Duch królowej Barbary

Redakcja
Któż nie słyszał o Barbarze Radziwiłłównie, o romantycznych dziejach namiętnego uczucia króla Zygmunta Augusta i małżeńskich perypetiach, głośnych nie tylko w Rzeczypospolitej, lecz także poza jej granicami.

Mariaż monarszy z piękną Radziwiłłówną zawarty został potajemnie w Wilnie latem roku 1547. Ostatni z Jagiellonów w tej mierze skorzystał m.in. z rady astrologa Stanisława Dowojny, który postręczył mu Barbarę, uważając, że tylko z nią będzie król szczęśliwy. Po przełamaniu magnackiej opozycji wobec uznania Barbary za żonę monarchy, wreszcie w roku 1550 została Radziwiłłówna ukoronowana w katedrze wawelskiej. Szczęście nie trwało jednak długo. Barbara zmarła w boleściach na raka 8 maja Roku Pańskiego 1551 na zamku krakowskim i jej ostatnim życzeniem był spoczynek w katedrze wileńskiej. Król wykonał jej ostatnią wolę i pogrzebał Barbarę obok swej pierwszej żony Elżbiety Habsburżanki, w podziemiach katedry wileńskiej.

Wkrótce narodziła się legenda o pięknej Barbarze, w panegirycznym świetle ukazująca zarówno postać królowej, jak i jej związki erotyczne z monarchą. Niewątpliwie do tego mitu walnie przyczynił się lekarz nadworny Zygmunt III Wazy, doktor Joachim Possel, rodem z Meklemburgii, absolwent wiedeńskiego uniwersytetu oraz uczelni w Padwie i Bolonii, gdzie uzyskał stopień doktora nauk medycznych. Znany był również jako matematyk, astronom i filozof. Był nadwornym medykiem i dziejopisem na dworze pierwszego władcy z dynastii Wazów. Zmarł w Gdańsku w roku 1624. Pozostawił po sobie w rękopisie dzieło zatytułowane - "Historia Poloniae. Compendium historiae Posselianae", przechowywane w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie. To właśnie w tym dziele Possel opisał pojawienie się na dworze Zygmunta Augusta mistrza Twardowskiego. Tenże w wawelskich komnatach przywołał przed monarsze oblicze ducha ukochanej żony, stosując przy tym - modną w XVI stuleciu - zasadę katopromancji, czyli wróżenia z lustra. Zresztą oddajmy głos Passelowi. Pod rokiem 1551 czytamy w jego dziele:

Barbara urodzona z rodziny Radziwiłłów, do której król tak wielką (jak wielu podaje) płonął miłością i najserdeczniej ją kochał, tak że po jej śmierci przedsięwziął ją ujrzeć, choćby życie było zmyślonym. Zwołał zewsząd do Krakowa biegłych w czarnoksięstwie, aby zasiedli zadali sobie trudu i by dłużej nie był karmiony próżną nadzieją, bardzo znaczne wyznaczył nagrody. Znaleziono człowieka o nazwisku Twardowski, który zapewniał, że niezawodnie ukaże królowi Barbarę przechodzącą. Król daje wiarę obietnicom i z największym upragnieniem wygląda naznaczonego dnia. Twardowski uprosił króla, by z krzesła, na którym siedzi, nie ruszał się, zachowując milczenie, gdyby inaczej postąpił, byłoby narażone na niebezpieczeństwo jego życie i dusza. Przy ukazaniu się mary było widać smutną, żałobną i jakby niesłychaną tragedię. Mało brakło, a króla nie można by zatrzymać i rzuciłby się na jej łono i zapragnąłby słodkich uścisków, gdyby Twardowski króla nie odciągnął i zatrzymał na krześle, aż mara zniknęła.

O ile takie zdarzenie miało w rzeczywistości miejsce na Wawelu, to mogło zaistnieć nie w roku 1551, lecz w roku 1553, kiedy to władca powrócił z Litwy do Krakowa. Na zamku krakowskim stanął pod koniec stycznia roku 1553. A już 29 lipca odbył się uroczysty wjazd do Krakowa trzeciej małżonki królewskiej Katarzyny Habsburżanki, poślubionej per procura w Wiedniu pod koniec czerwca.
Nieco więcej światła na to wydarzenie rzuca opowieść jezuity Stanisława Bielickiego z roku 1710, zawarta w dziełku zatytułowanym "Niedziele kaznodziejskie". Autor relacjonuje, jak to czart stara się we wszystkim naśladować Boga: (diabeł) z chimerycznej fantazji, że nie mógł prawdziwej fundować teologii, założył artem divinandi, stąd jego matactwa zowią się divinationes. Zeszpeciła się była i tym jego kunsztem przez niesławnego niegdyś Polska, który już był pod Rękawką niezbożną założył Akademię.

Nieco dalej uznany jezuita wspomina wywoływanie duchów przez Twardowskiego: Tak przez Twardowskiego Augustowi pierwszemu wszystkich antecesorów jego, królów, i żonę jego, nawet Barbarę Radziwiłłówną pokazał, do której, gdy król chciał skoczyć, ledwo życia nie postradał.

Z upływem wieków relacje Possela stała się głośna i weszła na karty literatury pięknej np. Józef Ignacy Kraszewski wsprowadził ją w powieści pt. "Mistrz Twardowski" (1874). Byli też i tacy, którzy opowieść Possela uznali na wytwór fantazji literackiej. Zwykły mit. Takie właśnie stanowisko zajął znakomity uczony Aleksander Brűckner, który na łamach "Encyklopedii Staropolskiej" (1939) pisał: Twardowski, postać równie niehistoryczna jak np. Sowizdrzała (...). Lekarz Zygmunta III Possel zapisał parę najpospolitszych bajek o przywołaniu widm, tym razem Barbary Augustowej...

Dziś wiemy - po badaniach Romana Bugaja - że Twardowski to po prostu Niemiec, Laurentius Dűr z Norymbergii, przez pewien czas (1565-1573) nadworny astrolog i wróżbita, którego miał na myśli Łukasz Górnicki, pisząc o "uczniu Twardowskiego", jako że w języku łacińskim durus, oznacza w języku polskim twardy. Twardowski to postać enigmatyczna, która z całym bagażem legend weszła na stałe do naszej kultury. Jego archetypem był osławiony doktor Faust. Najprawdopodobniej do wywołania iluzji ducha Barbary użył Twardowski przywiezionego z Wittenbergii zwierciadła magicznego utworzonego ze stopu srebra, cyny, bizmutu i antymonu. Wtedy lustro daje odcień lekko czerwonawy, a w swej płaszczyźnie musi posiadać misternie ukryty, dla oka niedostrzegalny sztych wewnętrzny, doskonale zeszlifowany, nawet przez dotyk niewyczuwalny. Dopiero, gdy promień światła padnie na niewidoczne dla oka rysy sztychu pod określonym kątem, powoduje to rzutowanie obrazu oparte na ogólnych zasadach optyki. Uzyskiwano tym sposobem nawet duże powiększenie. Zależało to jednak od mocy używanego światła zewnętrznego. Takie "czarodziejskie lustra" posiadało w XVI stuleciu wielu szarlatanów mieniących się czarnoksiężnikami. Mogło owo lustro mieć wspólne cechy z tajemniczymi lustrami, o których napomyka rozprawa wydana w Krakowie w roku 1595 u Jakuba Siebeneychera. Lustra takie służyły także do praktyk nekromanckich. Nawet akta Akademii Krakowskiej wspominają, że do wywołania wizji i do praktyk nekromantycznych używano czarodziejskich zwierciadeł, znanych w Polsce już w pierwszych latach XVI wieku. Owo rzekomo magiczne zwierciadło można zobaczyć kościele w Węgrowie, na Podlasiu. Posiadało iście czartowską moc, o której ludoznawca Kazimierz W. Wójcicki pisał: Zwierciadło zostało uszkodzone ręką miejscowego zakrystianina, który wiedząc, że była to własność czarownika Twardowskiego, spojrzawszy raz w takowe, a gdy ujrzał straszną postać, rzucił w zwierciadło kluczami kościelnymi i zostawił na nim ślad niezatarty swego przestrachu zabobonnego.
Niektórzy badacze kultury wyrażali też pogląd, że podczas seansu Twardowski wprowadził na salę odpowiednio ucharakteryzowaną niewiastę, Barbarę Giżankę, królewską miłośnicę, która odegrała ducha królowej Barbary. W takim przypadku Twardowski był jedynie w tej całej grze pionkiem. Autorami takiej mistyfikacji byli podkanclerzy koronny, późniejszy biskup krakowski Franciszek Krasiński (zm. 1577) oraz dwaj dworzanie, bracia Jerzy i Mikołaj Mniszchowie. To właśnie Mikołaj Mniszech miał spotkać kobietę łudząco podobną do Barbary Radziwiłłówny, a była nią warszawska mieszczka Barbara Giżanka, z patrycjuszowskiej rodziny Gizów. W bliskich kontaktach z Twardowskim pozostawał ksiądz Franciszek Krasiński, który postanowił wykorzystać to podobieństwo przy współudziale znanego ówcześnie maga Twardowskiego. To jemu przypadło wywołanie zjawy królewskiej, do czego najpewniej posłużył się Giżanką. Król Zygmunt August zawsze interesował się magią i czarnoksięskimi naukami, nie będąc w tej mierze wyjątkiem wśród współczesnych mu władców europejskich. Natrafiono zatem na poddatny grunt. Kolejne wywołanie ducha Barbary - tym razem - odbyło się na zamku warszawskim w roku 1569. Ponoć Giżanka zgodziła się na odegranie ducha królowej, co potwierdza relacja Jana Ghysaeus notuje ten fakt pod rokiem 1569, wiążąc całe wydarzenie z zamkiem warszawskim.

Król Zygmunt August zawsze interesował się naukami tajemnymi. Po śmierci pierwszej małżonki, Elżbiety Habsburżanki, udał się do Wilna w towarzystwie nadwornego lekarza i astrologa Stanisława Dowojny. To on na zamku wileńskim wprowadzał monarchę w arkana astrologii, magii i alchemii. Potem król zaprzyjaźnił sie z alchemikiem Baltazarem Smosarskim. A po śmierci Barbary otaczał się czarownicami, wiedźmami, tak dalece, że po śmierci monarchy wielu uważało, że nieznane są przyczyny jego zgonu, jak i okoliczności śmierci królewskiej. Współczesny tym wydarzeniom Światosław Orzelski pisał: ...król umarł od napojów i czarów, których wyraźne ślady są na jego ciele (...). sprawcami tej zbrodni są ci, którzy najniegodniejszym (...) w Polsce sposobem zaskarbili sobie łaskę króla, stręcząc mu niewiasty. Wśród nich była także Barbara Giżanka, którą Orzelski nazwał szlachetną nierządnicą. Powszechnie w Rzeczypospolitej uważano, że matka Barbary, wraz z córką używały czarów na opętanie króla, dając na grzybki halucynogenne. W takim to specyficznym klimacie dworu Zygmunta Augusta było także miejsce dla mistrza Twardowskiego.

Michał Rożek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie