"Drugi szereg" po 25 latach

Ewa KopcikZaktualizowano 
Moment ataku FOT. Z MATERIAŁÓW OPERACYJNYCH SB
Moment ataku FOT. Z MATERIAŁÓW OPERACYJNYCH SB
Przeszli jak tajfun, zmiatając czołówkę manifestacji. Wszystko trwało kilka minut. Bandycka, nielegalna, ale z punktu widzenia ówczesnego Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, modelowa akcja - wspominają dziś byli opozycjoniści. Mimo upływu ćwierćwiecza relacje są wstrząsające.

Moment ataku FOT. Z MATERIAŁÓW OPERACYJNYCH SB

Sześciu byłych milicjantów w najbliższy poniedziałek usłyszy wyrok. Po przeszło 5 latach od rozpoczęcia śledztwa, 27 miesiącach procesu i ponad 25 latach od brutalnego linczu na uczestnikach pokojowej demonstracji pod Wawelem.

3 maja 1987 r. Manifestacja zaczęła się po uroczystej mszy w wawelskiej katedrze, od wiecu na dziedzińcu. Były transparenty, ulotki i przemówienia przez megafon. Potem uformował się pochód. Mieli przejść Drogą Królewską pod pomnik Nieznanego Żołnierza na plac Matejki. Pokonali zaledwie kilkadziesiąt metrów.

- Gdy shodziliśmy ze wzgórza wawelskiego, zobaczyliśmy na dole podwójne milicyjne kordony. Było jasne, że idziemy "pod pały". W pewnej chwili z kilkutysięcznego tłumu, który był na mszy, została nas garstka. Co chwilę przystawaliśmy, licząc, że za chwilę podciągną tyły. W końcu złapaliśmy się pod ręce i zdecydowaliśmy, że idziemy na konfrontację. Wtedy nastąpiło uderzenie. Ubrani po cywilnemu milicyjni bojówkarze pojawili się z przodu, z tyłu, z boku. Błyskawicznie wyłapywali ludzi. Bili, kopali i wlekli na dół - do więźniarek. To nie byli przypadkowi tajniacy, ale świetnie wyszkoleni fachowcy: adepci sztuk walki, bokserzy, potrafiący bić - wspomina Maciej Gawlikowski, dziennikarz, były opozycjonista.

W 1987 r. miał 20 lat, był jednym z kilkunastu pobitych. - Dwóch mnie trzymało, a Andrzej Cz. walił pięścią po głowie - mówi.

Andrzej Cz. to dziś jeden z oskarżonych. Ćwierć wieku temu pracował w plutonie specjalnym ZOMO, a później przez lata w kompanii antyterrorystycznej krakowskiej policji. Podobnie jak kilku jego kolegów z ławy oskarżonych.

Szturm rozpoczął Kazimierz L., wówczas milicjant pionu kryminalnego i bokser Wisły, próbując odebrać transparent jednemu z demonstrantów. Ryszard Bocian (z KPN), który prowadził pochód, chciał interweniować. Dostał od L. pięścią w twarz, a zaraz potem doskoczyło do niego dwóch innych cywili. Wykręcili mu ręce i zawlekli do oczekujących u podnóża wawelskiego wzgórza milicyjnych nysek.

- Urządzili sobie polowanie, bijąc - i to nie tylko rękami, ale także rurkami metalowymi - i kopiąc jak karatecy - tak wspomina tamte wydarzenia Jacek Smagowicz (działacz Solidarności) w filmie "Drugi szereg", zrealizowanym 5 lat później przez Gawlikowskiego

Dorota Sroka (miała 15 lat w dniu manifestacji): - Poczułam, że odrywają od mojego taty mojego młodszego brata, a następnie próbują oderwać mnie. To się im nie udało, bo trzymałam się taty bardzo kurczowo. W tym momencie poczułam, jak tatę ciągną po bruku, a ja razem z nim jestem wleczona w stronę krawężnika. W pewnym momencie poczułam ból, ktoś mnie kopnął w żołądek. Widziałam, jak mój tato z kimś się szamotał. Później już nic nie pamiętam - jakby mi się film urwał.

Agata Michałek-Budzicz, wówczas 22-letnia studentka UJ, tego dnia była zatrzymywana dwukrotnie. Po raz pierwszy, gdy szła na Wawel. Dopadli ją esbecy. Przewrócili, rozerwali bluzkę i zaczęli kopać. Wtedy przyszli jej z pomocą koledzy. Wpadła w tłum, dotarła do kościoła. Po raz drugi zatrzymano ją podczas demonstracji.

- Szliśmy w pierwszym szeregu, za nami tłum. W pewnym momencie usłyszałam, że coś się dzieje z tyłu, a równocześnie zobaczyłam, jak z dołu - wejściem na Wawel - biegnie na nas kilkudziesięciu mężczyzn. Większość w podkoszulkach lub w polo. Od razu zaczęli bić. Zobaczyłam, jak wyciągają Zbyszka Romanowskiego i brutalnie go kopią. Jak szarpią innych, jak ciągną jakąś kobietę - wspomina.
Jakiś cywil pchnął ją na ceglany mur Wawelu i próbował ściągać na dół. W szamotaninie udało jej się wyrwać. Razem z innymi wycofała się pod bramę. - Zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej, ludzie byli już przerażeni. Zdecydowaliśmy, że będziemy pojedynczo się ewakuować. Ruszyłam stromym zboczem, ale po drodze zobaczyłam, jak jakiś cywil katuje leżącego na ziemi starszego, siwego pana. Nie wytrzymałam, rzuciłam się cywilowi na plecy i zaczęłam go odciągać. Wtedy na mnie rzuciło się dwóch innych. Kopali, poniewierali mną, a potem sprowadzili na dół - opowiada.

Najpierw wsadzili ją do milicyjnej nyski, a stamtąd do dużej więźniarki, obitej blachą, tzw. chłodni. Siedziało tam już około 15 kobiet, w tym jedna w ciąży. - Nie było czym oddychać. Temperatura w słońcu wynosiła ok. 35 stopni, do tego doszła nagrzana blacha. Ta kobieta w ciąży kilkakrotnie mdlała, wypuścili ją dopiero gdzieś po godzinie. Nas trzymali około 2-3 godzin - opowiada.

Wszyscy zatrzymani trafili do komendy przy ul. Mogilskiej. Agata Michałek- -Budzicz: - Sprowadzili nas na korytarz, ustawili po obu stronach i kazali trzymać ręce do góry. Jak ktoś nie podniósł, walili pałami. Potem otworzyły się drzwi i zobaczyłam, jak wloką potwornie skatowanego Zbyszka Romanowskiego. W pierwszej chwili pomyślałam, że nie żyje. Miał koszulę całą we krwi, zwieszoną głowę i jedną nogę wykręconą w sposób nienaturalny, później okazało się, że była wielokrotnie złamana. Któryś z tych, co nas pilnowali, krzyknął: "K..., z wami zrobimy to samo".

W milicyjnych celach spędzili 48 godzin. Potem stanęli przed kolegium ds. wykroczeń. 26 osób zostało skazanych za udział w nielegalnej demonstracji i obrzucenie samochodów milicyjnych kamieniami. Dostali grzywny - po 71 lub 81 tys. zł (równoważność kilku ówczesnych miesięcznych pensji).

Po raz pierwszy śledztwo w tej sprawie krakowska prokuratura wszczęła na początku lat 90., ale je umorzyła - z braku dowodów. Wznowiono je w 1992 roku po reportażu Macieja Gawlikowskiego "Drugi szereg" oraz tekście Wojciecha Czuchnowskiego w "Czasie Krakowskim". Szybko je umorzono, a następnie wznowiono po raz drugi w 2007 roku po emisji w TVP kolejnego reportażu - "Fachowcy" - Gawlikowskiego, w którego ręce trafił film nakręcony podczas zajść w roku 1987 na Wawelu. Widać na nim, jak funkcjonariusze MO i SB brutalnie atakowali opozycjonistów. Nagranie służyło prawdopodobnie za przykład wzorcowej akcji przeciwko demonstrantom. Gawlikowski twierdzi, że dotarł do filmu przypadkowo. Miał umowę z IPN na digitalizację materiałów. - Ten esbecki film był nieopisany. Dopiero jak założyłem taśmę i zobaczyłem Wawel, zorientowałem się, co to za dokument. Na zdjęciach rozpoznałem niektóre twarze - mówi.

Ten film był głównym dowodem w śledztwie w sprawie z tzw. drugiego szeregu. Obrazy są szokujące. Jedna ze scen pokazuje, jak cywil kopie leżącą na bruku starszą kobietę. To 73-letnia Petronela Wróbel. W reportażu pada też nazwisko jej kata, Tomasza W., w 2007 roku doradcy ministra Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, a wcześniej policyjnej gwiazdy ( na początku lat 90. był szefem krakowskiego "Antygangu", później m.in. naczelnikiem wydziału operacji specjalnych w Komendzie Głównej) . Jest uważany za wyjątkowego oprawcę. Po emisji telewizyjnego reportażu W. stracił stanowisko w CBA. Prokurator postawił mu siedem zarzutów. Ale akt oskarżenia, który trafił do sądu po 2,5 roku, już go nie obejmował. Dlaczego? Bo okazało się, że mężczyzna z bokserskim nosem, który zadaje kopniaki, to nie on, ale ówczesny funkcjonariusz plutonu specjalnego Kazimierz Z., dzisiaj emeryt, który zresztą zasiada na ławie oskarżonych.
Maciej Gawlikowski: - Rzeczywiście na filmie nie ma Tomasza W., choć rozpoznali go policjanci, którzy z nim wcześniej pracowali. Ja też się pomyliłem. Lata zrobiły swoje, widziałem go przecież kilkanaście lat wcześniej. Ale nie zmienia to faktu, że Tomasz W. uczestniczył w rozbijaniu tej demonstracji i zatrzymywał Romanowskiego. Są na to kwity. W., trzykrotnie zeznając do protokołu, opisał swój udział w akcji, oczywiście, pomijając działania bezprawne. Wynika z nich, że to on zatrzymywał i dostarczył do więźniarki najbardziej pobitego uczestnika demonstracji, któremu połamano kości. Sam też widziałem, jak go bił, i zeznałem o tym na początku lat 90. w prokuraturze - opowiada dziennikarz.

Tomasz W. przyznaje, że 3 maja 1987 roku był pod Wawelem. Pracował wtedy w wydziale kryminalnym krakowskiej MO. - Wysłali nas tam bez żadnego planu i przygotowania. Improwizowaliśmy. Wytypowaliśmy z kolegą do zatrzymania jednego z demonstrantów, bo znaliśmy go z działalności niekoniecznie politycznej. Uznaliśmy, że skoro już tam jesteśmy, to zrobimy coś pożytecznego. Nie łamaliśmy prawa. Jeśli już ktoś powinien za to odpowiadać, to ci, którzy nas tam wysłali bez żadnego przygotowania. Wiadomo było z góry, że sytuacja wymknie się spod kontroli. To sytuacja analogiczna do tej z policyjnej akcji w Magdalence - mówi.

Od ponad 5 lat ma status podejrzanego w tej sprawie. Był przesłuchiwany tylko raz, w 2007 roku. - Nie wiem nic o śledztwie, nie mogę podjąć żadnej pracy, w ogóle nie mogę normalnie funkcjonować. Nie mogę też dochodzić w sądzie odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych. Bo do końca życia nie mogę ujawnić swojego wizerunku ze względu na tajemnicę państwową - mówi.

- Materiały w tej sprawie zostały wyłączone do odrębnego postępowania. Śledztwo wciąż trwa. Jak się zakończy? Czekam na orzeczenie sądu w kończącym się procesie - przyznaje prok. Marek Kowalcze z pionu śledczego IPN.

Zasiadający na ławie oskarżonych byli milicjanci nie poczuwają się do winy. Większość odmówiła w sądzie wyjaśnień. W śledztwie ich linia obrony była następująca: owszem, zabezpieczali manifestację pod Wawelem, ale przed kieszonkowcami i pospolitymi przestępcami. Nie mieli zamiaru nikogo bić, lecz doszło do szarpaniny i bójek, musieli się więc bronić...

Maciej Gawlikowski: - Ta sprawa pokazuje zupełną kompromitację naszego państwa. Gdyby nie determinacja dawnych opozycjonistów, ukręcono by jej głowę, tak jak wielu innym podobnym. Zresztą i w tej sprawie na ławie oskarżonych siedzą tylko płotki. Nadal poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości pozostają ci, którzy wydawali im rozkazy. A ta akcja była przecież ściśle zaplanowana.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3