Dobczyce. Bez radia nie byłoby tej historii o wystawie, a historia Polski i świata byłaby inna

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Wystawa "Radiowe ślady historii" w MGOKiS w Dobczycach
Wystawa "Radiowe ślady historii" w MGOKiS w Dobczycach Fot. Katarzyna Hołuj
Udostępnij:
W Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu można oglądać niezwykłą wystawę radioodbiorników. Jej kurator Ryszard Dulski jest zarazem współtwórcą kolekcji, której część trafiła na tę ekspozycję i jedną z najciekawszych postaci powiatu myślenickiego. To on skonstruował makietę pierwszej polskiej inwestycji zrealizowanej po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

FLESZ - Zakaz handlu w niedziele powoli staje się fikcją?

Chodzi o wybudowaną pod Warszawą, niedługo po I wojnie światowej, stację nadawczą będącą częścią Transatlantyckiej Centrali Nadawczej. Jedną z największych i najnowocześniejszych wówczas na świecie.

To była sztandarowa inwestycja rodzącego się na nowo państwa polskiego. Jeszcze nie ostygły lufy po wojnie bolszewickiej, kiedy rząd podjął decyzję o olbrzymiej jak na ówczesne czasy inwestycji, bo wartej 3 mln ówczesnych dolarów amerykańskich

– mówi Ryszard Dulski.

Inwestycja, która postawiła Polskę w czołówce

Uruchomiona w 1923 roku stacja umożliwiła wymianę informacji przez ocean i jak podkreśla Ryszard Dulski, postawiła nasz kraj w czołówce krajów europejskich, jeśli chodzi o obsługę ruchu telegraficznego ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej.
Żeby ocenić jej rolę, wystarczy wyobrazić sobie znaczenie radia dla giełdy, agencji prasowych, nie mówiąc już o milionach zwykłych mieszkańców, którzy dotąd musieli słono płacić za każde słowo telegramu.

To znakomicie ułatwiło kontakt z polonią amerykańską

– mówi pan Ryszard.

W czasie II wojny światowej, Niemcy zajęli stację i wykorzystywali ją do utrzymywania łączności ze swoimi okrętami podwodnymi. W 1945 wycofując się wysadzili maszty w powietrze.
- Dziś po tym obiekcie praktycznie już nie ma śladu, komuna „zaorała” go do reszty. Pamięć o nim zginęła, ale moją misją jest przypomnienie, że coś takiego istniało – mówi Ryszard Dulski.

Makieta to przysłowiowa „wisienka na torcie” kolekcji. I tylko przysłowiowa, bo żadne zdrobnienia, biorąc pod uwagę rozmiary makiety i ogrom pracy włożonej w jej stworzenie, tu nie pasują. Ją także można oglądać na wystawie.
Podstawą kolekcji są jednak radioodbiorniki. To od nich zaczęła się pasja pana Ryszarda. Dokładnie zaś od rozkręcenia na części pierwsze jednego z nich, po to, aby zobaczyć co jest w środku. Należące do taty kilkuletniego wówczas Ryszarda radio po tej operacji już nie działało. Chłopiec swoją ciekawość okupił ojcowskim laniem, ale to nie zniechęciło go do radioodbiorników.

Z pasji do radia powstała książka

W dorosłym życiu został nie tylko ich kolekcjonerem, ale także niezliczonej ich liczbie dał drugie, trzecie i kolejne „życie”. Zajmuje się (nadal, choć jest już na emeryturze) renowacją radioodbiorników, a za punkt honoru stawia sobie zawsze, aby każdy z nich, jeśli jest zepsuty, naprawić. Naprawia zresztą nie tylko własne radioodbiorniki. Zna się na tym, jak mało kto. W końcu to jego pasja i zawód. Ukończył Wydział Elektrotechniki i Automatyki AGH i swoje życie zawodowe związał z radiokomunikacją. Cokolwiek robił, był konstruktorem, pracownikiem naukowym, albo prowadził własną firmę, zawsze było to związane z radiem.
Nie inaczej było w przypadku książki „Halo, halo. Niepodległa w eterze. Radio i radiofonia w Polsce 1918-1989”, którą napisał razem ze swoją córką Anną Katarzyną.

Prezentowana w MGOKiS kolekcja to wspólne dzieło ojca i córki, która finansując zakup eksponatów stwarza ojcu pole do realizacji jego pasji. W liczącej kilkaset radioodbiorników kolekcji najstarsze liczą sobie już prawie sto lat: jeden amerykański z 1924 roku, drugi – polski z tego samego okresu, skonstruowany przez polskiego inżyniera, późniejszego profesora Stefana Manczarskiego. Obydwa na słuchawki.

Radio Hitlera i Stalina

Odbiornikiem, który odegrał być może największą rolę w historii, jest niemiecki odbiornik DKE 38. Niepozorny, wręcz prymitywny, powstał na zlecenie NSDAP i miał służyć szerzeniu propagandy nazistowskiej.

Wszystkie zakłady w III Rzeszy zostały zobligowane do jego produkcji, a potem w ramach ekspansji musiały go produkować wszystkie zakłady radiotechniczne na terenach okupowanych, również w Warszawie

– mówi pan Ryszard.

Zupełnie inny od tego małego niemieckiego radioodbiornika, bo nie tylko duży, ale czerwono-złoty i błyszczący, był radziecki odbiornik Zvezda, czyli Gwiazda.
Pan Ryszard opowiada jak doszło do tego, że tak nowocześnie wyglądający odbiornik zszedł z taśm produkcyjnych w ZSRR i to w latach 50-tych, w czasach „zimnej wojny”. Zaczęło się od zaproszenia do Paryża radzieckiej delegacji na rozmowy o wycofaniu z Austrii żołnierzy radzieckich.
Radzieccy generałowie wrócili z tej podróży z prezentem, który przekazali Stalinowi. Był nim najnowszy model modernistycznego odbiornika Exelsior 52 wyprodukowany w podparyskiej fabryce.

Stalinowi odbiornik tak się spodobał, że postanowił o jego produkcji w ZSRR. Rosjanie stracili dwa lata i mnóstwo pieniędzy na to, aby to się stało. Oczywiście zmienili nazwę, skalę wydrukowali w cyrylicy, a w centralnym miejscu, gdzie francuski model miał logo firmy, umieścili gwiazdę

– opowiada pan Ryszard.
Stalin nie dożył premiery Zvezdy, zmarł rok wcześniej.

Z czego słuchało się Wolnej Europy?

Oczywiście w kolekcji nie brakuje polskich modeli. Począwszy od wspomnianej już konstrukcji prof. Stefana Manczarskiego przez powojennego Pioniera i późniejszą, bo produkowaną aż do początku lat 90-tych Julię. Obydwa te kultowe odbiorniki służyły Polakom do słuchania audycji nie tylko krajowych, ale także tych zakazanych, m.in. z rozgłośni Wolna Europa.

Byłbym szczęśliwy, gdyby tę wystawę odwiedzali ludzie starsi z dziećmi. I gdyby dorośli, którzy znają i pamiętają te radioodbiorniki z czasów swojej młodości, potrafili zainteresować młodzież historią. I gdyby dzieci o tę historię pytały. Mam wrażenie, że dziś dzieci nie zadają pytań: kto? gdzie?, po co?, dlaczego?, a jedynie patrzą w swoje smartfony. Gdyby tak się stało, że zaczęłyby pytać o historię radia, historię Polski i świata, a potem drążyć temat, dowiadywać się więcej, choćby właśnie w internecie, to byłby to największy sukces tej ekspozycji

– mówi jej autor.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie