Dyrygent kadry stracił pracę, bo nie tylko soliści fałszowali

Jerzy Filipiuk
Niemiec Michael Biegler prowadził naszą męską reprezentację od września 2012 roku
Niemiec Michael Biegler prowadził naszą męską reprezentację od września 2012 roku fot. Andrzej Banaś
Nie mamy żadnego stylu, graliśmy topornie, ciężko - wybitny trener Stanisław Majorek nie oszczędza drużyny piłkarzy ręcznych po środowej klęsce. Psycholog sportu Marzanna Herzig dodaje: Może zaczęli kalkulować, poczuli, że mogą trochę odpuścić?

Nie tak miało być. Ten wynik to żart, coś irracjonalnego. Nie można przegrać w takim stylu - kibice wciąż nie mogą uwierzyć. Ich myśli przeplatają się z irytacją, że to już koniec wielkiego święta piłki ręcznej podczas turnieju Euro 2016. Bo co nas obchodzą inne drużyny, skoro nasi już odpadli?

Fani dopingowali „biało-czerwonych” przez cały mecz. Nawet gdy ich ulubieńcy przegrywali różnicą kilkunastu bramek. Wspierali wbrew zdrowemu rozsądkowi. „Polacy, jesteśmy z wami” - krzyczeli. - Dziś nie zawiodła tylko nasza publiczność - przyznał po meczu Rafał Gliński. - Jedyni Polacy, którzy zasłużyli na medal po tym turnieju, to nasi kibice. Wiemy, że kochają nas na dobre i złe. Mimo porażki stali za nami murem - podkreślił inny rozgrywający reprezentacji Krzysztof Lijewski.

Gdy jednak tuż po meczu grupa fanów Vive Tauronu Kielce, z którego klubu wywodzi się najwięcej (pięciu) kadrowiczów, krzyczała „Chodźcie do nas!”, nasi zawodnicy nie podeszli do niej. Schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami, przybici klęską, sfrustrowani faktem, że byli bezradni jak dzieci. Dlaczego? - Zespół wyglądał, jakby miał na plecach 50-kilogramowe plecaki. Moim zadaniem było je zdjąć. Nie potrafiłem tego. Jestem odpowiedzialny za to, co się wydarzyło - mówił trener Michael Biegler na konferencji prasowej. Przeprosił, że zawiódł wszystkich kibiców, wszystkich Polaków.

Kilkanaście godzin później zarząd Związku Piłki Ręcznej w Polsce przyjął jego dymisję. Ten niedoszły muzyk, potrafiący grać na kilku instrumentach dętych i organach, dziś zakończy dyrygowanie naszą kadrą. - Jeśli coś robię, robię to na sto procent - podkreślał przed meczem z Chorwacją. Może dobrze przygotował partyturę, ale jego orkiestra nie mogła zagrać jak należy, skoro fałszowali nawet soliści (tylko po jednym golu Michała Jureckiego i Kamila Syprzaka, zaledwie 21 proc. skutecznych interwencji Sławomira Szmala).

Dziennikarze nie zadawali pytań Bieglerowi. Też nie byli w stanie racjonalnie zdiagnozować przyczyn klęski Polaków. W mix zonie czekanie na Polaków, by skomentowali to, co się stało, wiązało się z niepewnością, czy będą w stanie coś sensownego wydusić z siebie. Klęskę przyjęli na klatę, ale nie potrafili jej wyjaśnić. Bardziej opisywali wielką porażkę, niż tłumaczyli jej przyczyny.

- Od pierwszych minut było widać, że Chorwaci grali od nas zdecydowanie lepiej. Mieliśmy olbrzymie problemy z przejściem ich obrony. Ich kontrataki były dla nas zabójcze - mówił kapitan reprezentacji Szmal.

- W drugiej połowie chcieliśmy szybko odrobić straty. Wiadomo jednak, że pośpiech nie zawsze jest najlepszym doradcą - podkreślał wspomniany rozgrywający Gliński.

- Nic nam nie wychodziło. Ciężko się zdobywało bramki. Nie wiem, dlaczego - przyznał obrotowy Kamil Syprzak.

No właśnie „dlaczego”. Przyczyny klęski próbuje znaleźć rozgrywający Karol Bielecki. - Mamy za słaby zespół, by grać przeciwko takiej defensywie. Chorwaci obnażyli nasze słabości. Zabrakło nam nie tylko sił, ale i umiejętności - wyznał szczerze.

Nasi piłkarze ręczni przez ostatnie lata dostarczali kibicom wiele radości, ale i sporo rozczarowań, gdy np. podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku przegrali w ćwierćfinale z Islandią, a 4 lata później nie awansowali na IO w Londynie. Może dlatego Bielecki, zapytany, czy klęska z Chorwacją to jego największe rozczarowanie w karierze, wyznał: - Było tyle sukcesów i tyle porażek, że ta przegrana nie jest największą tragedią.

Inaczej to odbiera wybitny tarnowski szkoleniowiec Stanisław Majorek, pod którego wodzą Polacy w 1976 roku w Montrealu zdobyli brązowy medal olimpijski. - To dramat dla naszej dyscypliny. Liczyliśmy, że medal na Euro 2016 przełoży się na dalszą popularyzację piłki ręcznej w naszym kraju - podkreśla trener Majorek.

I dodaje:- Marzyliśmy o medalu, ale na zdrowy rozsądek to jesteśmy siódmą lub ósmą drużyną w Europie. Co roku ubywa z niej bardzo dobry zawodnik, a nie ma go kto zastąpić. Młodzi gracze nie trafiają już do Bundesligi - najlepszej ligi świata. Nie mamy żadnego stylu gry. Gramy topornie, wolno. Były sygnały, że nasi zawodnicy ciężko trenowali, ale brakowało im i świeżości, i motoryki. Od lat mówi się, że nie umiemy grać przeciwko wysuniętej strefie, i to się potwierdziło w meczu z Chorwacją. Do tego doszła fatalna skuteczność.

Sportowy świat zna wiele przykładów, gdy gospodarze turniejów doznają porażek w najważniejszych dla nich momentach. Przekonali się o tym choćby piłkarze Brazylii, którzy w finale mistrzostw świata w 1950 roku ulegli Urugwajowi 1:2, a w półfinale mundialu w 2014 roku przegrali z Niemcami 1:7.

Były legendarny bramkarz piłkarski Jan Tomaszewski apeluje do naszych zawodników: - Każdy głupi potrafi wygrać, ale sztuką jest z honorem przegrać. Musicie mieć ten honor, jak ja go miałem, kiedy przed 45 laty przegraliśmy w Warszawie z RFN 1:3. Pół Polski chciało mnie powiesić, a pół skazać na banicję. Powiedziałem wtedy, że będę pluł krwią na treningach, ale wrócę do kadry. I wróciłem. A wy wkrótce zagracie o awans na igrzyska. Teraz jesteście w nieprawdopodobnym dołku. Ale musicie powalczyć o honor, udowodnić, że go macie, musicie pokonać swą słabość.

I podkreśla: - W każdym sporcie najważniejsza jest głowa, psychika. Ręce i nogi służą tylko do wykonywania poleceń. W sporcie zdarzają się traumy, kompromitacje, słabe dni. Kamil Stoch nie kwalifikował się do najlepszej „50”, ale już dochodzi do siebie. A takich przykładów jest wiele.

Nasi piłkarze ręczni wiedzieli, że mogą sobie pozwolić na luksus porażki trzema lub nawet czterema bramkami. Czy ta świadomość nie przeszkodziła im w grze? Po meczu zapewniali, że nie, że koncentrowali się na grze, ale Tomaszewski myśli inaczej. - Są tylko ludźmi, też kalkulują. Gdyby Francja pokonała Norwegię, wtedy mówiliby „musimy, musimy wygrać”. Stało się inaczej. I Polacy wyszli na boisko rozluźnieni, rozkojarzeni, rozprężeni. Oni już się widzieli w półfinale - zaznaczył.

Na zgubne skutki ewentualnego kalkulowania zwróciła uwagę psycholog sportu Marzanna Herzig z Krakowa: - Mam głębokie przekonanie, które sprawdza się w mojej pracy z zawodnikami, że gdy dopuszcza się możliwość porażki, czyli kalkuluje, to wpływa to na świadomość. Pojawia się myśl, że można nieco odpuścić, reakcja jest opóźniona. Uczę moich zawodników, aby tak nie myśleli, aby do swoich zadań podchodzili na maksa. Jestem przeciwna kalkulacjom. Mogą sobie na nie pozwolić tylko zawodnicy, i to wyłącznie w sportach indywidualnych, którzy poziomem odbiegają od swych rywali.

Mecz obserwowała z trybuny Tauron Areny Kraków. Jakie były jej odczucia jako kibica, a nie psychologa? - Byłam totalnie zaskoczona grą naszych zawodników. Po pierwszych rzutach i akcjach czułam bardzo silne zaniepokojenie. Widziałam, że jedna drużyna gra, a druga stoi w miejscu. Koło mnie siedziała osoba, która przez wiele lat grała w piłkę ręczną. Obserwowałam jej reakcję na grę Polaków, na ich podstawowe błędy: kroki, wypuszczanie piłki. Zresztą sama ukończyłam AWF i miałam zajęcia z piłki ręcznej. Od początku widziałam, że z naszą drużyną dzieje się coś bardzo złego.

Zupełnie inne spojrzenie na klęskę Polski ma psycholog społeczny z UJ prof. Zbigniew Nęcki: - Byliśmy nastawieni na odniesienie wielkiego sukcesu. Chorwaci okazali się jednak wyraźnie lepsi. Niezgodnie z naszymi oczekiwaniami. Trzeba nadal stosować zasadę: „Ćwicz, pracuj, rozwijaj się”. Z tej porażki wynika dla nas moralna nauka, którą powinniśmy stosować we wszystkich dziedzinach. Nie czyńmy ze sportowych dokonań kryteriów pomyślności narodowej. Ważniejszy jest dług narodowy czy kryzys polityczny. Przyjemnie jest wygrywać, ale nie ma co przesadzać z histerią, ze znaczeniem tego meczu. Trzeba zachować emocjonalne proporcje.

***

Nasza męska drużyna siedem razy grała w mistrzostwach Europy.

Nigdy jednak nie zdobyła medalu. Tylko raz awansowała do półfinału, zajmując czwarte miejsce w 2010 roku w Austrii.

W innych mistrzowskich imprezach Polacy sięgnęli po 5 krążków. W 1976 roku zdobyli brązowy medal olimpijski, w 2007 roku wicemistrzostwo globu, a w latach 1982, 2009 i 2015 brązowe krążki MŚ.

Półfinałowe pary ME 2016: Norwegia - Niemcy i Chorwacja - Hiszpania. Norwegia pierwszy raz zagra w półfinale ME, Niemcy po raz piąty (3 medale), Chorwacja po raz ósmy (4), Hiszpania po raz siódmy (5).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie