Duży może więcej

Redakcja
Ewa PiŁat

Rośniemy. Synowie przerastają ojców, a ojcowie są wyżsi od dziadków. W ciągu ostatnich 150 lat przeciętny Europejczyk urósł o 20 cm. Statystyczny Polak mierzy dziś prawie 178 cm. Czy w przyszłości będziemy Goliatami?
   Niekoniecznie. Antropolodzy uważają, że powoli zbliżamy się do górnego pułapu możliwości, wyznaczanego przez genotyp człowieka. Nie będziemy rosnąć w nieskończoność. Również z historii ludzkości nie wynika, abyśmy ze stulecia na stulecie systematycznie zwiększali wysokość ciała. Bywało różnie. Richard Steckel, profesor z Ohio State University, przebadał kilka tysięcy szkieletów pochodzących z miejsc pochówków w północnej Europie i na tej podstawie stwierdził, że o ile we wczesnym średniowieczu Europejczycy mierzyli średnio 173,4 cm, to w wiekach XVII i XVIII zmaleli do 167 cm. Nasz wzrost nie jest bowiem uzależniony wyłącznie od genów. Antropolodzy (np. badania Byarda z 1993 r.) są zdania, że determinują one wysokość ciała w około 70 proc. Równie ważne są czynniki środowiskowe (sposób odżywiania, higiena, zachorowalność), a we wczesnym średniowieczu środowisko wyjątkowo sprzyjało ludziom. Średnie temperatury w latach 900-1300 były o 2-3 stopnie wyższe niż w późniejszych wiekach. To pozwoliło na wydłużenie sezonu wegetacyjnego na północy Europy o 3-4 tygodnie, a tym samym zwiększenie ilości pożywienia. Ludzie żyli w grupach w dużej izolacji od siebie, co powodowało, że nie szerzyły się między nimi choroby zakaźne.
   - Wyniki uzyskane przez profesora Steckela potwierdzają się również na terenie Polski. Dokumenty rejestrujące wzrost poborowych na Pomorzu i Kujawach w 1860 r. wykazują, że mieli oni średnio 165 cm wysokości. W kolejnych latach nasi rodacy przyrastali bardzo słabo. Publikacja z 1933 r. ("Lekarz wojskowy" - autorstwa Jana Mydlarskiego), dotycząca poborowych z Galicji urodzonych w 1906 r., pozwala określić średni wzrost Polaków na 166,1 cm. Mężczyźni narodowości żydowskiej i ukraińskiej byli jeszcze niżsi - mówi dr Sławomir Kozieł z Zakładu Antropologii PAN we Wrocławiu, placówki naukowej prowadzącej systematyczne badania antropometryczne Polaków.

Ponad depresję

   Dopiero od czasu rewolucji przemysłowej Europejczykom zaczęło wyraźnie przybywać centymetrów. Dziś najwyższymi ludźmi na świecie są Holendrzy, mający średnio 184 cm wzrostu (ale młodzież z Niderlandów przeciętnie osiąga już 190 cm). Tylko o 1 centymetr niżsi są Skandynawowie. Dla pełni obrazu statystycznego odnotujmy, że mikrusami Europy są Portugalczycy, którzy mierzą średnio o 10,5 cm mniej niż mężczyźni zamieszkali w Holandii. Zaskakujące, że jeszcze 150 lat temu to właśnie Holendrzy zamykali europejski ranking narodów ułożony według przeciętnego wzrostu. W 1880 r. mężczyzna w Niderlandach osiągał tylko 165,2 cm.
   Przez niemal dwa ostatnie wieki najwyżsi na świecie byli Amerykanie. Już w 1750 r. aż o 7 cm przerastali ówczesnych Anglików. 100 lat temu mierzyli przeciętnie 177 cm. Amerykańska dominacja w dziedzinie wzrostu trwała do II wojny światowej. Od tego czasu Amerykanie jednak się kurczą. Nie jedyni na świecie. Maleją też Japończycy (którzy wraz z innymi przedstawicielami krajów Dalekiego Wschodu, mierząc przeciętnie niespełna 170 cm, należą do najniższych na świecie). Z badań antropologów wynika, że obu tym nacjom skracają się nogi! Dlaczego tak się dzieje?
   To przede wszystkim wpływ środowiska. Amerykanie zaczęli maleć w związku z problemami zdrowotnymi, wynikającymi z fatalnej diety i stresu dotykającego ludzi stłoczonych w dużych miastach. Obecnie co trzeci mały Amerykanin cierpi na otyłość, a ta bez wątpienia upośledza wzrost (zaburzona zostaje gospodarka hormonalna, dzieci wcześniej dojrzewają, więc i proces wzrostu kończy się wcześniej). - Nie bez znaczenia jest też ogromna fala migracji do USA. Nie dość, że inne nacje - Latynosi czy przybysze z Dalekiego Wschodu - są przeciętnie niżsi niż Amerykanie, to na wyjazd za chlebem decydują się ludzie, którym w kraju pochodzenia powodzi się źle. Nie wyjeżdżają ci najlepiej, ale najsłabiej wykształceni (lepiej wykształceni są wyżsi od niewykształconych - o czym niżej - przyp. red.). Geny imigrantów mieszają się z tubylcami, w wyniku czego obniża się przeciętny wzrost całej populacji - tłumaczy dr Sławomir Kozieł.
   Natomiast Holendrzy swoje imponujące rozmiary zawdzięczają nie konieczności wystawania ponad depresję, jak żartują niektórzy, ale bardzo zdrowej, bogatej w białko diecie dzieci, pozazdroszczenia godnej trosce państwa o najmłodszych obywateli, znakomitej opiece medycznej oraz ogólnemu dobrobytowi. To samo dotyczy państw skandynawskich.

Mali z braku miłości

   Dlaczego tak ważna jest opieka nad dziećmi? Otóż różnice między wzrostem, który potencjalnie mógłby osiągnąć, a który w rzeczywistości osiągnie konkretny człowiek, mogą być efektem niekorzystnych okoliczności w najwcześniejszym okresie jego życia. Na ostateczny wzrost ma bowiem wpływ masa urodzeniowa dziecka, sposób jego odżywiania, zwłaszcza w dwóch pierwszych latach życia, higiena, choroby infekcyjne. - Chociaż te niekorzystne wpływy neutralizują tzw. procesy kompensacyjne w późniejszym okresie życia, to nie udaje się w całości wyeliminować ich negatywnego oddziaływania na wzrost - stwierdza antropolog z Zakładu PAN we Wrocławiu.
   W tym miejscu warto też przytoczyć inne teorie dotyczące wzrostu dzieci. Profesor Roderick Floud z Londynu uważa np. (wypowiedź w art. "A tall story for our time" - "Time" 1996 r.), że proces ten może zahamować brak miłości rodziców. Znany jest przypadek małej Marii Colwell, która - obrażana i dręczona psychicznie przez dorosłych - przestała rosnąć i straciła na wadze. Dopiero w szpitalu, po odizolowaniu od rodziców, zaczęła się normalnie rozwijać. Po powrocie do domu zjawisko zahamowania wzrostu znów się powtórzyło. Ostatecznie dziewczynka zmarła, mając 7 lat i ważąc zaledwie 16 kg, a po jej śmierci w 1973 r. rozpoczęto w Wielkiej Brytanii reformy prawa, mające na celu ochronę dzieci. Od tego czasu każdy brytyjski pediatra, gdy ma do czynienia z przemocą psychiczną wobec dziecka, najpierw mierzy jego wzrost.
   To samo zjawisko obserwują przybrani rodzice maluchów zabranych z domu dziecka. Dzieciom zaaklimatyzowanym w nowej rodzinie szybko trzeba kupować większe ubranka, ponieważ zaczynają gwałtownie rosnąć.
   Niebagatelny wpływ na liczbę centymetrów ma sytuacja materialna. Współczesny eksperyment, w którym brało udział 10 000 małych Anglików i Szkotów w wieku 5 - 11 lat, wykazał, że chłopcy z rodzin, w których ojcowie mieli pracę, byli średnio o 4 cm wyżsi od rówieśników z grupy rodzin bezrobotnych. Wzrost wiąże się bowiem bezpośrednio z zamożnością rodziny, z dietą, komfortem życia, chorobami i stresem. Najlepsze warunki mogą zapewnić swoim dzieciom rodzice najlepiej zarabiający, najlepiej wykształceni, toteż właśnie dzieci z rodzin, którym się dobrze wiedzie, w dorosłości osiągają optimum swoich możliwości, jeśli idzie o wysokość ciała.

Niewrażliwe kobiety

   W większości badań naukowych dotyczących wzrostu populacji materiał badawczy stanowią chłopcy lub młodzi mężczyźni. - Oni szybciej reagują na zmiany środowiska. Efekty przeniesienia się rodziny ze wsi do miasta, zmiany diety i trybu życia widać już we wzroście synów, a więc w drugim pokoleniu. Kobiety są bardzo stabilne genetycznie, mało wrażliwe na oddziaływanie podobnych czynników - tłumaczy dr Sławomir Kozieł.
   Bardzo dobrym materiałem badawczym okazują się więc poborowi. Młodzi mężczyźni w wieku 19 lat mają już ustabilizowany wzrost. To na podstawie ostatniego badania poborowych z 2001 r. (mężczyźni urodzeni w 1982 r.) wiemy, że przeciętny Polak mierzy obecnie 177,4 cm. W 1965 r. miał tylko 170,5 cm. Potem rósł, ale w coraz wolniejszym tempie. W 1976 r. wzrost przeciętnego Polaka wynosił 173,2 cm, w 1986 r. - 175,3, a w 1995 176,9 cm.
   Nie ma, niestety, ogólnopolskich badań dotyczących wzrostu kobiet, ale wyniki uzyskane w lokalnych analizach nie powinny odbiegać od średniej krajowej. Pod koniec lat 90. specjaliści z Zakładu Antropologii PAN przeprowadzili badania antropometryczne zawodowo czynnych wrocławianek. Uśredniony wzrost kobiet w wieku 20 - 60 lat wyniósł 160,2 cm. Znacznie ciekawsze jest jednak porównanie przeciętnego wzrostu pań według ich wieku. O ile najstarsze badane kobiety (50 - 60 lat) miały przeciętnie 158,4 cm, to grupa o 10 lat młodsza - 159,8 cm, 30-40-latki mierzyły 161,3 cm, a 20-30-latki 163,9 cm.
W 2000 r. zmierzono 18-latki w Kielcach i w Krakowie, uzyskując identyczny średni wynik - 164,2 cm.
   Tak jak najwyżsi w Polsce są warszawiacy (178,4 cm), tak i warszawianki przerosły resztę kraju. Jak wynika z systematycznych badań dzieci przeprowadzanych co 10 lat przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie, 18-letnie mieszkanki stolicy urosły w stosunku do swoich rówieśniczek sprzed 20 lat o 2,3 cm - do 165,5 cm.
   Okazuje się, że miejskie dzieci są wyższe od rówieśników ze wsi. Tę prawidłowość potwierdzają badania na całym świecie. Wysokość ciała przesuwa się w górę również wraz ze wzrostem wykształcenia rodziców. - Na podstawie analiz wzrostu poborowych w Polsce możemy stwierdzić, że zdecydowanie najwyżsi są synowie specjalistów o wyższym wykształceniu, natomiast synowie rolników plasują się na ostatnim miejscu wśród wszystkich grup zawodowych - mówi dr Sławomir Kozieł. Ten fakt potwierdza tezę, że dzieci, o które rodzice dbają i inwestują w nie, są wyższe. Z tego samego powodu osiągają też lepsze wykształcenie. To dlatego wzrost i wykształcenie tak często idą w parze.
   Znany jest brytyjski eksperyment, w którym zmierzono 7-letnie dziewczynki, a potem powtórzono badanie, gdy osiągnęły 33. rok życia. W pierwszym badaniu pogrupowano dzieci ze względu na klasę społeczną rodziców, w drugim ze względu na klasę osiągniętą przez dorosłe już kobiety, biorąc pod uwagę wykształcenie i pozycję zawodową, jaką same zdobyły. Okazało się, że zróżnicowanie wzrostu w grupie najlepiej wykształconych znacznie się zmniejszyło, jeśli się go zestawiło z wynikiem uwzględniającym tylko klasę pochodzenia. Te kobiety, które się wybiły i osiągnęły wyższą pozycję społeczną niż rodzice, najczęściej były wyższe niż ich niewykształcone koleżanki.
   Czy można jednak powiedzieć, że geny wysokorosłości wpływają korzystnie na inteligencję? - To dość ryzykowna teza, którą próbowali udowodnić Finowie, badając 20 tys. par bliźniąt jednojajowych. Wyniki potwierdziły tylko, że wysokość ciała jest bardzo silnie uwarunkowana genetycznie, ale ma znacznie mniejszy związek z inteligencją. Mimo to udaje się wykazać, że ludzie wykształceni są wyżsi niż niewykształceni - stwierdza dr Kozieł.

Wysokim łatwiej

   - Ludziom wysokim łatwiej jest zrobić karierę, ponieważ wysocy postrzegani są jako atrakcyjni, a dobry wygląd ułatwia sukces zawodowy - uważa prof. dr hab. Maria Flis, kierowniczka Katedry Antropologii Społecznej UJ.
   Dotyczy to również polityków. W Stanach Zjednoczonych wybory prezydenckie z reguły wygrywa wyższy z kandydatów. Nic dziwnego, że podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej sztab George'a Busha starał się, by w bezpośrednich debatach urzędujący prezydent USA stał możliwie daleko od wyższego od niego kontrkandydata, senatora Johna Kerry'ego. Zabieg, mający na celu zamaskowanie różnic we wzroście obu pretendentów, powiódł się.
   - Generalnie lepiej być wysokim i mądrym niż tylko mądrym. W życiu osobistym słuszny wzrost przydaje się jednak głównie mężczyznom - mówi prof. Maria Flis.
   O postrzeganiu wysokich mężczyzn jako atrakcyjnych świadczy też liczebność potomstwa.
   - Osiągają oni zdecydowanie większy sukces reprodukcyjny. Badaliśmy np. środowisko oficerów. Ci, którzy mieli przynajmniej jedno dziecko, byli wyżsi od bezdzietnych. Zastanawialiśmy się, czy na kobiety może działać sama wysokość ciała, niezależnie np. od statusu społecznego? Okazało się, że tak. Wysocy mieli w swoim życiu więcej partnerek, a tym samym więcej dzieci. Analizowaliśmy również odpowiedzi na oferty matrymonialne zamieszczane we wrocławskich gazetach. Najsilniej na odzew pań wpływał wysoki wzrost mężczyzn, niewątpliwie utożsamiany z atrakcyjnością fizyczną - dzieli się wynikami badań dr Sławomir Kozieł.
   W sukurs ponadprzeciętnym przychodzi też zdrowie. Dziś wysoki wzrost jest zewnętrznym sygnałem wysokiego poziomu życia, dobrego zdrowia i sprawnego ciała. Zdrowi zaś żyją dłużej. Badania amerykańskie i norweskie wskazują, że wskaźnik umieralności maleje wraz ze wzrostem wysokości ciała. Norweżka o wzroście 145 - 149 cm żyje przeciętnie 40 - 44 lata, a jeśli osiągnie 165 - 169 cm przeżywa dwa razy dłużej. Podobnie mężczyźni. Ci, którzy mierzą tylko 155 - 159 cm, dożywają średnio 55 - 59 lat, podczas gdy ich wysocy współziomkowie świętują 70. i kolejne urodziny.
   Inteligentni, wykształceni, zdrowi, łatwo osiągający sukces zawodowy, a do tego podobający się płci przeciwnej. A wszystko z powodu wzrostu. Życie jest niesprawiedliwe.

Gwoli sprawiedliwości

   Znajomy koszykarz, kiedy usłyszał te rewelacje, z powątpiewaniem pokręcił głową: - Ja nie odczuwam zalet mojego słusznego wzrostu. Zwłaszcza w sklepie. Jedyną częścią garderoby, którą mogę sobie bez problemu kupić, jest... krawat.
   Rzeczywiście. W sklepach z odzieżą mężczyźni mogą się ubierać pod warunkiem, że nie przekroczą 194 cm, a kobiety 176, przy czym produkcja w największych rozmiarach jest w porównaniu z ofertą dla przeciętnych uboga w fasony i kolory. Niewielki wybór konfekcji dla najwyższych Polaków sprawia, że to, co wisi w sklepie, trudno im dopasować do własnego obwodu pasa i klatki piersiowej.
   Zauważmy, że ekstremalnie wysokich nie dotyczą również optymistyczne dane dotyczące dobrego zdrowia. W badaniach norweskich granicą niskiej umieralności jest 193 cm (w amerykańskich 188 cm). Mężczyźni, którzy ją przekraczają, mają poważne problemy z krążeniem oraz z kręgosłupem. Wprawdzie mogą bez drabiny malować sufity, ale przedmioty codziennego użytku są dla nich trochę za małe, w środkach komunikacji zbiorowej jest im za ciasno, a wyjazd autokarem za granicę grozi chorobą zakrzepową żył.
   Chociaż instytucje odpowiedzialne za to, aby na rynek trafiały przedmioty dostosowane do naszych potrzeb, śledzą wzrost Polaków, to nie tak łatwo zmienić rozmiary mebli, foteli w autobusach czy wreszcie odzieży. - Systematycznie publikujemy dane dotyczące wymiarów Polaków, a w 2000 r. wydaliśmy atlas antropometryczny, z którego korzystają projektanci m.in. mebli. Ostatnio zostały też poprawione tablice krawieckie. Jednak projektanci najczęściej przygotowują wzory uniwersalne, przeznaczone dla 90 proc. populacji - mówi dr Krystyna Łapaczewska z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego.
   - Przedmioty codziennego użytku nie są ściśle dopasowane do wymiarów człowieka. Bierze się pod uwagę pewien zakres zmienności, żeby przy tej samej kuchence mógł gotować i wysoki, i niski kucharz, aby w tym samym fotelu mogła siedzieć szczupła kobieta i jej gruby mąż. Kłopoty mają tylko skrajnie odbiegający od średniej ludzie, ale tego nie da się wyeliminować ze względów praktycznych. Ponadto wymiary ludzi zmieniają się w sposób istotny dla naukowca, ale dla projektowania np. wysokości mieszkań nie ma to aż takiego znaczenia. Raczej względy polityczno-ekonomiczne spowodowały, że przed wojną mieszkania miały 3,5 m wysokości, a za Gierka 2,4 m, podczas gdy średnia wysokość ciała ich mieszkańców zwiększała się, a nie odwrotnie - dodaje dr Iwona Palczewska.
   W jednej z największych fabryk mebli w Polsce poinformowano nas, że ze względu na wyższy wzrost użytkowników projektanci wprowadzili np. dwa rodzaje cokołów, a także nóżki o regulowanej wysokości w niektórych typach mebli kuchennych. Blat roboczy nie musi już znajdować się na standardowej wysokości 85 cm. Coraz częściej wędruje na 90 cm nad podłogą. Specjaliści z Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w trosce o zdrowie młodzieży wystąpili natomiast z postulatem, aby do szkół średnich wprowadzić wyższy rozmiar - siódmy - krzeseł i stolików. Byłby on przewidziany dla szczególnie wysokich licealistów. Siedzisko krzesła znalazłoby się na wysokości 50 cm nad podłogą (najwyższy dotąd standard szósty przewiduje 46 cm), a blat stolika na wysokości 82 cm (obecnie - 76 cm).
   Wymagania klientów sprawią, że z czasem zacznie też przybywać odzieży dla wysokich klientów. Dziś najwięcej szyje się dla przeciętnego odbiorcy: dla panów w rozmiarze 176 - 182 cm, a dla pań 158 - 164 cm i 164 - 170.
   Duzi mogą więcej. Przeciętnym żyje się najwygodniej. Ale i tak przecież wszyscy wiedzą, że to małe jest piękne...
EWA PIŁAT
   
   W tekście wykorzystano niektóre dane statystyczne oraz przykłady badań naukowych opublikowane w art. "A tall story for our time" - "Time", październik 1996 r.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kielczanin40

Urodzilem sie w klasie sredniej polskiego spoleczenstwa....Ojciec dobrze zarabial w porownaniu do sasiadów. Fizycznie, zdrowej zywnosci mialem pod dostatkiem, jednak psychicznie i emocjonalnie czulem sie w rodzinie jak 5 kolo u wozu, a nawet gorzej-przemoc psychiczna matki...Moi bracia sa wysocy-maja ponad 180 cm ja ponizej 1,70.Dodatkowo wyzszy z braci zawsze byl pupilkiem mamy, ja zawsze bylem uznawany przez nia za tego najgorszego. Pogodzilem sie juz z tym, prawie wogole jej nie odwiedzam.Chce tylko znac przyczyne jej ozieblosci,przemocy,krytykanctwa,ale zapewne nie poznam gdyz wg niej "kazda matka kocha swoje dzieci jednakowo"...

Dodaj ogłoszenie