Dzień wielkiej pomyłki

Redakcja
Niemożliwy dzień wielkiej pomyłki będzie ósmym dniem tygodnia. Już nie niedziela, jeszcze nie poniedziałek. Nikt nie pociągnie za sznurki, ale na schodach jednak sucho zaklekocą drewniane stopy. Kwadrans przed pierwszą kurtyną napisanego i wyreżyserowanego przez Czesława Sieńkę "Paluszka" lalki samodzielnie wkroczą do aktorskiego bufetu teatru Groteska. Jedna, bez pomocy człowieka, puknie się drewnianą łapką w drewniane czoło, druga westchnie niczym twa babcia: a nie mówiłam, żeby ich nigdzie nie puszczać bez opieki..., trzecia zaś zaordynuje sama z siebie: herbatę kończyć, sen odgonić, na scenę marsz! I wezmą aktorów pod pachy albo narzucą ich sobie na ramiona, albo za rękę poprowadzą. I staną za kulisami. I czekać będą na ostatni gong i pierwszą ciemność.

Paweł Głowacki: Wyznania szczerego entuzjasty teatru

   Piękny dzień wielkiej pomyłki musi być blisko, bo gdy w prologu "Paluszka" kruchy Paluszek budzi się na zapiecku ze swego maleńkiego snu, operująca człekokształtnymi drewienkami Ewa Mruk jest blisko, bardzo blisko. Jest tak intymnie blisko, że wraz z Paluszkiem budzi się też niepewność. Kto tu jest kim? Kto tu kogo tak naprawdę animuje? Kto tu jest najpierw, a kto potem? Czyj gest jest pierwszy? Kto mówi? Kto komu oddech daje? Kto tu bez kogo żyć nie może? Kto tu jest prawdziwy? Jaką masz pewność, że nie było odwrotnie niż Pan Bóg przykazał - że to nie czuły oddech drewna obudził ze snu ciepłe ciało Mruk? Nie masz żadnej pewności. Wiesz tylko, że dobrze ci jest w niepewności.
   Zdumiewająca jest lekkość, z jaką aktorzy Groteski wsuwają się w materię scenicznej iluzji. Jedno spojrzenie, delikatny ruch palca, szept, pół oddechu - i już. Tyle zawsze im wystarcza. Niepewność już gotowa, więc iluzja też gotowa. A jak jest ona - jest i świat. Cały. Cały, gotowy i wsysająco niejasny. Raz jeszcze pytam: kto tu jest kim? Kto bez kogo tutaj tak naprawdę żyć nie może? Paluszek bez Mruk? A może Mruk bez Paluszka? Tu trzeba mówić o intymnej symbiozie. Trzeba mówić: Mruko-Paluszek albo Paluszko-Mruk. I tak też trzeba mówić o wszystkich innych drewniano-ludzkich amalgamatach tej opowieści o kruchości maleńkiej jak palec, która dała światu wielką porcję ciepła.
   Grygiero-Anioł się zlitował nad Brożonowiczo-Matką i Plewo-Ojcem i uczynił prezent z Mruko-Paluszka. Nie było żadnych wielkich cudów. Zwyczajnie: przyniósł go i położył na zapiecku. W Grotesce cuda nigdy nie są cudactwami na koturnach. W Grotesce cuda są jak najbardziej z tego świata. Tutaj Grygiero-Anioł chodzi w trampkach. Obudzi się więc Mruko-Paluszek na zapiecku, potem zniknie rodzicom z oczu i wyjdzie zwycięsko z wszelkich przygód - nawet z walki z dwiema Olbrzymkami. Pokona je szyszkami. Ten popisowy numer będzie jego numerem ostatnim. Po nim usiądzie na brązowym kapeluszu borowika zrobionego z gąbki. Przed powrotem do domu - odsapnie sobie trochę. No i wreszcie wróci. Wróci i opowie szczęśliwym rodzicom o tym, co przeżył. O tym, cośmy przed chwilą zobaczyli. Początek jego opowieści jest bowiem końcem naszego oglądania. Opowie o złym Młynarzu, o fatalnych Złodziejach, o miłej Myszy Kościelnej, z którą się zaprzyjaźnił, a którą wcześniej ocalił przed złym Kotem Młynarza, o popisowych szyszkach i połowie królestwa, którą zdobył, pokonując Olbrzymki. Zaczyna...
   On zaczyna wspominać, a dla nas opada ostatnia kurtyna. Idziemy do domów, ale nie mamy wątpliwości: tam, za kulisami albo w teatralnym bufecie, lalka opowiada lalkom o zwyczajnych cudach podróży dookoła maleńkiej kuli ziemskiej sceny. Opowiada o talencie pani scenograf Izy Toroniewicz, której człekokształtne dzieła drewniane były zarazem krystaliczno czystymi metaforami charakterów. Opowiada też o delikatnej muzyce Roberta Łuczaka, która tak bardzo pomagała, gdy na tym nieprawdziwym świecie sceny było naprawdę ciemno i chłodno, naprawdę źle. Na końcu zaś Paluszek opowiada o najważniejszym panu - o reżyserze. Że z wielką delikatnością mądrego artysty pozwolił mu - Paluszkowi - szczęśliwie przebrnąć przez tyle pouczających przygód, ale i zarazem nie pozwolił utonąć w żadnej z nich. Czy słuchająca tego drewniana Mama Paluszka dyskretnie ociera sztuczną łzę bardzo ludzkiej wdzięczności? Pewnie tak. A drewniany Tato Paluszka chce panu Sieńce po męsku uścisnąć dłoń. W lodówce rytualna flaszka męskiego płynu wolno nabiera niechybnie męskiej temperatury. Maestro Stanisław, król wszystkich pracowni technicznych, gdzie byle gąbka zmienia się w ciało baśni, majestatycznie odkręca słój kiszonych ogórków...
   Tak, w Grotesce znów po mistrzowsku tańczą ze sobą iluzja i realność. Znów cudnie puchnie wsysająca niepewność. Znów baśń jest silniejsza niż doraźność ulicy i znów moce jej działają dłużej niż samo przedstawienie. Ale też chyba pierwszy raz tak wyraźnie widać istotę ansamblu z ulicy Skarbowej. Aktorzy Weltschka patrzą lalkom w twarz tak, jakby patrzyli w twarz sobie. To wszystko. I bywa, że mają wielkie szczęście pogubić się w tożsamościach. Jak właśnie w "Paluszku". W Grotesce dzień wielkiej pomyłki wcale nie jest niemożliwy. Nie trzeba czekać na ósmy dzień tygodnia. W Grotesce dzień wielkiej pomyłki jest codziennie. Lalka prosi: _Boję się. Chwyć mnie za rękę. Będzie lżej. _Aktor bierze w dłoń drewniane palce i chucha w zmarznięte drewniane ucho. Bo sobie się nie odmawia.
   
Teatr Groteska. Czesław Sieńko "Paluszek". Reżyseria Czesław Sieńko. Scenografia Iza Toroniewicz. Muzyka Robert Łuczak.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie