Do końca życia pozostaną bolesne wspomnienia

BK
Dla młodzieży, która przyszła na wernisaż wystawy "Wypędzeni 1939..." to była niecodzienna lekcja historii z udziałem Eugeniusza Daczyńskiego, świadka wydarzeń, jakie miały miejsce również w Oświęcimiu w marcu 1941 roku.

OŚWIĘCIM. Są fakty, które trzeba przypominać, by nikt nie fałszował historii

Pan Eugeniusz był jednym z wypędzonych z okupowanego przez Niemców podczas II wojny światowej Oświęcimia. - Spod zakładu salezjańskiego Niemcy przewieźli nas pod dzisiejszy OMAG. Tam czekaliśmy na transport. Był potworny chaos, płacz, krzyki. To jest bardzo bolesne wspomnienie - opowiada Eugeniusz Daczyński.

Młodzież oświęcimskich szkół z przejęciem słuchała relacji świadka tamtej tragicznej historii. Są to wydarzenia, które trzeba przypominać, by nie fałszowano, nie zawężano historii, spychając losy Polaków na jej margines lub w ogóle je pomijano. - Coraz rzadziej przypomina się, że deportacje obywateli polskich z ziem wcielonych do Rzeszy, rozpoczęły się już w 1939 roku - podkreślano podczas otwarcia wystawy w Oświęcimskim Centrum Kultury.

W marcu 1941 roku - jak przypomniał Eugeniusz Daczyński - wypędzenia dotknęły również mieszkańców Oświęcimia. Świadków tamtego okrutnego czasu żyje coraz mniej. - Pewne rzeczy się zacierają, ale na pewno jest to historia, która pozostanie we mnie do końca życia. Miałam wówczas 9 lat. Listy wypędzonych Niemcy zaczęli spisywać 3 miesiące wcześniej. W końcu któregoś marcowego dnia ok. 5 rano rozległo się łomotanie do drzwi. Nie wolno było nic zabrać, tylko płaszcz, a pamiętam, że było bardzo zimno. Mama chciała zabrać dla 3-letniego braciszka poduszkę, na co stanowczo nie zgodził się volskdeutscher ze Śląska. Dopiero Niemiec, widząc całą sytuację, pozwolił jednak mamie zabrać tę poduszkę. Przez 2 czy 3 dni oczekiwaliśmy na transport w zakładzie części zamiennych. Na dworcu, gdy nas upychano w pociągu, ludzie zaczęli śpiewać kościelną pieśń "Serdeczna Matko". Do dzisiaj, gdy ją słyszę, mam łzy w oczach - pani Zofia z trudem opanowuje wzruszenie.

W Gorlicach, gdzie przywieziono ją z rodziną, znów przez kilka dni spali na słomie w bożnicy. Potem trafili w rodzinne strony ojca, a stamtąd po pół roku wrócili przez zieloną granicę do Oświęcimia. - Było to wielkie ryzyko, ale mogliśmy wrócić tylko dlatego, że koleżanka mamy brała pod naszą nieobecność kartki na żywność. W ten sposób wyglądało na to, że byliśmy cały czas w Oświęcimiu. Do swojego domu już nie mogliśmy oczywiście wrócić. Z pomocą przyszli nam ludzie, dając meble i odzież - kontynuuje pani Zofia.

Wystawę Związku Miast Polskich "Wypędzeni 1939...", która będzie czynna w OCK do 5 października, otworzył wiceprezydent Gerard Madej, wspólnie z jej autorami Jackiem Kubiakiem i Małgorzatą Schmidt. Potem odbyła się projekcja polsko-niemieckiego filmu dokumentalnego "Jasnowłosa prowincja" o wysiedleniach z ziem wcielonych do III Rzeszy Niemieckiej.

(BK)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie