Do władzy przez partie

Redakcja
W urzędzie publicznym nawet sprzątaczka musi mieć poparcie polityczne

Platforma Obywatelska

   (INF. WŁ.) W Polsce nawet posady sprzątaczki w urzędzie publicznym nie można dostać, jeżeli nie ma się poparcia jakiegoś polityka lub partii - taka jest niemal powszechna opinia, którą podzielają również eksperci ds. spraw administracyjnych, np. prof. Michał Kulesza z Uniwersytetu Warszawskiego oraz prof. Witold Kieżun z Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego. Bezdyskusyjne jest natomiast, że przynajmniej kilkanaście tysięcy stanowisk, w tym najbardziej lukratywne, obsadzanych jest z nadania czy rozdania polityków.

Platforma Obywatelska

   Obecnie największym zaufaniem ankietowanych cieszy się PO. Platforma góruje nad innymi we wszystkich badaniach i to wyraźnie; ostatni sondaż CBOS daje jej 25-procentową popularność. - Od pewnego czasu mamy znacznie więcej kandydatów niż kiedyś, ale nie ma "walenia drzwiami i oknami" - zapewnia Maciej Grabowski, rzecznik prasowy PO. I przyznaje, że niemały odsetek ubiegających się o wstąpienie do partii robi to dlatego, że PO ma realną szansę stać się partią władzy.
   Obecnie składki członkowskie płaci około 30 tys. osób związanych z PO. - W ciągu ostatnich 12 miesięcy przybyło nas o 10-12 proc. - mówi Maciej Grabowski. - Zauważalne są natomiast starania o członkostwo w Platformie licznej rzeszy polityków, którzy do tej pory byli w innych formacjach.
   Członkami PO zostali lub wkrótce zostaną m.in.: Hanna Gronkiewicz-Waltz (była prezes NBP), Andrzej Smirnow (były poseł AWS), Krzysztof Luft (rzecznik rządu Jerzego Buzka) czy prof. Andrzej Gołaś (były prezydent Krakowa).
   - Wielu politykom powiedzieliśmy jednak stanowcze "nie" - chwali się rzecznik PO, ale nazwisk odrzuconych nie chce ujawnić. Reguła obowiązująca w PO jest taka, że VIP-ów znanych w całym kraju, np. Smirnowa czy Gołasia, weryfikuje zarząd krajowy Platformy, a VIP-ów lokalnych - zarządy w regionach.
   W Małopolsce PO liczy około 2,5 tys. członków. W ciągu roku przybyło 400-500 nowych członków, co oznacza około 20-procentowy wzrost - twierdzi Aleksander Grad, szef małopolskiej PO. Nasz rozmówca tłumaczy, że szefowie partii są nastawieni przede wszystkim na szukanie i składanie ofert pojedynczym osobom, które dzięki swojej wiedzy, uczciwości i doświadczeniu byłyby "latarniami" Platformy. _- Nie zamykamy się oczywiście na zwykłych ludzi, ale też furtki do partii nie otwieramy nadmiernie szeroko. Każdego, kto chce zasilić nasze szeregi starannie sprawdzamy - _zapewnia Aleksander Grad.

Prawo i Sprawiedliwość

   PiS, któremu CBOS daje 12 proc., jest uważane za najpoważniejszego powyborczego koalicjanta Platformy. Partię braci Kaczyńskich do dzisiaj można określić mianem formacji kadrowej. W Małopolsce ma ona około 700 członków, w samym Krakowie, który jest jednym z "mateczników" PiS - zaledwie 250. Aby zostać członkiem PiS, trzeba najpierw wypełnić szczegółową deklarację i znaleźć dwóch poręczycieli, którymi muszą być członkowie partii. W krakowskim biurze PiS powiedziano nam, że to ugrupowanie, podobnie jak PO, stara się pozyskiwać ludzi aktywnych, np. działaczy samorządowych.

Liga Polskich Rodzin

   LPR w większości sondaży zajmuje drugie miejsce. CBOS daje Lidze poparcie 16-procentowe, jednak socjologowie zwracają uwagę, że LPR uzyskuje z reguły gorszy wynik w badaniach niż w wyborach. Piotr Doerre, sekretarz małopolskiej LPR, informuje, że jego partia liczy około 2 tys. osób w Małopolsce, w tym ok. 200 w Krakowie (w całym kraju LPR ma ok. 20 tys. członków). - Największe zainteresowanie było w okresie poprzedzającym kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego i po wyborach - mówi Piotr Doerre, zapewniając, że gęste jest sito dla wszystkich, którzy chcą wstąpić do LPR.

Polskie Stronnictwo Ludowe

   Najliczniejszą partią w Małopolsce jest PSL. - W województwie mamy około 12 tys. członków - mówi Andrzej Harężlak, jeden liderów Stronnictwa w regionie. - W Krakowie mamy ich około 800, ale w całej Polsce - 140 tys. Zainteresowanie członkostwem w PSL jest umiarkowane. Ludzie przede wszystkim garną się do tych, którzy przewodzą w sondażach, mogą przejąć władzę. Taka jest natura człowieka. Ludzie przychodzą do polityki nie po to, aby zmywać garnki, tylko sprawować władzę. Taka jest prawda, która obowiązuje na całym świecie.

Sojusz Lewicy

Demokratycznej

   Cztery lata temu SLD pęczniał, bo ludzie - zapisując się do tej partii - wietrzyli w tym szansę na dobrą pracę. W kilka miesięcy Sojuszowi przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób. Postkomuniści stali się formacją niemal 150-tysięczną, którą wyróżniało to, że niemal codziennie media informowały o aferach z udziałem jego działaczy. Wtedy doszło do weryfikacji, po której SLD stopniał do około 70 tys. osób.

Socjaldemokracja Polska

   Niewielkie nadzieje na wyborcze zwycięstwo ma SdPl. Mało ma też członków. - W Małopolsce jest ich ponad 100 i ponad 500 sympatyków - mówi Wojciech Filemonowicz, koordynator wojewódzki SdPl. Zarówno on, jak i nasi pozostali rozmówcy przekonują, że do ugrupowania nie można przyjść "z ulicy". - Próbował do nas przejść niejeden polityk SLD, z większością takich osób nawet nie podjęliśmy rozmów - zapewnia. Jednak przyznaje również, że jest wąska grupa członków SLD, którzy byliby mile widziani w małopolskiej SdPl.

Samoobrona

   Jeszcze kilka miesięcy temu nie brakowało chętnych do działania w Samoobronie, ale był to czas, gdy partia Andrzeja Leppera uzyskiwała w sondażach ponad 20-procentowe poparcie i niektórzy widzieli już jej lidera jako przyszłego premiera. Dziś to się zmieniło, ale też poparcie dla Samoobrony stopniało o połowę.
WŁODZIMIERZ KNAP

Teoria i praktyka

   Finansowanie partii politycznych jest jawne - stwierdza artykuł 11 konstytucji RP. Od 2001 r. podstawowym źródłem utrzymania partii są subwencje z budżetu państwa. Mogą je otrzymywać te formacje, które uzyskały więcej niż 3 proc. głosów w wyborach (gdy same startowały) albo 6 proc. (jeśli wchodziły w skład koalicyjnego komitetu wyborczego). Wysokość subwencji jest wprost proporcjonalna do wyniku wyborczego; konkretnie - do liczby mandatów. Majątek partii powstaje również ze składek członkowskich, darowizn, spadków, zapisów czy z dochodów z majątku. Partie nie mogą prowadzić działalności gospodarczej.
   To teoria. W rzeczywistości jest inaczej. Tajemnicą poliszynela jest, że są partie, które czerpią znaczne dochody np. z wynajmowania lokali. Oczywiście, nie czynią tego pod własnym szyldem, ale tak czy inaczej pieniądze trafiają na ich konta. Niejawne - a więc niezgodne z prawem - ale powszechnie praktykowane jest u nas również finansowanie partii przez prywatny kapitał czy grupy interesu. Przyznają to zresztą politycy z różnych opcji, z tym że każdy zapewnia, że jego partia nielegalnych transakcji nie zawiera.
   W tegorocznym budżecie na finansowanie partii przeznaczono 54,5 mln zł. Ponad połowa tej kwoty ma trafić na konto SLD i UP. PiS otrzyma niecałe 10 mln zł, Samoobrona - ponad 7,5 mln zł, a LPR - niemal 6 mln zł. PSL straciło natomiast 5,5 mln zł, bo Sąd Najwyższy orzekł, że partia sprzedała swoje nieruchomości z naruszeniem przepisów Ustawy o partiach politycznych. Wszystkie ugrupowania - z wyjątkiem PO (która w ostatnich wyborach zrzekła się profitów z tytułu objęcia mandatów w Sejmie) - opowiadają się za dotychczasową formą finansowania partii politycznych. (K.W.)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie