Dla dziewcząt ręczna jest sexy

Redakcja
Dokonania naszej reprezentacji podczas mistrzostw świata kobiet w Serbii zaskoczyły nawet największych sympatyków tej dyscypliny w Polsce.

WYDARZENIE. W Sączu mistrzostwami świata żyją całe rodziny

Miejsce w czołowej czwórce świata to osiągnięcie, w które nie wierzyły chyba nawet same zawodniczki i ich duński trener Kim Rasmussen. Nasza żeńska drużyna narodowa w ciągu kilku dni wyszła z cienia męskiej reprezentacji, która pod wodzą Bogdana Wenty w 2007 roku zdobyła wicemistrzostwo świata, a 2 lata później brązowy medal MŚ. Ten pierwszy sukces rozpoczął wielki boom na piłkę ręczną w naszym kraju. Czy podobnie będzie teraz?

Zanim spróbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie, warto przypomnieć sobie, jak Polki trafiły do szczypiorniackiego raju.

W czerwcu 2010 roku trenerem kadry został niespodziewanie 38-letni Rasmussen, który nie mógł się pochwalić żadnymi znaczącymi wynikami. Mimo to wygrał rywalizację o funkcję selekcjonera z utytułowaną Bożeną Karkut, prowadzącą wtedy Zagłębie Lubin.

Polski światek piłki ręcznej nomincję Rasmussena przyjął z rezerwą. Trenerzy zarzucali mu, że niepotrzebnie łączy nową funkcję z rolą trenera w swoim kraju, że rzadko się z nimi kontaktuje. Pracy nie ułatwiał mu fakt, że jest synem prezesa Duńskiej Federacji Piłki Ręcznej. Pierwsze podejścia do wielkich imprez nie były udane. Polki nie awansowały ani do MŚ 2011, ani doME 2012. W eliminacjach do MŚ 2013 sensacyjnie jednak pokonały Szwecję, wicemistrza Europy z 2010 roku, zapewniając sobie prawo gry w Serbii.

- W tych dziewczętach drzemią ogromne możliwości - mówi trenerka Olimpii/Beskid Nowy Sącz, Lucyna Zygmunt. - Są bardzo dobrze wyszkolone technicznie, mają mocną drugą linię, która udanie współpracuje z obrotową. Dobrze grają skrzydłowe, a bramkarki skutecznymi interwencjami w sytuacjach sam na sam motywują swoje koleżanki do jeszcze lepszej gry.

- Trener Rasmussen stworzył dobrą atmosferę w drużynie - mówi trenerka Cracovii 1906 Lidia Walczyk. - Obiektywnie ocenia zawodniczki, nie faworyzuje żadnej z nich. One to doceniają. Tworzą prawdziwy zespół. Jego siłą jest długa ławka. Każda rezerwowa, wchodząca na boisko, coś wnosi do gry. Rasmussen wprowadzał nowe metody pracy. Urządzał na przykład oddzielne, trzydniowe treningi dla bramkarek i rozgrywających.

Czy sukcesy Polek przełożą się na zwiększenie zainteresowania żeńską piłką reczną? Trenerka sądeczanek twierdzi, że już się przełożyły. Przynajmniej w jej klubie. - Z Norwegii wróciła uczennica II klasy gimnazjum, która z trzema koleżankami zastanawiała się, czy grać w siatkówkę czy w piłkę ręczną. Zobaczyła jednak, jak gra nasza drużyna i od nowego roku będzie trenować piłkę ręczną. W Nowym Sączu mistrzostwa oglądają całe rodziny - mówi Lucyna Zygmunt.

- Przykład jest zaraźliwy. Dziewczęta będą się chętniej zgłaszać do klubu, a te, które już trenują, będą mieć jakiś cel - dodaje Walczyk z Cracovii.

Jerzy Filipiuk

jerzy.filipiuk@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie