Demokracja po wadowicku

GM
Radni z koalicji rządzącej Wadowicami i popierający burmistrz Ewę Filipiak przechodzą do kontrataku. Oburzają się, że kilka tygodni temu podczas pikiety protestacyjnej wymierzonej we władze miasta nazwano ich "maszynkami do głosowania", "bezradnymi radnymi" i oskarżono, że "biorą pieniądze, a nic nie robią".

Radny Mateusz Klinowski we wrześniu stanął na czele pikiety protestacyjnej wymierzonej we władze miasta. Fot. Mirosław Gawęda

WADOWICE. Radni oburzeni są stwierdzeniami, że "biorą pieniądze za nic" i są "maszynkami do głosowania"

W ostatnich latach burmistrz Ewa Filipiak w zasadzie nie była narażona na krytykę ze strony radnych. Sytuacja uległa zmianie po wyborach samorządowych, które odbyły się w listopadzie ub. roku. Wśród 21 radnych miejskich kilku jest takich, którzy nie próżnują i niemal na każdej sesji zasypują burmistrz interpelacjami i pytaniami w różnych miejskich, czasami niewygodnych dla burmistrz, sprawach. W Wadowicach tego rodzaju aktywność radnych była do tej pory sporadycznie spotykana. Podoba się to wielu mieszkańcom.

Radni opozycyjni na czele z Mateuszem Klinowskim zaczęli się kreować, jako "radni zaangażowani" - jedyni, którzy nie boją się głośno mówić o problemach miasta.

Pod adresem pozostałych, którzy podczas obrad rady miejskiej nawet nie zabierają głosu, zaczęły padać różne zarzuty. M.in. o to, że bezkrytycznie popierają burmistrz, że "biorą pieniądze za nic", że "zamiast czuwać nad działaniami burmistrz, ślepo ją popierają" i że są "wynagradzani za wierność stanowiskami: sołtysów, nauczycieli w gminnych szkołach, członków rad nadzorczych gminnych spółek".

Kulminacja tych wadowickich podziałów na "my" i "wy" przypadła kilka tygodni temu, kiedy nowe stowarzyszenie "Inicjatywa Wolne Wadowice" na czele z radnym Mateuszem Klinowskim zorganizowało pierwszą w historii pikietę protestacyjną wymierzoną w wadowickie władze.

Teraz wszystko wskazuje na to, że radni z koalicji popierającej burmistrz Wadowic przechodzą do politycznego kontrataku. Podczas ostatnich obrad wielu z nich wyraziło swoje oburzenie, że są posądzani o bierność.

- Dosyć już tych pomówień, tego wszystkiego! To już przechodzi ludzkie pojęcie - mówił zdenerwowany radny Józef Cholewka.

W podobnym tonie wypowiadał się radny Andrzej Strzeżoń. - Jak rzadko zabieram głos, to nie znaczy że jestem złym radnym. Dlatego mam pretensje, że niektórzy radni wypisują takie rzeczy o nas, a wystarczy abyście przyjechali w nasze okolice i popytali ludzi, jak pracujemy. (...) Ja tu mogę przyprowadzić całą wioskę i udowodnię, jakim jestem radnym - mówił radny.

Kilku radnych z koalicji pokazało podczas ostatnich obradach, że też potrafią zadawać pytania władzom, choć wcześniej praktycznie tego nie robili. Na przykład radny Kazimierz Lichwiarski pytał burmistrz miasta, czy postulaty inwestycyjne rad osiedlowych zostaną ujęte w przyszłorocznym budżecie gminy.

(GM)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie