Edukacja domowa

Redakcja
MAŁGORZATA JANTOS\*

Co na to prawo?

Edukacja to wyścig między cywilizacją a katastrofą.
H.G. Wells
J edna z najkrótszych definicji edukacji domowej (home schooling), zaproponowana przez słownik Webstera, określa to zagadnienie jako "praktykę nauczania własnych dzieci w domu". W polskiej literaturze można znaleźć zaledwie kilka tekstów poświęconych home education lub homeschooling i - jak do tej pory - jedną książkę. Nie dopracowano się nawet adekwatnej terminologii, toteż dość często stosuje się tłumaczenia angielskie. Roland Meighan, jeden z najwybitniejszych badaczy tej odmiany edukacji, proponował, aby używać określenia home-based education - edukacja oparta na domu, dla podkreślenia, że dom jest ostoją i punktem startu, a nie tylko miejscem, gdzie odbywa się nauka.
Istotnym pytaniem jest to, czy edukacja domowa jest legalna. Przypomnieć tutaj wypadałoby, że po raz pierwszy dekret o obowiązku szkolnym wprowadzono w Prusach w 1819 roku za czasów Fryderyka Wilhelma II. W Polsce zaś dopiero po odzyskaniu niepodległości w 1919 roku "Dekret o obowiązku szkolnym". Jak widać, wcześniej była edukacja domowa, a dopiero od dość niedawna istnieje obowiązek uczęszczania dzieci do szkół. Polska konstytucja (z 1997 roku) gwarantuje prawo do wyboru nauczania domowego. Artykuł 70 punkt 3 mówi: "Rodzice mają__wolność wyboru dla swoich dzieci szkół innych niż publiczne". Z kolei "Ustawa o systemie oświaty" z września 1991 roku ogranicza wolność do nauczania domowego. Artykuł 16 punkt 8 mówi: "Na wniosek rodziców dziecka dyrektor szkoły publicznej, w której obwodzie dziecko mieszka, może zezwolić na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego poza szkołą oraz określić jego warunki. Dziecko spełniające obowiązek szkolny w tej formie może otrzymać świadectwo ukończenia poszczególnych klas szkoły podstawowej lub ukończenia tej szkoły na podstawie egzaminów klasyfikacyjnych przeprowadzonych przez szkołę, której dyrektor zezwolił na taką formę spełniania obowiązku szkolnego".
Marek Budajczak, prezes Stowarzyszenia Edukacji Domowej, wskazywał na dwa problemy związane właśnie z tym zapisem w ustawie. Po pierwsze, wszystkie uczące się w domu dzieci muszą przechodzić egzaminy każdego roku, a czasem nawet i dwa razy do roku, aby móc kontynuować naukę w domu. Oczywiście, jest to nierówne traktowanie wobec uczących się w szkołach publicznych, którzy nie muszą zdawać takich egzaminów. Po drugie, brak sprecyzowania reguł dotyczących uczniów szkół domowych powoduje, że każdy dyrektor szkoły może stwarzać swoje własne zasady.
Procedura powinna wyglądać następująco: rodzic zgłasza chęć kształcenia domowego, dyrektor szkoły powinien wyrazić zgodę, a następnie dla dziecka "spełniającego obowiązek szkolny poza szkołą" powinien być założony arkusz ocen z egzaminów klasyfikacyjnych i sprawdzających. Dziecko musi być wyposażone w legitymację szkolną, uprawniającą do ulg przy przejazdach środkami transportu zbiorowego. Procedura zdawałoby się prosta. Jednakże funkcjonowanie edukacji domowej owiane jest niczym nieuzasadnioną nie najlepszą opinią, która przede wszystkim oparta jest na braku wiedzy.

Mit wyobcowania

Edukacja ta, w przeciwieństwie do szkolnej, według rozpowszechnionych wyobrażeń, musi prowadzić do znacznych ograniczeń w kontaktach społecznych dziecka, a tym samym doprowadza do społecznej izolacji. Dziecko nie będzie więc mogło, jak się sądzi, nawiązać przyjaźni, nie poradzi sobie w środowisku społecznym, ponieważ będzie wywodziło się z "cieplarnianych" warunków.
Jak wykazują badania anglosaskie, a także i polskie doświadczenia, są to stwierdzenia nieprawdziwe. Dzieci spotykają się przecież z innymi dziećmi na placach zabaw, są zaangażowane w działalność grup celowych (na przykład uczęszczają na zajęcia pozalekcyjne do domów kultury, na dodatkowe zajęcia na basenie, chodzą na lekcje religii, do bibliotek), dokonują zakupów, realizują najróżniejsze zadania własne i rodziców. Dzieci kształcone w ten sposób częściej uczęszczają do muzeów, parków, ogrodów zoologicznych, a przede wszystkim do centrów nauki i kultury, gdzie w grupach zajęciowych spotykają ludzi w różnym wieku. Dzieci uczące się w domach są często członkami różnych organizacji dziecięcych i młodzieżowych prowadzących działalność edukacyjną, rekreacyjną lub prospołeczną. Z badań wynika na przykład to, że amerykańskie dzieci uczące się w domu spędzają średnio prawie 11 godzin tygodniowo z innymi dziećmi (z wyłączeniem rodzeństwa) oraz przeszło 9,5 godziny z dorosłymi spoza rodziny.
Uspołecznienie człowieka to przede wszystkim posiadanie umiejętności bezkonfliktowego wchodzenia w role danej grupy oraz działania w kierunku rozwiązywania problemów. Trudno się zgodzić ze sformułowaniem, że jedynie przebywanie w środowisku szkolnym daje takie umiejętności. Uspołecznienie nie powstaje tylko w sytuacjach stawiania oporu agresorom czy też podejmowania działań dla własnej obrony, a przecież i te umiejętności (a może przede wszystkim te) są ćwiczone w zbiorowościach szkolnych. Uspołecznienie to także aktywność obywatelska w sferze publicznej, która - jak pokazują badania dzieci uczących się w domach - jest znacząco wyższa niż tych "szkolnych".
Jednym z najbardziej widocznych czynników socjalizacyjnych w grupie dzieci (szczególnie ważnych wśród młodzieży) jest presja rówieśnicza. Nacisk powoduje ujednolicenie opinii, identyczne zachowanie, przyjmowanie zachowań proponowanych przez media. Wzorce te bywają niekiedy pozytywne, częściej jednak są negatywne. Kształcenie domowe pozwala zachować dzieciom ich indywidualność. Zresztą, jak twierdzą znawcy przedmiotu, w szkole dzieci nie mają wcale tak wiele czasu na należyte uspołecznianie się w gronie rówieśniczym.

Niewiara w rodziców

Kolejne zastrzeżenie, które pojawia się odnośnie edukacji domowej, dotyczy samych rodziców jako organizatorów nauki własnych dzieci. Kwestionowaniu podlegają przede wszystkim ich zdolności pedagogiczne. Przeciwwagą dla takiej opinii byłoby podkreślanie bardzo wysokiego przygotowania nauczycieli do pełnienia zawodu. Jak wiemy, nie zawsze tak bywa. Rodzice uczący dzieci w domach poświęcają często swoje życie zawodowe. W moich kontaktach z tymi rodzicami okazywało się, że jedno z nich przestawało pracować zawodowo, aby móc poświęcać się w całości edukacji dzieci. Niekiedy współpracują z rodzinami wynajęci nauczyciele i inni rodzice.
W ostatnich dwudziestu latach przeprowadzono bardzo wiele badań wskazujących na wyniki edukacji domowej. Oczywiście, robiono je tam, gdzie rodzice przyznają się do kształcenia dzieci w domu i gdzie można takie badania wykonać. Wyniki badań ze Stanów Zjednoczonych oparte na standaryzowanych testach umiejętności i osiągnięć szkolnych pokazały, że wyniki testów są wyższe u dzieci kształconych w domach niż u dzieci uczęszczających do szkół.
W domach uczyli się między innymi Hans Christian Andersen, Charles Dickens, Mark Twain, Winston Churchill, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Konrad Adenauer, Franklin D. Roosevelt.
Do rejestru Światowej Organizacji Zdrowia wpisano fobię szkolną jako kategorię kliniczną. Wypada więc dla dobra własnych dzieci przyjrzeć się uważniej propozycjom alternatywnego nauczania.
Autorka jest radną miasta Krakowa. Powyższy artykuł powstał w ramach projektu "Edukacja dla obywateli" prowadzonego przez Centrum Analiz Regionalnych (www.car.org.pl)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie