Dobre stopy

Redakcja
No, ale może już dość tego mędrkowania. Zachowanie inwestorów wskazuje, że albo scenariusz ten jest fałszywy, albo jego horyzont czasowy jest odległy. Wielkość obrotów na sesji poniedziałkowej była wręcz symboliczna. Tłumaczono to świętem w Londynie i niefunkcjonowaniem tamtejszej giełdy. Ale wtorek wcale nie był lepszy. Czyżby zachodniego kapitału na początku tygodnia w Warszawie naprawdę nie było? To dość prawdopodobne. Dopiero wzrost kursów podczas wtorkowych notowań ciągłych i na sesji środowej, przerwany na chwilę ok. 15.00, gdy opublikowano komunikat RPP, świadczy, że jednak zasobniejsze portfele zostały otwarte. Na pewno czwartkowym i piątkowym wzrostom pomogły informacje docierające z Ameryki. Nasdaq i Dow Jones na razie wskazują kierunek rozwoju koniunktury nie tylko na naszym rynku. Zachodnioeuropejskie tech-marki rosną w tempie kilku procent dziennie. W tej atmosferze hossa u nas może potrwać nieco dłużej niż przewidywane przez wielu drobnych graczy cztery sesje.

Z pozycji gracza

Paradoksalnie środowa decyzja RPP o podwyżce stóp procentowych nadała notowaniom giełdowym wigoru. Indeksy systematycznie rosną, a spółki z sektora TMT w zwiększającym się tempie odrabiają straty z ostatnich pięciu miesięcy. Komentatorzy szukając uzasadnienia tego faktu korzystają ze standardowego tłumaczenia: rozmiary podwyżki były takie, jak przewidywali inwestorzy i została ona uwzględniona w kursach. Inni zwracają uwagę na fakt, że najprawdopodobniej jest to kończąca cykl podwyżka, a teraz inflacja zacznie maleć, co spowoduje, że stopy będą systematycznie obniżane. Trochę to przypomina zaklinanie deszczu. Wiele czynników inflacjogennych nie zanikło, gdyż część z nich jest wbudowana w tkankę naszej gospodarki, a część zupełnie niezależna od kogokolwiek z krajowego podwórka. Gdy w czwartek zobaczyłem, jak cena ropy naftowej przekracza na świecie 35 dolarów za baryłkę, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Do podwyżki cen paliw związanych z rosnącą akcyzą za kilka dni dojdzie kolejna, związana z ruchem cen paliw na światowych giełdach. Zauważyłem, że już mało kto pamięta o tym, że jeszcze 20 miesięcy temu baryłka ropy kosztowała 10 dolarów. Skojarzenia z latami 70. są oczywiste. Wtedy koniec wojny wietnamskiej i kolejne szoki naftowe pchnęły światową gospodarkę w recesję, a inflacja siała spustoszenie na kontach i w kieszeniach przede wszystkim zwykłych ludzi. Jeżeli ceny paliw będą nadal rosły, to na zmniejszenie inflacji będziemy jeszcze długo czekać. Oczywiście wzrost wydatków dewizowych za ropę naftową zaszkodzi na pewno naszemu i tak fatalnemu bilansowi handlowemu. Prawdopodobieństwo kryzysu walutowego w ciągu najbliższego roku jest wcale nie małe. Jak uczy historia, wysokie stopy są pewnym gwarantem braku spekulacyjnych ataków na walutę słabych ekonomicznie krajów.

Gracz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie