Drużyna na "102"

dw
   - Podczas ostatniego treningu starałem się przekonać zawodników, że Hutnik jest "do ugryzienia" i nie należy padać przed nim na kolana - mówił godzinę po zakończeniu spotkania trener Sandecji Janusz Pawlik. - Ustaliliśmy, że wysoko postawimy obronę, próbując wyprowadzać szybkie kontry. Mieliśmy przy tym agresywnie poczynać sobie w środku pola, nie pozwalając rywalom na rozwinięcie skrzydeł. I taktyka ta w pierwszej połowie zdała egzamin. Dwukrotnie przed szansą na zdobycie gola stawał Dawid Janczyk. Tym razem nie udało się pokonać bramkarza, ale nie mam do niego pretensji. Ten chłopak rozgrywa mecze dosłownie co trzy dni i ma prawo do dekoncentracji. Po zdobyciu gola - pięknego zresztą - oddaliśmy trochę pola przeciwnikom, ale nadal kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Nerwowo zrobiło się w końcówce. Trener krakowian wprowadził do gry Jarosza, piłkarza ze strzeleckim instynktem, którego świetnie znam jeszcze z juniorów i którego się obawiałem. Okazało się niestety, że słusznie. Właśnie on znalazł się tam, gdzie trzeba i doprowadził do wyrównania. Zamiast trzech mamy więc jeden punkt. Uczucie niedosytu na pewno pozostało, ale nie wybrzydzajmy. Każda drużyna remis przywieziony z Nowej Huty uznałaby za sukces. My też się cieszymy. Słyszysz te chóralne śpiewy zawodników? Świadczą chyba najlepiej o nastrojach, w jakich wracamy do Nowego Sącza. Krótko mówiąc, drużyna spisała się na przysłowiowe "102".

- Podczas ostatniego treningu starałem się przekonać zawodników, że Hutnik jest "do ugryzienia" i nie należy padać przed nim na kolana - mówił godzinę po zakończeniu spotkania trener Sandecji Janusz Pawlik. - Ustaliliśmy, że wysoko postawimy obronę, próbując wyprowadzać szybkie kontry. Mieliśmy przy tym agresywnie poczynać sobie w środku pola, nie pozwalając rywalom na rozwinięcie skrzydeł. I taktyka ta w pierwszej połowie zdała egzamin. Dwukrotnie przed szansą na zdobycie gola stawał Dawid Janczyk. Tym razem nie udało się pokonać bramkarza, ale nie mam do niego pretensji. Ten chłopak rozgrywa mecze dosłownie co trzy dni i ma prawo do dekoncentracji. Po zdobyciu gola - pięknego zresztą - oddaliśmy trochę pola przeciwnikom, ale nadal kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Nerwowo zrobiło się w końcówce. Trener krakowian wprowadził do gry Jarosza, piłkarza ze strzeleckim instynktem, którego świetnie znam jeszcze z juniorów i którego się obawiałem. Okazało się niestety, że słusznie. Właśnie on znalazł się tam, gdzie trzeba i doprowadził do wyrównania. Zamiast trzech mamy więc jeden punkt. Uczucie niedosytu na pewno pozostało, ale nie wybrzydzajmy. Każda drużyna remis przywieziony z Nowej Huty uznałaby za sukces. My też się cieszymy. Słyszysz te chóralne śpiewy zawodników? Świadczą chyba najlepiej o nastrojach, w jakich wracamy do Nowego Sącza. Krótko mówiąc, drużyna spisała się na przysłowiowe "102".

- Podczas ostatniego treningu starałem się przekonać zawodników, że Hutnik jest "do ugryzienia" i nie należy padać przed nim na kolana - mówił godzinę po zakończeniu spotkania trener Sandecji Janusz Pawlik. - Ustaliliśmy, że wysoko postawimy obronę, próbując wyprowadzać szybkie kontry. Mieliśmy przy tym agresywnie poczynać sobie w środku pola, nie pozwalając rywalom na rozwinięcie skrzydeł. I taktyka ta w pierwszej połowie zdała egzamin. Dwukrotnie przed szansą na zdobycie gola stawał Dawid Janczyk. Tym razem nie udało się pokonać bramkarza, ale nie mam do niego pretensji. Ten chłopak rozgrywa mecze dosłownie co trzy dni i ma prawo do dekoncentracji. Po zdobyciu gola - pięknego zresztą - oddaliśmy trochę pola przeciwnikom, ale nadal kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku. Nerwowo zrobiło się w końcówce. Trener krakowian wprowadził do gry Jarosza, piłkarza ze strzeleckim instynktem, którego świetnie znam jeszcze z juniorów i którego się obawiałem. Okazało się niestety, że słusznie. Właśnie on znalazł się tam, gdzie trzeba i doprowadził do wyrównania. Zamiast trzech mamy więc jeden punkt. Uczucie niedosytu na pewno pozostało, ale nie wybrzydzajmy. Każda drużyna remis przywieziony z Nowej Huty uznałaby za sukces. My też się cieszymy. Słyszysz te chóralne śpiewy zawodników? Świadczą chyba najlepiej o nastrojach, w jakich wracamy do Nowego Sącza. Krótko mówiąc, drużyna spisała się na przysłowiowe "102".

- Mimo pewnych zamieszek na trybunach chciałbym podziękować przybyłym z nami do Krakowa kibicom. Nie dali się sprowokować, dopingując nas do ostatniego gwizdka sędziego. Ten remis jest również ich zasługą. Wysłuchał: (dw)

Sandecja pod lupą

Piotr Jachowicz 5 - szkoda, że w końcówce przydarzyła mu się niepewna interwencja, bowiem przez cały mecz bronił bardzo skutecznie.
Paweł Szczepanik 6 - przy stracie bramki nie pokrył rywala, ale wcześniej grał na swym normalnym, tzn. dobrym poziomie.
Tomasz Rusin 6 - nie można do jego poczynań wnosić jakichkolwiek zastrzeżeń.
Paweł Czernecki 7 - świetny występ, nie tylko z racji strzelenia efektownego gola. Dobrze się ustawiał, dyrygował młodszymi kolegami, nienaganny w walce w powietrzu.
Jarosław Kandyfer 6 - nie błyszczał specjalnie, ale swoje zadanie spełnił.
Paweł Rysiewicz 5 - wypadł zupełnie nieźle, choć stać go na zdecydowanie więcej.
Tomasz Szczepański 7 - był, wraz z Adamem Ciastoniem królem środka pola. Wiedział, gdzie zagrać piłkę, potrafił zmienić tempo gry, imponował walecznością.
Adam Ciastoń 7 - opinia o występie Szczepańskiego w stu procentach odnosi się także do niego.
Dawid Florian 7 - za waleczność, rajdy skrzydłami, przebojowość - brawa przy otwartej kurtynie. Jego akcjom brakuje jeszcze tylko wykończenia.
Dawid Janczyk 5 - dwie zmarnowane w pierwszej połowie "setki". Kilkakrotnie zaprezentował próbkę swych umiejętności. Był jednak bardzo zmęczony ostatnimi częstymi występami, również w reprezentacji Polski juniorów.
Janusz Świerad 6 - z uwagi na obolałe kolano wszedł dopiero w drugiej połowie i nie zawiódł. Wygrał prawie wszystkie powietrzne pojedynki o piłkę.
Dawid Basta 7 - żywe srebro, nie do upilnowania. Wszędzie było go pełno, walczył za dwóch, nieustannie niepokoił defensorów Hutnika.
Michał Gryźlak bez noty - mimo anginy zaprezentował się z bardzo korzystnej strony. Przedzierał się skrzydłami, dużo biegał. Widać, że wraca do dawnej dyspozycji.
Michał Gurba bez noty - wniósł sporo ożywienia na boisko. Ogromna witalność, walka do upadłego.
Rafał Kudryk bez noty - pojawił się na ostatnie minuty, trudno więc wyrażać wiążącą opinię o jego występie. (dw)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie