Dyplom z optymizmu

Redakcja
Za pomocą metody, zwanej Pensylwańskim Programem Zapobiegania Depresji, można uczyć optymizmu nawet małe dzieci. W tym roku program ten ma być wprowadzony w ramach zajęć profilaktycznych w niektórych krakowskich szkołach.

Grażyna Starzak

Grażyna Starzak

Za pomocą metody, zwanej Pensylwańskim Programem Zapobiegania Depresji,

można uczyć optymizmu nawet małe dzieci. W tym roku program ten ma być

wprowadzony w ramach zajęć profilaktycznych w niektórych krakowskich szkołach.

   Brak wiary w siebie, pesymistyczna wizja przyszłości, zaniżone poczucie własnej wartości. Takie postawy i zachowania obserwujemy u coraz większej grupy młodzieży. Dlatego w krakowskich szkołach rozpoczęto właśnie realizację specjalnego, antydepresyjnego programu edukacyjnego pod nazwą "Akademia optymizmu". Aby przyniósł pożądane skutki, trzeba jednak najpierw wyedukować rodziców. Psychologowie twierdzą, że to o wiele trudniejsze zadanie niż praca z ich potomstwem.
   Dwunastoletni Jarek jest chłopcem ponad wiek rozwiniętym. W wolnym czasie najchętniej buduje modele samochodów i rakiet. Uwielbia książki o samochodach. Zazwyczaj zgodny i łagodny, od pewnego czasu stał się drażliwy i opryskliwy. Rodzice wyjaśnili sobie, że wszedł w trudny okres. Postanowili przeczekać, aż bunt minie. Ale gdy ze szkoły nadeszły sygnały, że zaczął się zadawać z Mirkiem, zakałą tej placówki, i że razem wszczynają bójki i niszczą wyposażenie, rodzice, po konsultacji z wychowawcą klasy, postanowili zaostrzyć domową dyscyplinę. Nic to, niestety, nie dało. Jarek został zawieszony w prawach ucznia.
   Dopiero szkolny psycholog nawiązał z nim kontakt. Okazało się, że chłopak od dłuższego czasu jest przygnębiony bez wyraźnego powodu. Frustrację, wynikającą ze złego samopoczucia, rozładowywał biorąc udział w bójkach. Dzięki specjalnej terapii zaczął odzyskiwać konstruktywny stosunek do świata i lepszy nastrój. Wcześniej jednak specjalnemu treningowi zostali poddani jego rodzice.
   U co drugiego nastolatka można zaobserwować pesymistyczne nastawienie do świata; co trzeci

nie widzi sensu życia,

nie odczuwa potrzeby kontynuowania dalszej nauki. To symptomy depresji. Może się ona również przejawiać zachowaniami, określanymi przez dorosłych mianem buntowniczych. A także agresją.
   Specjaliści ostrzegają, że jedną z głównych przyczyn nasilania się tych objawów u dzieci i młodzieży są złe relacje z najbliższymi. - Kontakt rodziców z dziećmi jest we współczesnym świecie zbyt powierzchowny - uważa dr Barbara Arska-Karyłowska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. - Nie mają czasu dla swoich pociech, nie potrafią ich zrozumieć, to wywołuje frustrację. Mali ludzie pozostający ze swoimi problemami, których często nie umieją samodzielnie rozwiązać, popadają w depresję - dowodzi dr Arska-Karyłowska.
   Rodzice popełniają często jeszcze jeden kardynalny błąd. Rozmawiają przy dzieciach o swoich, często bardzo przykrych sprawach, nie zdając sobie sprawy, jakie mogą być tego skutki. _- Dzieci, zwłaszcza małe, należy chronić przed ciemnymi sprawami świata dorosłych, odkrywać je przed nimi stopniowo i nie przerzucać na nie odpowiedzialności. Życie pod kloszem i tak im nie grozi, bo wiedza o wojnach, zamachach, podłościach dopada je przez telewizję. Jeśli jednak zadbamy o mocną więź z dzieckiem i jego zdrowy rozwój emocjonalny, to łatwiej poradzi sobie z trudnymi informacjami i problemami - _uważa dr Arska-Karyłowska.
   Do zachowań depresyjnych może też doprowadzić wychowanie, nakierowane wyłącznie na sukces. Niektórzy rodzice programują czas swoich pociech, nie licząc się z ich zdaniem, ich inicjatywą i propozycjami. Dzieci są obciążone dodatkowymi zajęciami

ponad miarę.

   A gdy do tego dojdzie panująca w wielu szkołach obsesja na punkcie osiągania przez uczniów jak najlepszych wyników, dziecko, które nie może temu sprostać, traci grunt pod nogami, wiarę w siebie, co może się skończyć tragedią.
   Marcin, gimnazjalista, przez ostatni rok miewał takie oto zmartwienie: coraz częściej nachodził go smutek. Ukrywał go przed rodzicami, bo wiedział, że nie ma żadnych powodów do troski. Skończył społeczną podstawówkę, do której co rano zawoził go tata w drodze do swojej firmy. Niepracująca mama szykowała mu co rano kanapki. Wieczorem w domu czekał gotowy obiad. Marcin miał tylko jeden obowiązek. Wciąż się rozwijać. Jeśli coś mu w szkole nie szło, rodzice załatwiali korepetycje. Specjaliści uczyli go obcych języków. Dziś bez ich znajomości człowiek jest przecież nikim. Do tego sport: tenis i jazda konna, bo przyszły człowiek sukcesu nie może być inwalidą. Jego wysiłek zawsze był zauważany i nagradzany. Aż przyszedł dzień, gdy Marcin uznał, że nie potrafi być równie dobry na każdym polu swojej aktywności. Doszedł do wniosku, że życie nie ma sensu. Poszedł do nieczynnego kamieniołomu i rzucił się ze skały. Miał szczęście, bo upadł na gęstwinę ostrokrzewu, który zamortyzował upadek. Mimo to musiał przejść kilka skomplikowanych operacji ortopedycznych. Na pytanie "Dlaczego to zrobiłeś synu?", zadane przez tatę, odpowiedział krótko

"Nie dawałem rady...".

   Alice Miller, amerykańska psycholog, specjalizująca się w problemach związanych z rozwojem dzieci i młodzieży, twierdzi, że błędne jest mniemanie, iż dzieci, będące dumą swoich rodziców, powinny posiadać silne i stabilne poczucie własnej wartości. W jej opinii jest akurat na odwrót. Tacy młodzi ludzie jak Marcin, którym wszystko się udaje, którzy są podziwiani i budzą zazdrość rówieśników, kiedy przestają być na szczycie, zaczynają odczuwać uczucie pustki. Przeżywają traumę, dochodząc do wniosku, że byli kochani i podziwiani nie za to, jakimi naprawdę są, ale za swoje osiągnięcia i sukcesy. Skutkiem tego może być mania wielkości, popadnięcie w skrajny pesymizm lub depresja przejawiająca się nawet w tak drastycznych zachowaniach jak Marcina.
   - Na depresję nie ma miejsca w tej rodzinie, w której rodzice mądrze kochają dzieci, gdzie poczucie własnej wartości u dziecka oparte jest na prawdziwych uczuciach z ich strony, a nie na posiadaniu określonych talentów i właściwości - twierdzi Anna Miller.
   Jak mądrze kochać dzieci? Irena Koźmińska, warszawska terapeutka, uważa, że nie poprzez pobłażanie i prezenty, ale poświęcany im czas, traktowanie ich z szacunkiem i udzielanie wsparcia.
   - Dziecko, któremu rodzice mądrze okazują miłość, poradzi sobie w życiu lepiej niż emocjonalnie i wychowawczo przez rodziców zaniedbane, nawet gdy dostanie w zamian takie

"instrumenty sukcesu"

jak znajomość języków, komputer czy rakietę do tenisa. Znam wielu młodych ludzi ze znajomością francuskiego, angielskiego; uprawiających ekskluzywne sporty. Wydaje się, że wszystko potrafią. Problem w tym, że całkowicie nie umieją sobie poradzić z dorosłością. Pytam wtedy rodziców, czy dziecko ma jakieś obowiązki domowe? Wzruszają ramionami. Mówią, że ono nie ma na to czasu. Ci ludzie nie rozumieją, że obowiązki przygotowują do dorosłego życia, mają nauczyć planowania, podejmowania decyzji i odpowiedzialności. Dziecko, które pomaga rodzicom, czuje się ważnym członkiem rodziny. Nabiera wiary w siebie. Uczy się zaradności. Optymizmu. A optymizm jest jednym z fundamentów zdrowego rozwoju emocjonalnego.
   Panuje przekonanie, że optymizm to cecha wrodzona. Martin Seligman, amerykański psycholog, autor bestselerowych książek, zaprzecza tej tezie. Daje przykłady osób, żyjących w naprawdę ponurej rzeczywistości - nieuleczalnie chorych, więzionych, mieszkających w dzielnicach nędzy - którzy pozostają optymistami. W jego opinii pesymizm jest tylko pewną teorią rzeczywistości. Dzieci uczą się pesymizmu od rodziców, nauczycieli oraz ze środków masowego przekazu, a potem, gdy dorosną, przekazują pesymizm własnym dzieciom.
   Seligman uważa, że można i trzeba przerwać to

błędne koło

bo po pierwsze - pesymistyczne nastawienie do życia w wieku dziecięcym może się skończyć ciężką depresją. Po drugie dzieci manifestujące pesymistyczną postawę osiągają gorsze wyniki w nauce, w pracy i w innych dziedzinach ludzkiej aktywności, np. w sporcie. A po trzecie ich zdrowie fizyczne pozostawia więcej do życzenia niż optymistów. - Najgorsze zaś jest to, iż pesymizm może stać się złym schematem traktowania niepowodzeń i strat. I to schematem, powielanym przez całe życie - przekonuje Seligman.
   Dopiero niedawno naukowcy zrozumieli, że podstawą optymizmu nie są pozytywne frazesy, ani wyobrażanie sobie zwycięstw, ale sposób myślenia o przyczynach tego, co się nam przydarza. I to jest kwintesencją metody uczenia optymizmu według Seligmana.
   Za pomocą techniki, zwanej Pensylwańskim Programem Zapobiegania Depresji, można uczyć optymizmu nawet małe dzieci. W tym roku program ten ma być wprowadzony w ramach zajęć profilaktycznych w krakowskich szkołach. Polska, krakowska wersja metody, opracowanej przez Seligmana nosi nazwę "Akademia optymizmu". Jej twórcami są specjaliści z Psychologicznego Centrum Edukacyjnego "Dobre Inspiracje".
   O tym, że istnieje potrzeba jak najszybszego wdrożenia takiego programu, przekonują psychologowie i psychiatrzy. Z badań prof. Jacka Bomby z Kliniki Psychiatrii Collegium Medicum UJ wynika, że 30-40 proc. dzieci i młodzieży w Małopolsce ma zaburzenia o charakterze depresyjnym.
   - Te dzieci nie potrafią

nic pozytywnego

o sobie powiedzieć, nie tylko nie umieją zaplanować własnej przyszłości, ale też wyobrazić sobie, co będą robić za pięć lat. Jeśli już uda się je namówić na zwierzenia, wyznają, iż są przekonane, że w ich życiu, ba, w życiu ich rodzin, nic dobrego się w przyszłości nie wydarzy - mówi Wiola Skubera z Psychologicznego Centrum Edukacyjnego "Dobre Inspiracje".
   Potwierdza cytowane wyżej opinie specjalistów, że na pesymistyczne czy optymistyczne nastawienie dzieci do świata największy wpływ mają rodzice: - Żyjemy jak na wulkanie, wszystko się w naszym kraju zmienia. Jedni stają się beneficjentami przemian, ale są sfrustrowani, bo nie potrafią udźwignąć sukcesu, inni tworzą krąg ofiar, sfrustrowanych utratą pracy i środków utrzymania. I jedni, i drudzy pesymizmem infekują swoje dzieci - zauważa Wiola Skubera.
   Dlatego twórcy i realizatorzy "Akademii optymizmu" postanowili zacząć edukację od dorosłych. W programie, finansowanym przez gminę Kraków, przewidziano godzinne spotkania z rodzicami, które odbywać się będą przy okazji zebrań klasowych. - Będziemy uczyć rodziców, jak mają rozmawiać z dziećmi, by umiały one we właściwy sposób postrzegać pewne sytuacje, by potrafiły zmienić swoje zapatrywania na pewne sprawy. Będziemy ich uczulać, że mówienie przy dzieciach, że życie jest ciężkie, a świat beznadziejny, roztrząsanie przy nich wciąż na nowo rodzinnych kłopotów powoduje, że dziecko bierze na siebie balast odpowiedzialności za to, co się może, choć niekoniecznie musi stać. A ponieważ nie umie sobie z tym poradzić, popada w apatię, skrajny pesymizm, depresję - wyjaśnia Viola Skubera.
   Równolegle odbędą się spotkania z młodzieżą, w trakcie których psychologowie mają uczyć, jak radzić sobie z własnymi ograniczeniami, z negatywnym postrzeganiem samego siebie i co to znaczy pozytywne myślenie. Ich zadaniem będzie też wyłonienie dzieci z wyraźnymi objawami depresji, często niedostrzeganymi przez rodziców i nauczycieli, po to, aby otoczyć ich opieką specjalistów.
   Wiola Skubera twierdzi, że zajęcia pilotażowe, jakie przeprowadzili w kilku szkołach dowiodły, że metoda, przeszczepiona na polski grunt z USA, znalazła uznanie u dzieci. - Już po kilku spotkaniach stały się one bardziej otwarte względem siebie i względem nas, częściej się uśmiechały, pozbyły tremy i zahamowań, bez skrępowania mówiły o tym, co sprawia im trudności w szkole. Mam nadzieję, że razem z nimi oraz ich rodzicami zasłużymy na dyplom z optymizmu - mówi krakowska psycholożka.
Fot.: Grażyna Starzak
i Anna Kaczmarz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie