reklama

Edukacja domowa alternatywą dla szkół?

RedakcjaZaktualizowano 
INNOWACJE. Home schooling, czyli edukacja domowa, jest od wielu lat zakorzeniona na Zachodzie.

W Polsce jednak nadal wzbudza kontrowersje i mieszane uczucia. Założenie jest bardzo proste: rodzice, zamiast posyłać dzieci do szkoły, sami podejmują się zadania wychowania ich i uczenia. Ta metoda nie łamie obowiązku szkolnego, ponieważ dziecko jest nadal pod nadzorem szkoły. Wskazuje na to Polska konstytucja (z 1997 roku), która gwarantuje prawo do wyboru nauczania domowego. Artykuł 70 punkt 3 mówi: "Rodzice mają wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne". Zgodnie z Ustawą o Systemie Oświaty, rodzice muszą jednak uzyskać zgodę dyrektora placówki na taką metodę nauczania. Efekt jest taki, że dzieci które uczą się w domu, muszą następnie jeden lub dwa razy w roku zdawać egzaminy w szkole, aby uzyskać świadectwo ukończenia danej klasy.
Nasuwa się więc pytanie czy stres, który towarzyszy zaliczaniu różnych przedmiotów (czasem nawet 15), w obcym dla dziecka środowisku szkolnym, równoważy zalety edukacji domowej?
W minionym tygodniu Krakowie zjawił się amerykański prof. Rick Grubbs, który wraz z żoną i dziesięciorgiem swoich dzieci podróżuje po Europie i szerzy idee home-based education. Trzeba wspomnieć, że polskie doświadczenia z edukacją domową są na tyle skromne, że często dla jej określenia używa się właśnie angielskich idiomów. Prof. Grubbs zjawił się na specjalnym spotkaniu w Urzędzie Miasta, organizowanym m.in. przez Małgorzatę Jantos, gorącą zwolenniczkę edukacji w domu. Państwo Grubbs tłumaczyli zebranym, jak dobrze i skutecznie opiekować się swoimi pociechami, żeby równocześnie nie zaniedbywać ich rozwoju naukowego i - co jest dla nich szczególnie - ważne duchowego.
- Pan Grubbs z rodziną to szczególny przykład na to jak - mimo tak licznej rodziny - można sobie radzić w życiu - mówi Małgorzata Jantos. Rick Grubbs, z racji wykonywania swojego zawodu, stał się specjalista do spraw zarządzania czasem. Prowadzi wykłady i zajęcia, w trakcie których udowadnia, jak można zaplanować każdy dzień, żeby marnować jak najmniej czasu. Swoją wiedzę i doświadczenia wykorzystuje następnie w domu. - Wyobraźmy sobie słoik, do którego próbujemy zmieścić kamienie. Gdy kilka z nich włożymy, to ktoś mógłby powiedzieć, że słoik jest pełny, ale przecież można jeszcze dosypać kilka małych kamyków, następnie zmieścić trochę piasku, a na końcu dolać wody - obrazowo tłumaczy prof. Grubbs. - Te nasze problemy są właśnie jak kamienie, mogą być mniejsze i większe. Dlatego lepiej zacząć od spraw trudniejszych, a dopiero potem skupić się na drobnych problemach i problemikach.
Rodzina Grubbsów, mogłaby być brana za najlepszy przykład skutecznej edukacji domowej. Dzieci mają dokładnie opracowane kalendarze. Każde z nich codziennie ma do wykonania odpowiednią liczbę zadań. Dodatkowo starsze dzieci mają obowiązek przypilnować swoje młodsze rodzeństwo i pomóc im w nauce. W USA, gdzie podobne metody nauczania były wprowadzane przeszło dwadzieścia lat temu, działa to bardzo dobrze. Takie rodziny zrzeszają się i wymieniają swoimi kontaktami i wiedzą. Metoda ta została też zaakceptowana przez wyższe uczelnie, które chętnie przyjmują do siebie młodzież, która wychowała i uczyła się w domu. Ich wyniki nie odbiegają w żaden sposób od dzieci podążających tradycyjną drogą naukową. Edukacja domowa nie budzi też zaskoczenia, ponieważ statystycznie każdy Amerykanin zna chociaż jedną taką rodzinę. Wiadomo też, że Amerykanie są bardzo tolerancyjni i otwarci na nowe rozwiązania.
W Stanach została rozwiązana również kwestia egzaminów, dzięki czemu są one znacznie mniej stresujące dla dzieci. W każdym Stanie jest trochę inaczej, dlatego państwo Grubbs podali przykład Północnej Karoliny, skąd pochodzą. Rodzice mogą tam wykupić testy egzaminacyjne, które są przysyłane do domów. Następnie dziecko w towarzystwie kogoś spoza najbliższej rodziny rozwiązuje je, a wyniki są odsyłane do sprawdzenia. Czy taka metoda przyjęłaby się w Polsce, to nadal niewiadoma, choć nauczyciele są dość sceptyczni.
Dzięki szerokiej siatce kontaktów, jakie zawiązały się wśród amerykańskich rodzin, rozwiązany został też problem braku kompetencji rodziców w niektórych dziedzinach naukowych. - Rodzice ze sobą współpracują i nawzajem sobie pomagają, gdy dziecko potrzebuje nauczyciela z jakiegoś przedmiotu np. chemii, a poziom jest już dla nas za wysoki. Zawsze znajdzie się wśród nas rodzic, który się podejmie pomóc w nauce - wyjaśnia Rick Grubbs. - Nieoceniony jest w tym też internet, dzięki któremu nasze dzieci uczą się same. Dzięki dużej popularności home schooling w USA, na rynku wydawniczym i w sieci jest wiele odpowiednio przygotowanych pozycji.
W Polsce edukacja domowa dopiero raczkuje. W Krakowie w taki sposób uczy się ok. 20 dzieci w różnym wieku. Głównym problemem, wskazywanym przez rodziców, jest brak zrozumienia i brak odpowiednich przepisów. - My z żoną zdecydowaliśmy się na naukę w domu, ponieważ nasz syn Krzysztof nie radził sobie z matematyką, ale za to wykazywał wiele umiejętności w graniu na instrumentach - wyjaśnia Zbyszek Borys, tata dwunastoletniego Krzyśka i dziesięcioletniego Staszka. - Dlatego postanowiliśmy stworzyć naszym dzieciom alternatywę. Nie jest łatwo, ale nasze dzieci są bardzo zadowolone. Główna bolączką, z jaką stykają się polskie rodziny, jest brak zrozumienia. Wszystkie uczące się w domu dzieci muszą przechodzić egzaminy każdego roku, a czasem nawet i dwa razy do roku, aby móc kontynuować naukę w domu. Oczywiście, jest to nierówne traktowanie wobec uczących się w szkołach publicznych, którzy nie muszą zdawać takich egzaminów. Po drugie, brak sprecyzowania reguł dotyczących uczniów szkół domowych powoduje, że każdy dyrektor szkoły może stwarzać swoje własne zasady. - Niestety, gdy dochodzi do nauki przedmiotów, w których brak nam odpowiednich umiejętności, musimy się liczyć z drogimi korepetycjami - dodaje Zbyszek Borys.
Zwolennicy Home Schoolingu pragną też obalić mity dotyczące wychowania aspołecznego. - Nasze dzieci mogą sobie same wybierać przyjaciół i nie są skazane na przypadkowy dobór osób w klasie - mówi Zbyszek Borys. - Nieprawdą jest też, że synowie siedzą cały czas w domu, wręcz przeciwnie: uczęszczają na wiele zajęć dodatkowych.
ANNA NIKIEL
Komentarz: RODZICE POWINNI MIEĆ WYBÓR
Małgorzata Jantos, radna miasta Krakowa: - Jestem zwolenniczką edukacji domowej, uważam że rodzice powinni mieć wybór co do metod edukacji swoich dzieci. Chciałabym, żeby ludzie oswoili się z taką metodą nauczania, ale równocześnie zrozumieli, jak ogromna odpowiedzialność spływa na rodziców. Nie zgadzam się z osądem, jakoby dzieci uczone w domu były aspołeczne, badania pokazują, że taki osąd jest nieprawdziwy. Mój syn uczył się w szkole, ale jak teraz o tym myślę to wolałabym, żeby uczył się w domu.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3