Druhna Marta, na emeryturze, z oddaniem wychowuje zuchy

Małgorzata Iskra
Pracując zawodowo człowiek myśli, że na emeryturze wypocznie, a potem... nadal chce być potrzebny.<br>
Pracując zawodowo człowiek myśli, że na emeryturze wypocznie, a potem... nadal chce być potrzebny. Fot. Adam Wojnar
Pasja. Wraz z innymi instruktorami prowadzi drużynę w krakowskim ośrodku dla niewidomych dzieci przy Tynieckiej.

Każdy od kogoś dostaje dobro, czerpie z kogoś wzór. Trzeba i po sobie pozostawić coś wartościowego - tak myśli Marta Szymańska, osoba niepospolitej energii, jedyna w Krakowie druhna, która dopiero po sześćdziesiątce starała się o harcerski stopień przewodnika, uczestnicząc w kursie razem z dwudziestolatkami. Dała radę, mimo nękających ją wówczas problemów z poruszaniem się.

- Odkąd pamiętam, zawsze miałam kłopoty ze zdrowiem. W domu ojciec lekarz, więc żartowano, że szewc bez butów chodzi. To te ciągłe choróbska spowodowały, że w młodości w harcerstwie udzielałam się sporadycznie, nie zdobywałam stopni, a przecież mamy takie tradycje rodzinne - mówi druhna Marta.

To, co najlepsze, dostaje się od rodziców

Mama Marty, krakowianka od pokoleń, jeszcze przed wojną prowadziła drużynę na Podgórzu. Należały do niej dzieciaki przeważnie z ubogich rodzin, prawdę mówiąc, zaniedbane. Mama Niusia próbowała zapewnić im trochę szczęśliwego dzieciństwa. A podczas okupacji, już jako mężatka, była w tajnym harcerstwie - w mieszkaniu na Dębnikach, gdzie do dziś mieszka Marta Szymańska, odbywały się zbiórki, przygotowywano paczki dla potrzebujących, zdarzyło się też, że gdy pojawili się Niemcy, mężczyźni-konspiratorzy musieli skakać z I piętra, a jeden z nich skrył się w ogrodzie w psiej budzie. Mama Marty była w harcerstwie do 1948 roku, kiedy to władze "poprosiły" ją o wypisanie się z organizacji. Wówczas, wraz z przyjaciółmi, założyła drużynę Kuźnia.

"Zwykła praca harcerska" - taką odpowiedź zawsze Marta słyszała od mamy, gdy pytała o tamte czasy. Rodzice nie chcieli mówić o wojennych latach, choć przecież niejednokrotnie dawali dowód odwagi, a ojciec lekarz, niosący pomoc więźniom na Podgórzu, był przesłuchiwany przez Niemców i tylko dzięki szefowi zakładu oczyszczania, gdzie oficjalnie pracował, wrócił do domu.

Sama Marta Szymańska jako kilkulatka trafiła do Białej Trzynastki przy Szkole Podstawowej nr 43 i zaczęła się interesować historią Krakowa, w tym harcerstwa. Dziś, po latach, gdy jest już na emeryturze i ma więcej wolnego czasu, może do tych pasji wrócić. - Kraków jest miejscem, gdzie się tak prosto uczy historii - mówi.

Szukanie prawdy o harcerstwie lat wojny
Jednak na przykład znalezienie informacji o okupacyjnym krakowskim harcerstwie nie jest rzeczą prostą. Druhowie tamtych lat już nie żyją, a i nie pozostawili zbyt wielu spisanych wspomnień.

Marta Szymańska, która działa w komisji historycznej przy Komendzie Chorągwi ZHP, uważa, że ma moralny obowiązek tę wiedzę rozszerzyć. Nawiasem mówiąc, jako jedyna osoba w komisji, nie miała stopnia harcerskiego, więc stąd ten kurs na przewodnika. - Przy pasiece, w namiotach - wspomina.

Na dobry początek mama Niusia zostawiła jakieś skromne materiały. A druhna Marta już od pewnego czasu spisywała wspomnienia uczestników i obserwatorów okupacyjnego harcerstwa, gdyż ma ambicję zebrania jak najszerszych informacji o krakowskich harcerkach działających w latach 1939-1945. Czuje, że jest to winna mamie.

Dla druhny Marty harcerstwo to oczywiście dużo więcej niż poszukiwanie i zapisywanie informacji o jego historii, choć bardzo sobie ceni fakt pomagania w przeszłości mamie w gromadzeniu i katalogowaniu zbiorów na wystawę o dziejach harcerstwa. To również patriotyczne wychowywanie młodzieży (w wyborach samorządowych Marta Szymańska startowała - bez powodzenia - z ramienia stowarzyszenia "Bóg. Honor. Ojczyzna", które to idee bliskie są harcerstwu, a nawet kiedyś napis taki zdobił harcerski pas), więc sama chętnie dzieli się z młodzieżą wiedzą historyczną. To także wpajanie wartości etycznych, choć ma wątpliwości, czy prawo harcerskie nie wymaga aby przewietrzenia - na przykład punkt: harcerz nie pije, nie pali i jest czysty w myślach, mowie i uczynkach. Syn druhny, Antek, aby być uczciwym wobec siebie, zrezygnował z przynależności do harcerstwa, choć lata w nim spędzone uważa za ważne dla siebie.

Pomimo nękających ją chorób Marta Szymańska ukończyła studia na AGH i podjęła pracę, jako technolog produkcji, w Artigraphie, gdzie współtworzyła "Solidarność", a po pacyfikacji kopalni "Wujek" wywiesiła flagę z krepą, co zakończyło się przesłuchaniem na Mogilskiej. Urlop na opiekę nad dzieckiem posłużył jako pretekst do pozbycia się z firmy niewygodnej osoby. Z wilczym biletem nigdzie nie mogła znaleźć pracy. Przyszło zostać akwizytorem broszek z modeliny - w firmie, gdzie dyrektor handlową była Jolanta Kwaśniewska. Dopiero po 1990 roku mogła podjąć pracę w swoim zawodzie, w Instytucie Techniki WSP, jako pracownik inżynieryjno-techniczny. Wciąż poszerzała kwalifikacje, kończąc kolejne studia podyplomowe z obszaru: pedagogiki, pozyskiwania funduszy unijnych, by w końcu sama w 2009 roku stać się na UP koordynatorem i wykładowcą studiów dotyczących odnawialnych środków energii.

Druhna Śmieszka i jej zuchy
Kłopoty dnia codziennego i te zdrowotne nieco ograniczały aktywność społeczną. Do harcerstwa wróciła w 1984 roku m.in. po to, by zaktywizować swojego wychowanka. Prowadziła w jego szkole drużynę. Ale w kwestii wizji harcerstwa niezmiernie ważne stało dla niej spotkanie z niewidzącą masażystką, która opowiadała o harcerstwie w ośrodku dla ociemniałych w Laskach, m.in. o metodach, które dawały dzieciom iluzję uczestniczenia w niezwykłych, wymagających odwagi przedsięwzięciach. Wtedy druhna Marta pomyślała, że chciałaby robić coś podobnego. Dołączyła do instruktorów prowadzących drużynę w krakowskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących. Dziś z innymi - podkreśla, że wspaniałymi i oddanymi tym dzieciom - instruktorami, prowadzi drużynę zuchów w oparciu również o metody z Lasek.

Można by na emeryturze wygodnie zasiąść na kanapie i poczytać dobrą książkę, ale Marta Szymańska żyć tak nie potrafi. Gdyby rzecz tłumaczyć humorystycznie, to dlatego, że jako bałaganiara nigdy nie wie, gdzie książkę "wsadziła". A tak na poważnie to rodzina, syn, są dla niej najważniejsi. Nie wyobraża sobie świąt bez spotkania w dużym rodzinnym kręgu i serdecznej rozmowy. Bliskim relacjom sprzyja fakt, że rodzinę łączy podobny ogląd świata i imponująca wiedza w swej profesji - zresztą w rodzinie jest kilku belwederskich profesorów, kilku architektów (rodzina mamy) i medyków (rodzina taty).

- Z domu wyniosłam atmosferę miłości oraz spokoju, więc na tę modłę kształtuję swoje życie - mówi Marta Szymańska, która znajduje w sobie wiele uczucia wobec syna, siostry i jej rodziny oraz wychowanka, który jest już dziadkiem. Starcza go też dla zuchów z krakowskiego ośrodka dla niewidomych. W szpitalu, gdzie kiedyś leczyła się Marta Szymańska, dzieciaki nazwały ją śmieszką. Choroby udało się wówczas pozbyć, na szczęście pogoda ducha i radosny śmiech pozostały. Mają więc zuchy z Tynieckiej druhnę Śmieszkę - miłośniczkę wycieczek górskich i przyrody.

- Pracując zawodowo, będąc pod presją obowiązków, człowiek wyobraża sobie, że na emeryturze to dopiero wypocznie. A potem... nadal się chce być z ludźmi, pomagać i być potrzebnym. I tak jest dobrze - mówi Marta Szymańska.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3