie. Każda z nas ma swój wkład w szóste miejsce, Kola (pseudonim Marek - red.) miała przybiec w "czubie", Justyna - podciągnąć, Pola (Maciuszek - red.) miała utrzymać dobrą pozycję, nie stracić za wiele do rywalek, a ja miałam powalczyć na finiszu.

- Jechała Pani na igrzyska jako debiutantka...

- Uważam, że w każdym biegu walczyłam ze wszystkich sił, w sumie startowałam w pięciu konkurencjach. Nabrałam doświadczenia, mogłam rywalizować z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Wierzę, że to będzie procentować, że za rok na mistrzostwach świata w Oslo uczynię następny krok do przodu. A w perspektywie za cztery lata są kolejne igrzyska olimpijskie w Soczi.

- W drużynowym sprincie razem z Kornelią Marek znalazłyście się nieoczekiwanie w finale. Liczyła Pani na tak dobry wynik?

- Oczywiście, że nie. Celem było przejście kwalifikacji. Bieg drużynowy w sprincie był bardzo mocno obsadzony, startowały prawie wszystkie najlepsze sprinterki. Przed biegiem nasze zadanie wydawało się bardzo trudne. Ale udało się, z czasem awansowałyśmy do finału, byłyśmy ostatecznie dziewiąte.

- Jak Pani wytrzymała Pani ostatni bieg na 30 kilometrów?

- W tych trudnych warunkach, na mokrej trasie było naprawdę ciężko. Ja uwielbiam biegać w słońcu i przy mrozie. Ale z pogodą nikt nie wygra. Byłam 25., udało mi się pokonać kilka dobrych zawodniczek. Cieszę się ze złota Justyny Kowalczyk, z tego, że "Kola" zajęła bardzo dobre 11. miejsce. Paulina Maciuszek przybiegła na 29. pozycji. Przed naszą sztafetą rysują się dobre perspektywy.
- Startowała Pani już kiedyś w Kanadzie?

- Nie miałam takiej okazji. Nie było mnie w minionym sezonie na próbie przedolimpijskiej w Whistler. To był w ogóle pierwszy kontakt z amerykańskim kontynentem, wrażenia sportowe są pozytywne.

Rozmawiał

Andrzej Stanowski, Whistler

5 startów na igrzyskach

Sylwia Jaśkowiec, lat 24, urodzona w Myślenicach, wzrost 160 cm, waga 52 kg. Klub AZS AWF Katowice. Trener klubowy Piotr Kocoń, trener w reprezentacji Wiesław Cempa. Największe sukcesy: dwa złote medale MŚ do lat 23 (2009 w Praz de Lys Sommand na 10 km st. dow. i w biegu łączonym na 15 km), 6 miejsce w sztafecie w MŚ w Libercu (2009).

Wyniki na igrzyskach w Vancouver: 10 km st. dow. - 28, bieg łączony na 15 km - 34, sprint drużynowy - 9 (z Kornelią Marek), sztafeta 4x5 km - 6, 30 km st. kl. - 25.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie