Dobytek między błotem

Redakcja
W razie potrzeby pod ich dom nie dojedzie karetka, na drodze pełno wystających kamieni i błota. W pobliżu od dwóch lat leżą koryta, które do tej pory nie zostały zainstalowane. Państwo Dębscy mieszkający w Zamieściu na osiedlu Pod Górą o wszystko obwiniają władze Tymbarku, które z kolei tłumaczą się brakiem zgody wśród sąsiadów na jakikolwiek remont. Sprawa staje się coraz bardziej skomplikowana.

Tymbark. Pod górą problemów

Dla rodziny Dębskich z Zamieścia (gmina Tymbark) każda burza i towarzysząca jej ulewa może oznaczać walkę z bystrymi potokami górskim, które zalewają budynki gospodarcze. Po deszczu spacerują w błocie, a na zakupy najlepiej jeździć im traktorem.

Nie jasna jest sprawa tzw. rozgraniczenia posiadłości poszczególnych właścicieli, która toczyła się w latach 1999 - 2006. Przy drodze nie ma bowiem słupków granicznych. W początkowym odcinku biegnie ona w innym miejscu, niż to jest zaznaczone na mapie. Dla Dębskich ta kwestia ma ogromne znaczenie.
Halina Dębska: - Na początku 2000 roku wystosowaliśmy prośbę do wójta o zlikwidowanie pasa drogowego, który ujęty jest jako droga publiczna. Z map geodezyjnych wynika, że biegnie tuż koło ściany naszego domu. Jednak jej przebieg w tym miejscu faktycznie nie istnieje. Dla nas jest to sprawa bardzo ważna, bo chcielibyśmy zrobić na naszej posiadłości mur oporowy, który zabezpieczałby dom przed wodą spływającą z góry. Okazuje się, że nie możemy tego zrobić, bo zgodnie z mapami w pobliżu widnieje droga, która w rzeczywistości jest w innym miejscu. Według przepisów bez zezwolenia obok drogi publicznej nie wolno nic budować i zmieniać. Zgody na wykopanie na budowę muru oporowego nie możemy uzyskać. Ręce już opadają. Albo drogi nie ma i możemy sobie na własnej działce zrobić zabezpieczenie przed wodą, albo gmina jest odpowiedzialna za stan tego publicznego odcinaka zaznaczonego w mapach. W takim wypadku oczekujemy, że podjęte zostaną kroki w celu zabezpieczenia naszej posesji przed zalewami.
W czasie deszczów właściciele gospodarstwa przeżywają prawdziwy horror. Często w czasie burzy muszą wstawać nawet w środku nocy i grodzić posiadłość deskami, tak aby spływająca z góry woda nie zalewała ich budynków. Bywa, że przegrywają z żywiołem. Woda dostaje się do stajni i piwnic.
To jednak nie koniec problemów państwa Dębskich. Ostatnio w Tymbarku pojawiły się kolejne spory w sprawie feralnej drogi, która m.in. prowadzi do posiadłości rolnych. Otóż na pewnym jej odcinku Dębscy wykonali nasyp ze zniszczonej drogi (która w rzeczywistości jest głębokim wąwozem), aby mogli wjeżdżać na swoją działkę, która położona jest na znacznie wyższym poziomie.
- Wójt nasłał na nas policję, że niby droga jest nieprzejezdna - skarży się pani Halina. - Traktuje nas jak podludzi i ciągle się nam odgraża. My chcemy tylko godnie żyć. Utrzymujemy się z rolnictwa. Nie mamy żadnych innych dochodów z mężem. Niestety ktoś rzuca nam ciągle kłody pod nogi. Utrudnia nam dojazd do pola. Drogi nikt nie remontuje od 1997 roku, kiedy została zniszczona przez powódź. Z Urzędu Gminy otrzymujemy zawsze negatywne odpowiedzi na nasze zapytania i prośby. Mam już trzy duże teczki różnych pism, wszystko zbieram. Wójt się mści za to, że nie uzyskał zgody na doprowadzenie wody ze źródła na naszej działce do swoich prywatnych posiadłości.
Rozżalona właścicielka złożyła skargę na wójta. Sprawą zajęła się Komisja Rewizyjna, przyznając rację Dębskim. Na posiedzeniu Rady Gminy nie podjęto jednak uchwały o skardze na bezprawne działanie wójta. Stanisław Pachowicz po przedstawieniu swoich racji wzbudził na tyle wątpliwości radnych, że postanowili oni zdjąć ten punkt z obrad. Wójt odpiera ataki mieszkanki Zamieścia: - Oskarżenia są bezpodstawne. Ja wykonałem swój obowiązek. Otrzymałem zgłoszenie o tym, że droga jest nieprzejezdna i wezwałem państwa Dębskich do usunięcia nasypu. Nie dostosowali się do tego, dlatego oddałem sprawę na policję. Teraz wszystko rozstrzygnie sąd. Nie miałem wyjścia. Takie jest prawo. Jeżeli mieszkańcy zgłaszają mi, że droga jest nieprzejezdna, to ja muszę interweniować. Na drodze publicznej nie można wykonywać żadnych zmian bez zezwolenia. Gmina jest użytkownikiem drogi, która należy do właścicieli prywatnych. Wszyscy muszą zgodzić się na remont. A tam niestety w grę wchodzą jakieś nieporozumienia sąsiedzkie. Tymczasem pani Dębska o wszystko mnie obwinia.
Niektórzy użytkownicy drogi skarżą się, że w takiej sytuacji są bez wyjścia. Gmina od 10 lat nie remontuje drogi, natomiast gdy oni własnym kosztem chcą to zrobić, to napotykają urzędowe przeszkody.
- To był błąd - mówi o przełożeniu głosowania nad uchwałą na inny termin przewodniczący Komisji Rewizyjnej, Marek Golonka. - Pojawiło się straszenie sądem. Koledzy pod wpływem emocji chwili przełożyli głosowanie. Według naszych ustaleń droga była cały czas przejezdna. Wiadomo, że jak ktoś wozi ziemię i kamienie, to potrwa trochę czasu zanim wszystko wyrówna i utwardzi. Moim zdaniem na następnej sesji dyskusja nad tą sprawą powinna wrócić.
Halina Dębska wskazuje, że nie wszyscy traktowani są na równych prawach. - Są mieszkańcy, którzy uzyskali zgodę na prace przy drodze - mówi. - Nam nic nie wolno zrobić. Od razu wzywana jest policja. Żyjemy w strasznych warunkach. Jadąc do pola dużo ryzykujemy. Wszędzie stromo, wąska droga, ziemia się obsuwa. Czy musi dojść do jakiegoś nieszczęścia, żeby ktoś tym się zainteresował?
JACEK BUGAJSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie