Dziesiąte urodziny Bobowej. Jak przez ten czas zmieniło się miasto, zyskało czy straciło? Co dalej?

Halina Gajda
Halina Gajda
Wacław Ligęza: miasto choć niewielkie, cały czas się rozwija
Wacław Ligęza: miasto choć niewielkie, cały czas się rozwija fot. lech klimek
Udostępnij:
Wacław Ligęza, burmistrz Bobowej twierdzi, z całym zresztą przekonaniem, że starania o przywrócenie praw miejskich były jak najbardziej trafione. Przybyło mieszkańców, pojawiają się inwestorzy, buduje się strefa ekonomiczna. To wszystko stanowi zaplecze rozwoju.

Czujecie się w Bobowej, jak mieszczanie?
Oczywiście, że tak! Jesteśmy może małym miasteczkiem, ale niezwykle prężnym. Poza tym przywrócenie praw miejskich miało wielki wpływ na uzyskanie swego rodzaju prestiżu, tak ważnego dla przedsiębiorców. Chodzi o poczucie, że prowadzi się działalność gospodarczą w mieście. Nie ma się co obrażać, ale dla wielu jest to ważne. Staramy się, żeby te warunki dla inwestowania były jak najlepsze. Musimy mieć jakieś zabezpieczenie na wypadek kryzysu.

Czyli?
W finansach gminy dochody z podatków są naprawdę istotne. Im więcej przedsiębiorców, tym są one większe. Trzeba o nich dbać.

Wjazd do miasta od strony Gorlic wygląda imponująco…

Prawda? Te dziesięć lat temu, nikt nie myślał o obwodnicy, że w ogóle powstanie. Buduje się strefa ekonomiczna. Zarośnięte łąki powoli odchodzą w niepamięć, a robi się miejsce dla kapitału z mocnym zapleczem. W nowym roku zaplanowane zostało spotkanie z przedstawicielami Krakowskiego Parku Technologicznego, właśnie w sprawie rozwoju strefy. Chcą wiedzieć, na co mogą u nas liczyć. Nie chodzi tylko o to, żeby móc się chwalić, że ten czy ów ma u nas siedzibę, ale o miejsca pracy czyli bezpieczeństwo ekonomiczne mieszkańców. Pyta pani o plusy bycia miastem - one pojawiły się na wielu płaszczyznach. W kulturze na przykład - wiele fajnych przedsięwzięć się zawiązało, z seniorami, z młodymi. Sportowo też poszliśmy do przodu - stadion dzisiaj, to nie stadion sprzed dekady. Mamy szkołę muzyczną, której samo zaplecze, jeśli chodzi o instrumenty muzyczne, warte jest setki tysięcy złotych.

Czyli Bobowa to takie Niepołomice w skali mikro?
(śmiech) Na naszą małą skalę. Kto wie, może kiedyś? Niepołomicom bliżej do Krakowa, nam raczej do Tarnowa czy Nowego Sącza. Tak czy owak - każdy, kto chce zainwestować w gminie, jest mile widziany. Jeśli potrzebne są na przykład zmiany w planie zagospodarowania przestrzennego, by ułatwić niektóre przedsięwzięcia - podejmujemy takie uchwały. To samo z podatkami - jesteśmy miastem, ale podatki mamy niższe, niż niejedna gmina wiejska, nie tylko w powiecie, ale i Polsce. Przypomnijmy, że wielu bało się zmiany statusu, właśnie z tego powodu. Daliśmy dowód, że można to zrobić bez szkody dla mieszkańców.

Sugeruje Pan, że nadanie na nowo praw miejskich ułatwiło dostęp do zewnętrznych środków?
W naszym przypadku myślę że tak. Jesteśmy teraz kombinacją miejsko-wiejską. Możemy sięgać więc po pieniądze z puli wiejskiej i dla miast również. Te wszystkie dotacje na inwestycje drogowe, kanalizacyjne, dla straży pożarnych, na budowę i remont dróg - to właśnie taki montaż finansowy. To samo z zabytkami - kościoły św. Zofii, Wszystkich Świętych, św. Mikołaja, św. Stanisława Biskupa.

Chce Pan powiedzieć, że młodemu miastu dają te wszystkie dotacje chętniej?

Myślę, że coś w tym jest. W końcu w Bobowej była kiedyś kolegiata. Tradycje to zawsze mocny argument w staraniach o dofinansowanie.

Miasto to nie tylko rynek i chodnik, ale też szansa na mieszkanie: po przystępnej cenie, dobrej lokalizacji, ze szkołą, przedszkolem i najlepiej żłobkiem na wyciągnięcie ręki. Jest taka szansa w Bobowej?
Mamy plan zagospodarowania, ale jeśli ktoś potrzebuje jego zmiany, bo na przykład chce budować dom, to w zasadzie ma zagwarantowane, że ją uzyska. Z budownictwem wielorodzinnym jest trochę inaczej - owszem na razie takowego nie ma, ale mamy tę myśl z tyłu głowy. Są tereny. Gdy tylko więc pojawią się możliwości współfinansowania takiej inwestycji z dodatkowych źródeł, to na pewno skorzystamy. Młodzi szukają mieszkań - wynajmują więc u kogoś część domu, pokoje. Równocześnie zaczynają budować własne domy. Potrzebują lokum na przetrwanie tego czasu. Taki komunalny blok byłby idealnym rozwiązaniem.

A tak na marginesie, pokusił się Pan o sprawdzenie liczby mieszkańców, przed i po nadaniu praw miejskich? Przyjeżdżają nowi, osiedlają się?
Tendencja jest jak najbardziej wzrostowa - dziesięć lat temu w Bobowej mieszkało 3018 osób. Teraz jest prawie 160 mieszkańców więcej. Gdzie nie popatrzyć, pojawiają się nowe domy, a więc kolejne rodziny. Oby tak dalej!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Dziesiąte urodziny Bobowej. Jak przez ten czas zmieniło się miasto, zyskało czy straciło? Co dalej? - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

D
Do roboty
;-)))
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie