Dobra rada starego naczelnika

Redakcja
Rozmowa z wójtem gminy Limanowa Bronisławem Dutką

- Dlaczego dojdzie do referendum w gminie?

 - Z tego samego powodu, który doprowadził do podziału miasta i gminy. Kilku sfrustrowanych działaczy pali się do władzy i marzy o zajęciu - ich zdaniem - intratnych stołków.
 - To już historia, ale Pana zdaniem: kto zyskał, a kto stracił na rozwodzie miasta z gminą?
 - Miasto i gmina Limanowa - jako jeden organizm - był majstersztykiem byłego naczelnika Jana Kubowicza i jego współpracowników. Był to naprawdę dobry pomysł silnej gospodarczo i administracyjnie jednostki, zdolnej rozwiązywać problemy zarówno miasta, jak i gminy. Niestety, znaleźli się ludzie żądni władzy (wspierani m.in. z Nowego Sącza). Mimo sprzeciwu Rady Miasta i Gminy, moich interwencji i innych radnych doszło do podziału. Przez dwa lata w mieście Limanowa nie było żadnych inwestycji. Inicjatorzy "rozwodu" odeszli w niebyt społeczny.
 - Czym Pan wytłumaczy ataki pod własnym adresem?
 - Uderz w pasterza, a owce się rozbiegną - to po pierwsze. Jestem od 11 lat w samorządzie, wcześniej jako burmistrz, teraz wójt. W ostatnich wyborach do rady gminy zdobyłem największą ilość głosów, ponad 500. Następni w kolejce mieli 300 i 200, a referendarze po 60-80. Po drugie: jestem prezesem powiatowym PSL, a niektórzy liczą na rozbicie ruchu ludowego na Limanowszczyźnie. Po trzecie: nasza gmina, największa w powiecie, ma sporo osiągnięć, cieszy się autorytetem w Małopolsce i kraju. To przyciąga jak magnes: wziąć władzę, przyjść na gotowe, spijać potem miody...
 - Opozycja zarzuca Panu utajnianie finansów gminnych?
 - Trudno udowodnić, że coś jest jawne. Ja, zarząd, wszyscy urzędnicy, jesteśmy do dyspozycji pytających. Tajemnic nie ma. Przekonali się o tym nieraz radni z AWS, którzy są przeciwni referendum. Ciekawe, że o sprawach gminy wiedzą o wiele więcej sołtysi i zwykli mieszkańcy niż garstka opozycyjnych radnych. Jeden tak się zapędził w swojej zapiekłości głosowania zawsze na "nie", że sprzeciwił się również poddanemu pod głosowaniu... własnemu projektowi remontu drogi na Lipowym. Śmiechu było dużo. Inny radny-opozycjonista, z Sowlin, nie odezwał się na sesji jeszcze ani razu.
 - Jaki będzie wynik referendum?
 - Demokracja jest zawsze trochę niewiadomą. Rozsądniejsi, chcący spokoju i normalności zostaną w domach. Zwolennicy igrzysk - pójdą do urn. Wierzę, że większość nie da się zwieść pomówieniom i obietnicom bez pokrycia. W samorządowej pracy nie ma nic gorszego niż zbędne emocje, zwłaszcza przy podejmowaniu decyzji. Sam, gdy jestem podenerwowany, odkładam ważne decyzje na później. Taką radę dał mi kiedyś naczelnik Jan Kubowicz, który przekazywał mi urząd. Stosuję ją i dobrze na tym wychodzę.

Tekst i fot. (leŚ)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie