Dzień snajperów

Redakcja
Wyjątkowo obfitująca w indywidualne popisy strzeleckie była ostatnia niedziela. Napastnicy, jak gdyby chcą zrekompensować kibicom wcześniejsze "niedoróbki", imponowali skutecznością, seryjnie "dziurawiąc" siatki w bramkach drużyn przeciwnych.

Wyjątkowo obfitująca w indywidualne popisy strzeleckie była ostatnia niedziela. Napastnicy, jak gdyby chcą zrekompensować kibicom wcześniejsze "niedoróbki", imponowali skutecznością, seryjnie "dziurawiąc" siatki w bramkach drużyn przeciwnych.

Wyjątkowo obfitująca w indywidualne popisy strzeleckie była ostatnia niedziela. Napastnicy, jak gdyby chcą zrekompensować kibicom wcześniejsze "niedoróbki", imponowali skutecznością, seryjnie "dziurawiąc" siatki w bramkach drużyn przeciwnych.

Poniżej przedstawiamy sylwetki graczy, którzy w największym stopniu przyczynili się onegdaj do sukcesów swych zespołów.

Tomasz Gruszczyński (Skalnik/Bogdański Kamionka Wielka):

4 bramki

W nowych butach "samostrzałach"

Niewiele brakowało, by ten od dawna zdradzający snajperski instynkt zawodnik nie grał wiosną w drużynie Skalnika. Napastnikiem z podsądeckiej miejscowości bardzo poważnie interesowali się działacze innego piątoligowca - Heleny. Tomek był już jedną nogą w klubie z lewego brzegu Dunajca. Działacze z Kamionki Wielkiej na szczęście dla siebie w porę zareagowali, zatrzymując go w ekipie prowadzonej przez trenera Lesława Chełmeckiego.

Tomek nie jest futbolowym młodzieniaszkiem. Nawet jednak z przekroczoną trzydziestką (urodził się 25 kwietnia 1972 r.), jeśli tylko ma swój dzień, bywa dla swych rywali nie do powstrzymania. Świetnie drybluje, z animuszem nastolatka biega po skrzydle, strzela z każdej pozycji. Tak było w niedzielę. Obrońcy Modułu najczęściej oglądali plecy Gruszczyńskiego, który aż czterokrotnie kierował piłkę do siatki bezradnego Tarsy. Działacze Skalnika na poczekaniu ukuli teorię, że ten rozbłysk snajperskiego talentu ich gracza to efekt prezentu sponsora. Ofiarował on Tomkowi parę nowiutkich korków, które natychmiast ochrzczone zostały mianem "samostrzałów". Mecze, które pozostały do zakończenia rozgrywek, zweryfikują prawdziwość tezy o nadzwyczajnych, magicznych wręcz właściwościach piłkarskiego obuwia Tomasza Gruszczyńskiego.

Grzegorz Leśniak (LKS Świniarsko): 5 bramek

Karne i cała reszta

Zdarzało się, że w jednym spotkaniu ten sam piłkarz wpisywał się pięciokrotnie na listę strzelców. Wystarczy przywołać na pamięć taki właśnie wyczyn Włodzimierza Lubańskiego, który w 1969 roku tyle razy pokonywał na stadionie Wisły w Krakowie nieszczęsnego bramkarza Luksemburga Piota (reprezentacja Polski wygrała wówczas 8-1). Na boiskach prawie podwójny hat-trick ma jednak miejsce na tyle rzadko, że o każdej porze roku, w każdej klasie rozgrywkowej i w każdej szerokości geograficznej należy go odnotować.

Pięć razy do siatki LKS Mordarka trafiał napastnik LKS Świniarsko Grzegorz Leśniak w zwycięskim 7-0 dla swego zespołu pojedynku z Mordarką o mistrzostwo nowosądecko-limanowskiej grupy klasy A. Doświadczony napastnik (urodził się 14 czerwca 1974 r.), którym swego czasu poważnie interesował się m.in. gorlicki Glinik, dwie bramki zdobył co prawda z zimną krwią egzekwowanych rzutów karnych, pozostałe trzy padły jednak w konsekwencji indywidualnego popisu, bądź płynnej akcji przeprowadzonej z udziałem kilku zawodników. Szczególnie dwa gole na dłużej utkwią w pamięci kibiców z naddunajeckiej miejscowości. W 60 min. meczu Leśniak wpakował piłkę pod poprzeczkę efektownym wolejem z ok. 5 metrów. W 87 min. ten sam zawodnik wymanewrował czterech rywali, zakładając na koniec tzw. siatkę golkiperowi i "wjeżdżając" z piłką do pustej bramki.

Dodajmy, że Grzegorz Leśniak jest zawodnikiem bardzo wszechstronnym. Z równym powodzeniem co w ataku, występuje również w drugiej linii, a nawet w formacji obronnej.

Grzegorz Matuszyk (LKS Uście Gorlickie): 3 bramki

Najskuteczniejszy

z rodu

Grzegorz Matuszyk wywodzi się z bardzo usportowionego rodu. Jest rodzonym bratem innego piłkarza LKS Uście Gorlickie Mariusza oraz kuzynem noszących to samo nazwisko Wojciecha, Artura, Jacka i Pawła. Jeśli dodamy, ze więzy krwi łączą go również z dalszymi futbolistami: Sławomirem, Grzegorzem i Dawidem Gruszczyńskimi, będziemy mieli pełny obraz piłkarskiej genealogii naszego bohatera. Strzelając trzy bramki w piątoligowym spotkaniu z Toporem Tenczyn dowiódł, że z grona swych krewniaków wyróżnia się pod względem skuteczności.

O ile jeszcze pierwszy gol padł w wyniku zespołowej akcji, o tyle dwa dalsze, wieńczące efektowny sukces uścian (wygrali 4-2), to efekt indywidualnych popisów Grzegorza. W 73 min. zdecydował się na solowy, czterdziestometrowy rajd, zakończony mierzonym strzałem z 15 metrów. Po raz trzeci bramkarza Topora do kapitulacji zmusił w 81 min. I w tym przypadku celne uderzenie poprzedził samotny bieg najlepszego gracza na boisku.

- Nie ulega wątpliwości, chłopak ma papiery na granie - powiada Zbigniew Ludwin, honorowy prezes LKS, zarazem przewodniczący Rady Gminy Uście Gorlickie. - Nie jest specjalnie wysoki, za to krępy, mocno trzymający się na nogach, niezwykle ciężko odebrać mu piłkę. To taki typowy "żyła", ale w dobrym znaczeniu tego słowa. Drzemią w nim spore możliwości i tylko od samego zawodnika zależy, czy potrafi z nich zrobić należyty pożytek. Na razie godzić musi uprawianie sportu ze studiami na wydziale wychowania fizycznego w PWSZ w Nowym Sączu. Ma dopiero 22 lata, przyszłość więc przed nim.

Artur Małek

(Biegoniczanka Nowy Sącz): 4 gole

Niedaleko

spadło jabłko

Jest wychowankiem Sandecji, zatem klubu, w którym piękne lata piłkarskiej kariery spędził ojciec Artura - Józef. Porzekadło o niedaleko spadającym od jabłoni jabłku znalazło więc w przypadku rodziny Małków pełne zastosowanie. 29-letni dzisiaj pomocnik wypożyczony został wkrótce do Startu, skąd po serii udanych występów trafił do Dunajca. Pewnie byłby dzisiaj czołowym zawodnikiem tego klubu, gdyby nie ciężka, wymagająca skomplikowanej operacji kontuzja nogi. Zahamowała ona w decydujący sposób rozwój jego kariery. Po długotrwałym okresie rehabilitacji próbował powrócić do zespołu z ul. Kościuszki, ale wobec faktu, że nie mógł jakoś odzyskać miejsca w podstawowym składzie, zdecydował się na zmianę barw klubowych. Od 2004 r. jest zawodnikiem Biegoniczanki Nowy Sącz, zaliczając się w niej do podstawowych graczy wyjściowej jedenastki i najskuteczniejszych strzelców. Niezawodnie wykonuje rzuty karne, często bramki zdobywa również z rzutów wolnych.

Swoje nietuzinkowe umiejętności oraz drzemiące w nim możliwości potwierdził w niedzielę. To jego trzem bramkom pewny już piątoligowiec zawdzięcza ciężko wywalczone punkty w zwycięskim 4-2 meczu z Zuberem Krynica.

Swój popis rozpoczął w 41 min, kiedy to w pełnym biegu bezbłędnie trafił z 35 m w samo okienko. Kiedy kryniczanie nieoczekiwanie doprowadzili do remisu, okazało się, jak ważną postacią jest Artur dla ekipy z przemysłowej dzielnicy Nowego Sącza. Zawodnik ten w końcówce spotkania dwukrotnie głową (w pierwszym przypadku szczupakiem) trafiał do siatki, zapewniając swej drużynie zasłużone zwycięstwo.

Trener Małka juniora Tadeusz Kantor podkreśla, że nie wyobraża sobie występów Biegoniczanki w lidze okręgowej bez swego podopiecznego. Wskazuje na jego nienaganne wyszkolenie techniczne, waleczność, a także umiejętność zachowania zimnej krwi w krytycznych dla zespołu momentach. Nie ulega wątpliwości, że obecny na każdym niemal toczonym w Nowym Sączu meczu piłkarskim Józef Małek może być dumny ze swej pociechy.

Łukasz Sobonkiewicz (Sokół Stary Sącz):

3 bramki

Mama najwierniejszym kibicem

Autorem trzech kolejnych goli, wieńczących dzieło Sokoła Stary Sącz w wygranym 5-0 przez tę drużynę meczu nowosądecko-gorlickiej grupy klasy A był 19-letni Łukasz Sobonkiewicz. Snajper z miasta św. Kingi na listę zdobywców goli wpisywał się po uderzeniach oddawanych z 16, 10 metrów oraz po otrzymaniu dokładnego podania od swego o rok młodszego brata Jarosława.

- Łukasz to średniak z trójki grających w mojej drużynie braci - mówi trener starosądeczan Marek Sadlisz. - Starszy, Tomek, od kilku sezonów występuje w Sokole, młodszy - Jarek, dopiero wchodzi do drużyny. Natomiast Łukasz w tym sezonie zdobywa piłkarskie ostrogi. I to w jaki sposób! Jest obecnie naszym najskuteczniejszym zawodnikiem. Już 16, czy 17 razy wpisywał się na listę strzelców, przy czym zdobywając te bramki imponuje instynktem charakterystycznym dla najlepszych snajperów. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Na treningach służy za wzór pracowitości, chłonie wszystkie kierowane pod jego adresem uwagi, doskonali swój warsztat, pracuje nad sobą. Jeśli chodzi o jego czysto piłkarskie zalety, to wymienić należy niezłe zaawansowanie techniczne oraz mocny, precyzyjny strzał z obydwu nóg.

Najwierniejszym kibicem Łukasza (ur. 2 stycznia 1986 r.) jest jego mama. Przychodzi na wszystkie mecze rozgrywane na starosądeckim Podmajerzu, przygotowuje mu, a także dwóm pozostałym synom, "wałówkę" na spotkania wyjazdowe, bardzo przeżywa radości i niepowodzenia swych pociech. Na razie nie ma powodów do narzekań. Cała trójka czyni stałe postępy, na dodatek Łukasz z dobrym skutkiem zdał właśnie maturalny egzamin dojrzałości. Będą z niego ludzie.

Daniel Weimer

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie