Dziedzic stłamszony

Redakcja
Czy Sejm zmieni zdanie pod wpływem nacisków zza oceanu? Czy III Rzeczpospolita może wejść do Unii Europejskiej jako jedyne z państw postkomunistycznych, które nie przeprowadziło reprywatyzacji?

BOGDAN WASZTYL

BOGDAN WASZTYL

Czy Sejm zmieni zdanie pod wpływem nacisków zza oceanu? Czy III Rzeczpospolita może wejść do Unii Europejskiej jako jedyne z państw postkomunistycznych, które nie przeprowadziło reprywatyzacji?

W warszawskim biurze Mirosława Szypowskiego, od ponad dwóch lat szefującego Ogólnopolskiemu Porozumieniu Organizacji Rewindykacyjnych, wyczuwa się atmosferę rezygnacji. - Przegraliśmy tylko bitwę, a nie wojnę - prezes próbuje wzbudzić w sobie entuzjazm, ale nie bardzo mu to wychodzi. Według jego kalkulacji sprzed roku, w tym czasie państwo polskie, uginające się pod ciężarem kilkudzięsięciu tysięcy pozwów o zwrot majątków, miało już prosić byłych właścicieli o negocjacje na temat reprywatyzacji. A tymczasem państwo nawet nie zamierza o tym rozmawiać. - W obecnej sytuacji gospodarczej po prostu nie ma o czym - przyznają szczerze ministrowie rządu Leszka Millera.

P rzed rokiem w tym samym biurze Szypowski wprost kipiał energią. Byli właściciele, rozdrażnieni zawetowaniem przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ustawy reprywatyzacyjnej, zapowiadali akcję w iście amerykańskim stylu. Sieć wyspecjalizowanych kancelarii prawnych miała zakorkować sądy pozwami o zwrot mienia. Byli właściciele, w większości leciwi, niezamożni emeryci, mieli być zwolnieni od opłat. Kredytowaniem gigantycznej akcji miały zająć się banki, a koordynowaniem działań OPOR.
   Państwo jednak nie zadrżało w posadach. Do sądów wpłynęło raptem kilkaset pozwów. Nawet gdyby założyć, że wszystkie te sprawy wygrają byli właściciele, a sądy przyznają im bardzo wysokie odszkodowania, nie zachwieje to Polską. Rachuby lewicowych przeciwników reprywatyzacji i prezydenta okazały się słuszne: nie udało się zmobilizować do walki o swoje rzeszy dawnych właścicieli, więc przegrane procesy są dla państwa mniej kosztowne niż realizacja ustawy reprywatyzacyjnej.
   - Polscy adwokaci okazali się niezbyt skorzy do pracy na kredyt, banki nie podjęły się finansowania akcji - przyznaje prezes Szypowski, który deklaruje, że wierzy, iż taka akcja w końcu nastąpi, ale nawet do precedensowego i korzystnego dla byłych właścicieli wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu podchodzi z rezerwą. - Droga do Strasburga jest długa, wyboista i nie dla wszystkich dostępna.

Niemożliwa egzekucja

   Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu - co potwierdza dotychczasowe orzecznictwo - szanuje własność prywatną i przyznaje sowite odszkodowania, a żaden kraj należący do Rady Europy nie przeciwstawił się jego wyrokowi. Strasburski szlak przetarł dla Polaków Ryszard Zwierzyński, ubiegający się od lat o zwrot nieruchomości w Łomży. Przed dwoma tygodniami trybunał przyznał mu 120 tys. euro odszkodowania od Polski za naruszenie przez władze jego prawa własności.
   Łomżyńska kamienica Zwierzyńskich od 1945 r. pozostawała w posiadaniu skarbu państwa. Najpierw korzystało z niej starostwo powiatowe, następnie Urząd Bezpieczeństwa, a wreszcie Komenda Rejonowa Policji. Nieruchomość wywłaszczono jednak dopiero w 1952 r. i to niezgodnie z przepisami. Wysiłki rodziców Ryszarda i jego samego, zmierzające do odzyskania kamienicy, przez wiele lat nie przynosiły żadnego efektu. Nawet gdy w 1992 r. Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził nieważność decyzji wywłaszczeniowej, policja nie opuściła budynku. Nie uczyniła tego również w pięć lat później, gdy Ryszardowi przyznano prawo do spadku.
   Zwierzyński poskarżył się więc trybunałowi na niemożność wykonywania swojego prawa własności. Przed rokiem trybunał przyznał mu 15 tys. zł odszkodowania za szkodę moralną w związku z przewlekłością procesu, 25 tys. zł z tytułu kosztów postępowania i wyznaczył półroczny termin na zawarcie porozumienia między skarżącym a skarbem państwa. Ugoda miała obejmować zwrot nieruchomości, wypłatę odszkodowania za straty materialne oraz zadośćuczynienie za szkody moralne.
   Mimo że policja opuściła budynek, nie udało się dotrzymać terminu ugody, bowiem wyliczenia stron dotyczące wartości nieruchomości, wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia znacznie się różniły. Trybunał znów zajął się sprawą. Nakazał państwu polskiemu zapłacić 120 tys. euro odszkodowania i zadośćuczynienia dla Zwierzyńskiego. Jeśli w ciągu trzech miesięcy władze nie oddadzą kamienicy w takim stanie, w jakim je przejęły, będą musiały odkupić ją po cenie rynkowej (60 tys. euro).
   - To jest precedensowy wyrok - cieszy się Tadeusz Koss z Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości - bo przyznaje też odszkodowanie za samą utratę możliwości korzystania z własnego mienia. W Strasburgu czeka jeszcze kilkaset podobnych spraw z Polski, między innymi moja.
   Koss ma orzeczenie NSA unieważniające decyzję nacjonalizacyjną, na mocy której zabrano mu przed laty 1,5 tys. metrów kwadratowych w samym centrum Warszawy, ale placu do dziś nie odzyskał. Wiarę w to, że doczeka sprawiedliwości w Polsce stracił już dawno. Wierzy, że sprawiedliwość przyjdzie do niego z Europy. - Cierpliwie czekałem na ustawę reprywatyzacyjną, która miała być swoistym aktem sprawiedliwości dziejowej. Choć ustawa miała tylko w części naprawić nasze krzywdy, przedstawiano nas jako tych, którzy czynią zamach na dobro wspólne. To kolejny skandal - mówi Tadeusz Koss.

Dają i odbierają

   Mirosław Szypowski nie wiąże tak wielkich nadziei jak Tadeusz Koss z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Twierdzi, że z tej drogi skorzysta zaledwie garstka z tysięcy pokrzywdzonych przez państwo byłych właścicieli. - Nasza bezsilność wobec urzędnika bywa przerażająca - przyznaje.
   Siłę urzędniczej decyzji sprawdził Maciej Rudziński z Krakowa, syn byłych właścicieli zespołu pałacowo-parkowego w Osieku pod Oświęcimiem. O zwrot majątku Rudziński ubiega się od 12 lat. Od kilku wynajmuje w pałacu pokoje od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Przed dwoma laty wojewoda małopolski podjął decyzję o zwrocie majątku Rudzińskiemu, uznając że przed laty niesłusznie zastosowano w stosunku do pałacu dekret o reformie rolnej. W marcu tego roku po odwołaniu AWRSP minister rolnictwa uznał jednak, że obiekt zabrano słusznie i uchylił decyzję wojewody o przekazaniu pałacu spadkobiercom.
   Zdaniem Szypowskiego, stosunek polskich polityków (szczególnie tych z lewej strony sceny) do własności prywatnej i reprywatyzacji najlepiej ilustruje historia warszawskiego Pałacu Sprawiedliwości. Mimo że Aleksandra Czapczyńska posiada akt własności posesji, na której stanęło jedno skrzydło gmachu i wyrok sądu, który uczynił ją legalnym spadkobiercą działki odebranej rodzinie Karwackich po wojnie, najwyższe władze zlekceważyły ten fakt i nie wstrzymały inwestycji. Nie przeszkadzało im, że grunt nie ma uregulowanej sytuacji prawnej, a byli właściciele starają się o jego zwrot.
   List Czapczyńskiej nie powstrzymał też prezydenta Kwaśniewskiego, honorowego patrona inwestycji, przed wmurowaniem kamienia węgielnego. - Stoimy u fundamentów Pałacu Sprawiedliwości. Ta budowla jest dowodem, że chcemy umacniać trzeci filar władzy - powiedział prezydent podczas uroczystości.
   Aleksandra Czapczyńska sprawiedliwości nie zaznała i do dziś zadaje sobie pytanie, dlaczego to "umacnianie" odbyło się jej kosztem, a budynki mające służyć sprawiedliwości wznosi się na bezprawiu? Kiedy ze swoją sprawą wystąpiła do sądu, usłyszała, że na rozprawę może długo poczekać.
   Byli właściciele mają do polskich sądów ograniczone zaufanie. Twierdzą, że w Polsce nie tylko politycy, ale i sędziowie mają problemy z przyznaniem, że własność i jej ochrona są osią prawa. - W Ameryce jest to absolutna podstawa - mówi Tadeusz Koss, który zwracał się już do amerykańskich adwokatów reprezentujących Żydów, domagających się od Polski zwrotu majątków, o objęcie opieką prawną również polskich byłych właścicieli.
   Szypowski, który podczas wizyty w Warszawie prezydenta George’a Busha pikietował Pałac Prezydencki, - "żeby Aleksandrowi Kwaśniewskiemu zrobiło się nieprzyjemnie", teraz z uwagą patrzy za ocean, gdzie przed wizytą polskiego prezydenta rosną naciski w sprawie zwrotu przez Polskę pożydowskich majątków zajętych przez komunistów.

Fala zza oceanu

   W nowojorskim biurze firmy prawniczej Klein & Solomon pełna mobilizacja. Mimo że niedawno sędzia federalny Edward Korman uznał, iż Polsce przysługuje immunitet absolutny i odrzucił pozew 11 Żydów złożony w amerykańskim sądzie, przedstawiciele pokrzywdzonych żydowskich i polskich byłych właścicieli majątków skonfiskowanych przez Niemców i przejętych przez władze komunistyczne zapowiadają falę pozwów do amerykańskich sądów tym razem nie przeciwko państwu, a przeciwko obecnym prywatnym posiadaczom tych majątków.
   Akcję poprzedzają naciski polityczne i kampania medialna. Charles Summer, demokratyczny senator z Nowego Jorku, w piśmie do George’a Busha apeluje, by ten w rozmowie z prezydentem Polski poruszył sprawę restytucji mienia. W siedzibie Kongresu odbędzie się specjalna konferencja prasowa poświęcona restytucji mienia, a przed Komisją Helsińską - przesłuchania, na które specjalnie przyjedzie prawie stu ocalonych z holocaustu byłych właścicieli nieruchomości w Polsce, Czechach i Rumunii.
   Mecenas Edward Klein, mimo porażki przed sądem w sprawie przeciwko Polsce, jest przekonany, że nowa akcja zakończy się pełnym powodzeniem, tym bardziej iż zamierza podążać drogą wskazaną przez sędziego E. Kormana w uzasadnieniu wyroku. A sędzia wskazał wyraźnie, że choć przed amerykańskimi sądami nie można pozywać Polski, to można pozywać obecnych właścicieli odebranych majątków. Mecenas Witold Daniłowicz, który reprezentował polski rząd w nowojorskim procesie uważa, że i to nie będzie łatwe, bowiem obywatele polscy zasadniczo nie podlegają jurysdykcji sądów amerykańskich. Reperkusje mogą jednak spaść na polskie instytucje lub firmy, które działają w USA i mają tam majątek (Polska Agencja Prasowa wskazuje między innymi korporację Sheraton, która zbudowała w Warszawie hotel na skonfiskowanej posesji należącej kiedyś do prywatnych właścicieli).
   Kampaniom medialnej i prawnej towarzyszą zabiegi dyplomatyczne. Wpływowi żydowscy działacze oczekują od Parlamentu Europejskiego, iż ten uchwali rezolucję domagającą się jak najszybszego załatwienia sprawy prywatnego mienia żydowskiego w Polsce. Jehuda Evron, przewodniczący Holocaust Restitution Committee uważa, że rezolucja taka powinna zawierać żądanie jak najszybszego uchwalenia przez Sejm ustawy o reprywatyzacji. Evron nalega też na bezpośrednie rozmowy z polskim rządem w sprawie tej ustawy.

Jak oddawać, by nie oddać

   Reprywatyzacja ma tak długą historię jak III Rzeczpospolita. Od 1990 r. powstało kilkanaście projektów ustaw, ale tylko kilka trafiło pod obrady parlamentu. Senacki projekt z 1990 r. nie spotkał się z zainteresowaniem Sejmu. Rok później rząd premiera Bieleckiego złożył w parlamencie projekt - jak się później okazało - najdalej idący ze wszystkich; zakładano pełny zwrot znacjonalizowanego mienia lub wypłatę stuprocentowych rekompensat. Prace nad tym dokumentem skutecznie blokowała lewica.
   W ustawie proponowanej przez rząd Hanny Suchockiej położono nacisk na zwrot w naturze. Wtedy jeszcze w ten sposób można było zaspokoić około 80 proc. roszczeń, a rząd przyjął uchwałę uniemożliwiającą sprzedaż nieruchomości, co do których mogły istnieć roszczenia reprywatyzacyjne. Projekt został jednak odrzucony w następnej kadencji parlamentu. W dodatku rząd Waldemara Pawlaka zniósł zakaz sprzedaży spornych nieruchomości z efektem, który przerósł najgorsze przeczucia wywłaszczonych - w ciągu kilku następnych lat, mimo że trwały prace nad nowymi projektami reprywatyzacji, państwo sprzedawało przejęty niegdyś majątek.
   Gdy w 1997 r. nad swoim projektem zaczęła pracować Akcja Wyborcza “Solidarność", okazało się, że zwrot w naturze może dotyczyć już tylko niespełna 30 proc. roszczeń. Okazało się też, że majątku zastępczego może wystarczyć na pokrycie zaledwie połowy zobowiązań.
   Projekt ustawy trafił do Sejmu w 1999 r. Rząd chciał zwrócić połowę zagrabionego majątku wszystkim byłym właścicielom, także tym, którzy nie posiadali polskiego obywatelstwa. Przekonywał, że nawet częściowe rekompensaty zamkną sądową drogę odzyskiwania własności w Polsce i za granicą. Sejm utrzymał wysokość świadczeń, ale ograniczył liczbę uprawnionych do ich otrzymania poprzez wprowadzenie wymogu posiadania polskiego obywatelstwa 31 grudnia 1999 r. (taki kształt ustawy spowodował protesty głównie środowisk żydowskich). Senat przywrócił rządową wersję ustawy, ale Sejm poprawki odrzucił. Dzięki temu prezydent dostał wygodny argument, by ustawy nie podpisać. Mógł ją wprawdzie odesłać do Trybunału Konstytucyjnego, ale wybrał weto. Byłym właścicielom pozostała wyłącznie droga sądowa.
   W latach 90. liczba procesów o zwrot mienia rosła co prawda z każdym rokiem, ale i tak w stosunku do istniejących roszczeń była niewielka. Byli właściciele zdawali sobie sprawę z sytuacji finansowej państwa, chcieli uniknąć posądzenia, że naprawianie wyrządzonych im kiedyś krzywd odbywa się kosztem społeczeństwa, a przede wszystkim liczyli na akt sprawiedliwości dziejowej w postaci ustawy, która uprościłaby procedury.
   Przed dochodzeniem swoich praw w sądach dodatkowo powstrzymywały ich wysokie koszty oraz przewlekłość postępowań. W hamowaniu reprywatyzacji ogromną rolę odgrywali urzędnicy różnych szczebli, którzy do maksimum wykorzystywali terminy i tryby odwoławcze, aby tylko opóźnić zwrot majątku i wypłatę odszkodowań. W wyniku ich działań Polska stała się krajem, w którym prawomocne wyroki sądu pozostawały nieegzekwowane.
   Hubert Łaszkiewicz, były wiceminister skarbu państwa, tak podsumował dotychczasową prywatyzację: - Procedury wywodzące się jeszcze z okresu komunistycznej rzeczywistości pozwalają na niebywałe przeciąganie toczących się postępowań. Dawny właściciel może popsuć szyki tym, którzy chcą przechwycić atrakcyjny majątek za małą część wartości, kombinując i uprawiając różne procedury, np. handel długami. Z kolei inni, pełniąc określone funkcje pozwalające im np. sprzedawać mienie, mają nadzieję, że przy okazji i oni może coś zyskają. Oddając je dawnemu właścicielowi tracą owe ewentualne "możliwości". Dla klientystycznych układów, często nie do końca przejrzystych, które się potworzyły w Polsce i które byt swój wywodzą z peerelowskiej tradycji, reprywatyzacja jest przeszkodą. Sprawa pałacu w Rozalinie pokazuje, jak w państwie mieniącym się państwem prawa za pomocą prawa można skutecznie przez 10 lat nie dopuszczać do likwidacji skutków bezprawia i niegodziwości.

Rachunki krzywd

   W uzasadnieniu weta do ustawy reprywatyzacyjnej prezydent Kwaśniewski podkreślił, że przyjęty sposób zwrotu własności byłym właścicielom jest sprzeczny z zasadami sprawiedliwości społecznej oraz równości obywateli wobec prawa. Dodał też, że ustawa, realizując interesy jednej tylko grupy, godzi w podstawowy interes wszystkich Polaków. Amerykańskich adwokatów i Jehudy Evrona nie interesują ani koszty, jakie będzie musiało ponieść polskie państwo, ani "sprawiedliwość społeczna". Zapewniają, że interesuje ich sprawiedliwość bezprzymiotnikowa. - Skoro państwo ukradło, musi oddać - twierdzą.
    BOGDAN WASZTYL

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie