18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Dwustutysięczna armia opanuje Kraków

Redakcja
Fot. Theta
Fot. Theta
Czas studiów to dla wielu młodych ludzi pierwsza poważna szkoła samodzielnego i odpowiedzialnego życia. Tu już nikt nie zagoni do codziennej nauki, nie będzie czekał z gotowym obiadem, nie zrobi prania, nie przypomni o terminie płacenia rachunków. O siebie i swoje interesy student musi zadbać sam, sam też ponosi konsekwencje właściwie wszystkich swoich decyzji.

Fot. Theta

Pomysłowość studentów nie zna granic

W nadchodzącym roku akademickim studia na siedmiu największych krakowskich uczelniach rozpocznie niemal 28 tysięcy nowych żaków. Tradycyjnie najwięcej będzie ich na Uniwersytecie Jagiellońskim (8,1 tys.) oraz na Akademii Górniczo-Hutniczej (niemal 7 tys.). Grubo ponad połowa z nich nie pochodzi z Krakowa ani okolic, więc wraz z początkiem października czeka ich przeprowadzka do wielkiego miasta – a to z kolei wiąże się ze znalezieniem odpowiedniego lokum.

Miejsc w akademikach jest stanowczo zbyt mało, aby pomieścić niemal dwustutysięczną armię studentów. Według wyliczeń sprzed dwóch lat domy studenckie mogą przyjąć jedynie dziesiątą część całej liczby żaków (ok. 21 tys.). Miejsca muszą być podzielone równomiernie między poszczególne roczniki, poza tym część pokoi zostawia się wolnych dla studentów z zagranicy biorących udział w programie Erasmus. Ci, którym przydział do akademika nie przysługuje (punktowane są m.in. dochody rodziny, odległość od Krakowa, działalność w organizacjach studenckich) są zmuszeni do poszukiwania prywatnej kwatery. To raj dla właścicieli mieszkań, którzy nierzadko niemiłosiernie windują ceny.

Przeciętny student za miejsce w pokoju dwu- lub trzyosobowym musi wydać miesięcznie 400-500 zł (ze wszystkimi opłatami). Za pokój jednoosobowy stawki są już wyższe - średnio 600-700 zł, zależnie od standardu i lokalizacji, choć znaleźć można i dużo wyższe kwoty. Zdarzają się też oczywiście cenowe „perełki”, ale ciężko na nie natrafić, a jeszcze trudniej pokonać tłum chętnych. – Znalazłam w internecie ogłoszenie o miejscu w ładnym i umeblowanym mieszkaniu przy ul. Bieżanowskiej. Kosztowało 300 zł już z mediami, więc mimo dużej odległości od uczelni nie zastanawiałam się ani chwili! __Niestety, przegrałam w castingu, choć dziewczyna, z którą miałam mieszkać w pokoju, nawet ze mną nie porozmawiała – opowiada Kasia, studentka I roku socjologii na Uniwersytecie Pedagogicznym.

Częstą praktyką jest skrzykiwanie się paru osób studiujących w tym samym mieście i wspólne poszukiwanie mieszkania. _– Znamy nawzajem swoje przyzwyczajenia i akceptujemy je. __Wiemy, która z nas jest bałaganiarą, a która świetnie gotuje. Poza tym mamy pewność, że nie trzeba bać się o cenne przedmioty czy pieniądze _– mówi studentka Sylwia, która od dwóch lat wynajmuje mieszkanie z czterema przyjaciółkami. Dodaje, że dobrze jest poznawać nowych ludzi, ale jednak mieszkanie nie powinno być poligonem doświadczalnym – mamy się w nim czuć jak we własnym domu i nie stresować się, czy przypadkiem komuś nie zawadzamy.

Jeśli ktoś nie ma bliskich znajomych w Krakowie, jest skazany na zamieszkanie na stancji razem z właścicielem (co zwykle oznacza permanentną inwigilację poczynań młodego człowieka) albo z zupełnie przypadkowymi osobami. W ten sposób, niekiedy rodzą się przyjaźnie na długie lata, częściej jednak przeżycie roku akademickiego staje się przykrym obowiązkiem, a nawet męczarnią. – Standardem było podbieranie herbaty, cukru, szamponu do włosów… __Ale absolutny „hit” to dźwięk tłuczonego lustra łazienkowego, który obudził mnie kiedyś o trzeciej nad ranem. Okazało się, że koledze zaproszonemu przez moje współlokatorki z niewiadomego powodu „puściły nerwy”, więc walnął w nie pięścią. To było chyba w marcu, ale już do końca czerwca wisiał na ścianie tylko skrawek lustra – opowiada Anita, która w feralnym mieszkaniu spędziła dziesięć miesięcy.

Jednym z największych problemów żaków jest standardowo brak pieniędzy. Pokutujący wciąż stereotyp „biednego studenta” nie jest żadnym mitem, ale faktem, od którego wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Nie od dziś wiadomo, że utrzymanie się w dużym mieście generuje dużo większe koszty niż życie w małych miejscowościach, z których najczęściej przybywają młodzi adepci wiedzy wszelakiej. Nie jest też nowością, że uwolnienie się spod ciągłej rodzicielskiej kontroli sprzyja nadmiernemu folgowaniu swoim zachciankom. Bilet (albo dwa) do kina, wypad na imprezę do klubu, później kebab na Szewskiej – to wszystko kosztuje, a studiować to znaczy przecież również bawić się. Stąd tak częste studenckie „niedojadanie”, czasem doprowadzone do naprawdę skrajnych przypadków. – Kiedyś przez trzy dni żyłem tylko o jednym obwarzanku. __Akurat tak się złożyło, że wydałem wszystkie pieniądze na imprezy, więc nie było innej rady – przyznaje Bartek, student matematyki na III roku Politechniki Krakowskiej.

Żacy podkreślają, że warto jest podtrzymywać kontakty z przyjaciółmi z dzieciństwa, którzy również studiują w Krakowie i dysponują własnym autem. Taki ktoś w razie nagłej potrzeby pewnie zgodzi się na bycie kurierem. Wtedy wystarczy tylko posłać do domu SMS-a: „Mamo, podałabyś przez Jacka trochę pierogów i z 50 zł”. Argument „żywnościowy” zwykle do rodzicielki trafia, więc po weekendzie student może zapełnić lodówkę pojemnikiem ruskich, dwoma słoikami bigosu i paroma schabowymi, a do portfela włożyć dodatkową stówę - trochę dołożyła kochająca babcia („Najważniejsze, że się uczysz, wnusiu, a pieniążki ci się przydadzą na książki czy ołówki”).

Coraz liczniejsza grupa studentów nie chce jednak liczyć na pomoc rodziców czy dziadków. Biorą sprawy w swoje ręce i sami zaczynają zarabiać pierwsze pieniądze. Większość ogranicza się do dorywczych zajęć przeznaczonych typowo dla uczących się: roznoszenia ulotek, rozwożenia pizzy, telemarketingu czy pracy w charakterze kelnerki albo barmana. – Parę razy pracowałam na promocjach jako hostessa lub zapraszałam ludzi do konkretnej knajpy. Chciałam po prostu poczuć finansową samodzielność i radość wydawania zarobionych przez siebie pieniędzy – tłumaczy Katarzyna, studentka III roku filologii polskiej na Uniwersytecie Pedagogicznym.

Niektórzy młodzi są na tyle odważni i przedsiębiorczy, że decydują się na otwarcie własnej działalności. – Z założeniem firmy nosiłem się właściwie od początku studiów. __W pewnym momencie stwierdziłem, że moje zainteresowania jednocześnie mogą przynieść całkiem niezły dochód, bo internet staje się coraz bardziej popularną działką – mówi Marcin, student V roku na Akademii Górniczo-Hutniczej, który zaczynał jako programista, a teraz z dwojgiem przyjaciół prowadzi telewizję internetową poświęconą nowym technologiom.

Pomysłowość studentów nie zna zresztą granic: często najmują się jako pluszowe maskotki do promocji np. operatorów sieci komórkowych, produkują własną wodę mineralną czy 40-procentową cytrynówkę – specjał niejednego krakowskiego akademika, sprzedawany w… pięciolitrowych, plastikowych baniakach.

Jadwiga Nowak

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie