Delikatność i wdzięk

Redakcja
W ubiegłym sezonie o tej porze odwiedziła Kraków chińska orkiestra radiowa, grając na współczesnych instrumentach opracowania tradycyjnej muzyki swojego kraju.

Anna Woźniakowska: Z SALI KONCERTOWEJ

W ubiegłym tygodniu nasza wiedza o kulturze muzycznej Chin została znów poszerzona. Oto na estradzie Filharmonii Krakowskiej wystąpiła China Canton Traditional Orchestra pod dyrekcją Li Fubina. Artyści w barwnych, oryginalnych strojach grali na tradycyjnych instrumentach i śpiewali utwory, które wprawdzie powstały w większości w naszych czasach, ale z zastosowaniem dawnych reguł dotyczących zarówno samych skal muzycznych, jak i klimatu tradycyjnej muzyki okręgu kantońskiego.

Warto wiedzieć, że w Chinach od najdawniejszych czasów wierzono w nadprzyrodzoną moc muzyki, w oddziaływanie dźwięków na powszechną harmonię, porządek wszechrzeczy, na wychowanie społeczeństwa i pomyślność państwa. Istniał ścisły związek pomiędzy np. porami roku, światem roślinnym i zwierzęcym a poszczególnymi dźwiękami oraz ich relacjami, a także instrumentami. Wszystko to tworzyło specyficzny konglomerat budzący do dziś ciekawość swą oryginalnością. Piątkowy koncert był tego najlepszym dowodem.

Gdybym po wysłuchaniu kilkunastu utworów reprezentujących różne odmiany muzyki kantońskiej miała wymienić zapamiętane jej cechy, na pierwszym miejscu postawiłabym delikatność i wdzięk, olbrzymią emocjonalność ujętą jednak zawsze w odpowiednie ramy oraz specyficzną programowość. Dość przywołać tytuły prezentowanych utworów. Raj ptaków, Barwy jesieni, Melodia pełni księżyca, Dzwony świątyni Zen, wszystkie te muzyczne obrazy uwodziły melodyjnością, ekspresją i wirtuozerią wykonania. W pamięci utkwił mi szczególnie koncert na cytrę i orkiestrę zatytułowany Otoczony nieprzyjaciółmi, pełen wojennych reminiscencji, oraz poruszający, żałosny Lament Zhao-Jun, która poświęciła się, by ratować swój ojczysty kraj.

Słuchając chińskich muzycznych arabesek kreślonych przez delikatne instrumenty, zaczynałam się domyślać, dlaczego muzyka naszego Chopina cieszy się tak wielkim powodzeniem na Dalekim Wschodzie. Przypuszczam, że chińscy i japońscy muzycy odnajdują w niej podobny typ muzycznej elegancji. Być może odczuwają tak bliskie im połączenie emocjonalnej dyskrecji z ekspresją zyskiwaną muzycznymi środkami, a może pociąga ich wyczuwany w utworach Chopina ich związek z muzyczną tradycją ojczystej ziemi kompozytora. Wszak - jak dowodzi to piątkowy koncert - oni wciąż czerpią z muzyki swych przodków.

W sobotę na chopinowskim recitalu we Floriance wśród publiczności nie brakło melomanów z Dalekiego Wschodu. Wspólnie słuchaliśmy dwunastu wybranych z dziewiętnastu zachowanych do naszych czasów walców Fryderyka Chopina. Grała Mariola Cieniawa, pianistka wyborna, choć przez swą skromność chyba niedoceniana (jak wielu krakowskich artystów), laureatka m.in. konkursów chopinowskich w Palm Beach, Kolonii i w Palmie na Majorce. Prezentowała zarówno wielkie utwory tego gatunku (Grande valse brillante), jak i melancholijne miniatury będące raczej intymnym wyznaniem niż dziełem przeznaczonym na estradę. Każdemu z walców nadała odpowiedni charakter, wydobyła wdzięk i szlachetność chopinowskiej frazy. Chwilami brakowało mi większego zróżnicowania dynamicznego, ale we Floriance fortepian zawsze huczy, więc nie wiem, ile w tym braku było winy samej akustyki sali, a ile zamierzenia interpretatorki walców. Na bis zabrzmiały niefrasobliwe Tańce szkockie i poważne Preludium e-moll Chopina. To był piękny wieczór!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie