Dobry nie jest trudny

Redakcja
Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Mocnym akcentem rozpoczął się poprzedni tydzień VI Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami. Wystąpił kwartet Piotr Baron, Piotr Wojtasik, Adam Kowalewski, Jacek Kochan.
 Ci specjaliści od ekspresji i energii wysokich emocjip wymieniają tylko perkusistów. W zeszłym roku ich występ z Krzysztofem Dziedzicem należał do najlepszych w ramach tamtego piwnicznego festiwalu. Obecny poniedziałkowy występ też był "ostrą jazdą" w repertuarze nie tylko autorstwa członków zespołu, ale i m.in. Billy Harpera. Wojtasik i Baron należą do czołówki muzyków, którzy nie tylko lubią to, co robią, ale i potrafią to robić. Publiczność z zapartym tchem słucha takich wystąpień.
 We wtorek Witold Wnuk - organizator Letnich Festiwali w Piwnicy - zaprezentował grupę, którą lubi. Warszawskie trio od roku funkcjonujące pod zobowiązującą nazwą World String Trio jest kolejnym zespołem, którego źródła powstania tkwią w ekonomii; po prostu lepiej sprzedaje się zespół mieszczący się w jednym samochodzie. Ale kij ma dwa końce, a tym drugim jest ograniczenie możliwości brzmieniowych i stylistycznych. Muzycy World String Trio kultywują tradycje francuskiego tria-legendy - Hot Club de France z Django Reinhardtem i Stefanem Grapellim i nie potrafią się od tego garba oderwać, co wymagałoby wielu przemyśleń i zmian. Skrzypek Maciej Strzelczyk jest w szczytowej formie instrumentalnej i sądzę, że od niego wyjdzie pierwszy impuls. Tego im życzę z całego serca.
 W czwartek w Piwnicy standardy zagrał kwartet dowodzony przez Piotra Barona z Wojciechem Karolakiem, czeskim kontrabasistą Jaromirem Homzakiem i Erykiem Kulmem na perkusji. Znowu przekonałem się do kompetencji muzyków, którzy nie tylko wybrali piękne utwory ("Sugar", "My one and only love"), ale zagrali je energicznie, porywająco i z wyczuciem. Baron w porównaniu z poniedziałkiem stał się "sentymentalny", Karolak jak zwykle zachwycał "smakiem", Kulm wtopił się w tło tak jak powinien robić akompaniator, a Homzak, często współpracujący z Polakami, zaskoczył mnie dojrzałością i sercem.
 Imprezy w Piwnicy to również okazja do spotkań po latach. Na początku lipca zjawili się Stanisław Otałęga, ze Sztokholmu dotarł krakowski członek grupy Bemibek - Andrzej Ibek, z Malmo członek Polish Jazz Quartetu z początków lat 60. - Juliusz Sendecki, z Meksyku - Zbyszek Paleta, a w czwartek zjawili się z kolei: Zbyszek Iżyński z Cypru, Mietek Wadecki ze Szwecji - założyciel New Orleans Stompers, oraz Ula Dudziak, która przyszła, by w przeddzień swojego koncertu posłuchać kolegów.
 Pisząc o Urszuli Dudziak muszę się przyznać, że jestem absolutnie "zakręcony" na punkcie jej płyty z lat 70. - "Newborn light", a ponieważ było to osiągnięcie genialne, wszystko później niknie w cieniu błysku "wielkiego". W mojej opinii przebój "Papaya" i inne projekty, jedynie poza "Cantabile in jazz" Marka Bałaty, nie dorastają nawet do porównań. Nie można jednak odmówić artystce entuzjazmu i naprawdę wielkiego doświadczenia. Nawet uruchamiając elektroniczny "świergot kolibrów" robi to profesjonalnie i może być to przedmiotem zachwytu. W sobotni gorący i prawie beztlenowy wieczór w Piwnicy i w niedzielny, jedynie meteorologicznie chłodniejszy, na dziedzińcu Radia Kraków Urszuli Dudziak towarzyszył kwartet Jarka Śmietany z liderem na gitarze, Piotrem Wyleżołem na fortepianie Fendera, Antonim Dębskim na gitarze basowej i Adamem Czerwińskim na perkusji. Był to koncert gwiazdy, którą solidarnie wsparli znakomitą i czujną grą pozostali muzycy (Śmietana i Wyleżoł!). Na repertuar złożyły się standardy i kompozycje "byłego" (jak mówi sama artystka), czyli Michała Urbaniaka - w tym "Krakus" połączony z brubeckowskim "Take Five", a także "Spain" Chicka Corei. Wzruszyłem się szczególnie przy dwóch balladach "You’ve changed" i zagranej jako trzeci bis "Nie jest źle", czyli "My ballad" Krzysztofa Komedy z pięknymi i głęboko refleksyjnymi słowami Agnieszki Osieckiej. Mistrzowsko zagrana "Papaya" przeniosła publiczność w nastrój fantastycznego koncertu George’a Bensona sprzed kilku dni w Warszawie.
 Koncerty Uli Dudziak będziemy długo wspominać, gdyż były one prawdziwe i wzruszające. Gdyby jej współpraca z Jarkiem nadal trwała, jestem przekonany, że wspólnie wymyślą coś bardzo atrakcyjnego. Na koncercie w Radiu były tłumy, a wśród nich Nigel Kennedy.
 Niedziela w Piwnicy była drugim dniem występów zespołu Andrzeja Cudzicha, w składzie Łukasz Żyta na perkusji (ze smakiem), Michał Tokaj na fortepianie (jak natchniony), Kent Sangster na saksofonie tenorowym i lider na kontrabasie. Bardzo pozytywną niespodzianką okazał się Kanadyjczyk z Edmonton, który prezentował wysoki północnoamerykański styl, zdecydowanym tonem grając znakomicie rytmicznie osadzone solówki. A w kuluarach spotkałem prof. Żytę - nauczyciela perkusji z bydgoskiej Szkoły Muzycznej, który nie tylko wyuczył swojego syna, ale i wielu innych znakomitych muzyków, jak Jacek Pelc, Krzysztof Biskupski czy Sebastian Frankiewicz.
 I cieszą te tłumy na koncertach dowodzące, że dobry jazz nie jest muzyką trudną.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie