Edyta Górniak: Niezmiennie dużo wrażliwości na świat

Redakcja
Właśnie ukazała się jedna z najlepszych płyt w jej dyskografii – „My”. Poza tym śledzimy poczynania jej drużyny w telewizyjnej „Bitwie na głosy”. Udzieliła nam ekskluzywnego wywiadu.

– Pani Edyto, odbywa Pani cykl spotkań z fanami. Jakie są Pani wrażenia? Czy były jakieś wyjątkowe chwile?    


Fot.  Marlena Bielinska

– Spotkania z publicznością zawsze są niezwykłym przeżyciem. Te podczas podpisywania, różnią się od tych, kiedy wychodzę zmęczona po koncercie. Kiedy jadę do poszczególnych miast niejako w odwiedziny,  spotkania te przesiąkają innymi emocjami. Staram się każdej osobie, która przychodzi na nasze spotkanie poświęcić jak najwięcej swojej uwagi. Czasem ludzie opowiadają o swoich trudach w życiu, czasem podchodzą i przestają mówić, tylko patrzą, a ja i tak widzę w ich oczach różne emocje. Czasem płaczą, innym razem chcą się przytulić. Magiczne i wzruszające są te spotkania, powiem szczerze...  

– Poprzedni Pani album ukazał się aż pięć lat temu. Skąd tak długa przerwa?     

– Musiałam poukładać swoje życie. Chaos nie służy kreatywności. 

– Pierwsze informacje o pracach nad Pani nowym materiałem pojawiły się już w 2010 roku. Co sprawiło wydłużenie prac nad tą płytą?    

– Lwią część czasu zajęło mi znalezienie właściwych dla mnie producentów, kompozytorów, autorów tekstów etc. To naturalny proces twórczy.


Fot.  Marlena Bielinska
__

– No właśnie: na producenta płyty wybrała Pani Bogdana Kondrackiego, który współtworzył sukcesy Ani Dąbrowskiej. Co o tym zdecydowało? 
  

– Jego ogromny talent, pełna otwartość i pełne porozumienie między nami. Nie można tego wypracować. Ludzie muszą się wzajemnie odnaleźć.    

Kto jest autorem tekstów do nowej płyty artystki? Czytaj dalej >>

– Jak układała się Pani współpraca z Kondrackim? Czy miała Pani do niego pełne zaufanie? A może zdarzały się artystyczne konflikty w studiu?
  

– Konfliktów nie było. Była radość tworzenia, wymiana pomysłów i szaleństwo eksperymentowania. Jestem ogromnie wdzięczna za tę naszą współpracę i za zaangażowanie Bogdana dla tej płyty. Napisał piękne utwory dla mnie. W studio jest zawsze szczery i bezkonfliktowy. Jedyny tylko raz zasmucił mnie, kiedy powiedział, że nie podoba mu się projekt okładki płyty. Nie rozumiałam dlaczego. Pamiętam piliśmy wtedy kawę w kuchni i Boguś powiedział patrząc na grafikę – "Przecież Ty jesteś taka ładna. Czemu nie jesteś taka na okładce jak teraz, o, z kawą ?" Rozśmieszył mnie. Odpowiedziałam – "Nie chcę Boguś mieć ładnej okładki. Chcę dziwną, tajemniczą. Taką, która będzie korespondowała z warstwą muzyczną albumu." Śmialiśmy się na przemian. Wiem, że ta okładka jest odważna, taką właśnie chciałam mieć.


Fot.  Marlena Bielinska
  
 – Ania Dąbrowska i Karolina Kozak napisały słowa do kilku piosenek na Pani płytę. Co odnalazła Pani w ich tekstach?
   

 – Karolina Kozak jest autorką tekstów. Ania współkomponowała dwa utwory. Z Karoliną porozumiewałyśmy się wykorzystując kobiecą i artystyczną intuicję. Uwielbiam z nią pracować. Jest w pełni otwarta, słucha, uważnie słucha. Jest niesamowicie zdolna, mądra i zabawna. Wydała właśnie swoją kolejną płytę.
   
– Nie odmówiła Pani sobie napisania również kilku tekstów. Co musi mieć w sobie piosenka, żeby skłoniła Panią do sięgnięcia po pióro?
   

 – Och kurcze... Trudne pytanie. Najczęściej nie mam odwagi pisać dla siebie. Nie potrafię powiedzieć dlaczego. Natomiast jedno wiem na pewno – w każdej regule są wyjątki. Nie wiem czy to właśnie ta chwila czy może miejsce czy splot różnych, trudnych do wyjaśnienia okoliczności spowodował, że tym razem chwyciłam za pióro i mam nadzieję, że się udało. (uśmiech)
   
– Są na płycie romantyczne ballady, ale i dynamiczne utwory taneczne. Nie miała Pani ochoty na album jednoznacznie klasyczny albo klubowy?

Przy jakich utworach Edyta Górniak bawi się najlepiej? Czytaj dalej >>    

– Nie lubię płyt jednolitych. Nie lubię słuchając płyt mieć wątpliwość czy to pierwszy czy trzeci utwór, bo brzmi podobnie. Poza tym chciałam dać różnorodność na różne dni, różne nastroje, na różne stany emocjonalne.
    
– A jakie piosenki dają Pani więcej satysfakcji – balladowe czy taneczne?
 

 – Każde są wyzwaniem z innego powodu. Radość dają mi reakcje ludzi, którzy śpiewają moje utwory, traktując je jak by były ich własne. Cieszę się tym zawsze tak samo. Przy pierwszym albumie „Dotyk” i przy „My” identycznie. Radość ludzi nigdy mi nie spowszednieje.
  
– W piosence „Obudźcie mnie” śpiewa Pani o zakończeniu związku. Czy dla kobiety największym dramatem – który jawi się właśnie niczym koszmarny sen – jest rozstanie z ukochanym mężczyzną?

Fot.  Marlena Bielinska
   
– Ależ nie. Nie musi być tak w każdym przypadku. Czasem rozstanie przynosi olbrzymią ulgę. Najczęściej jednak nierównomiernie dużą dla obu stron. Życie to podróż. Trzeba pamiętać o tym, aby zatrzymywać się przy kimś jeśli odnajdujemy tam prawdę, szczęście i siebie. Jeśli przestajemy czuć się sobą, przestajemy żyć. Los nie rozwiąże naszych zmagań. To my sami musimy je rozwiązać.
       
– „Dzisiaj dziękuję” to mądry tekst podkreślający, co było dobre w zakończonym związku. Czy przyjęcie takiej postawy wymaga dużo emocjonalnego trudu?
   

– Bardzo słuszne pytanie. Jeśli życzy się komuś dobrze, to nie. Ale droga do wybaczenia dla każdego jest inna.
  
– Wydaje się, że wyjątkowo ważne słowa padają w „Tafli”: „Na środku świata zostawiłeś nagle mnie (...) Odnalazłam zagubioną mnie”. Jak udało się Pani odnaleźć tę wewnętrzną siłę, która pozwala przetrwać różne życiowe burze?
   

– Ależ znów mi Pan zadał pytanie! Nie jestem przyzwyczajona do takich głębokich pytań. Wydaje mi się, że każde kolejne doświadczenie im trudniejsze, tym więcej mnie uczyło. Mam niezmiennie dużo wrażliwości na świat. Pozwala mi to tworzyć muzykę, rozumieć i usprawiedliwiać przed sobą ludzi. Wybaczać im i sobie. Śpiewać szczerze. Ale gdyby nie traumy życiowe, nie umocniłabym się, a wtedy wrażliwość bez partnerstwa wytrwałości zniszczyłaby mnie. Jestem o tym przekonana. Trudne doświadczenia, choć były okrutne do przetrzymania szczególnie w dzieciństwie, paradoksalnie nie odebrały mi nic, ale zbudowały mnie.
     
– Chyba wszyscy czekamy na Pani koncerty. Czy planuje Pani efektowną trasę koncertową po Polsce z nowymi piosenkami?
 

– Ja też nie mogę doczekać się spotkań muzycznych. Teraz kończę produkcję wideoklipu do czwartego singla „Nie zapomnij”, powoli przygotowuję się również do spotkania z panem Carrerasem, a w międzyczasie przygotowuję drużynę do co sobotniej „Bitwy”. Ogrom pracy i elementów do skoordynowania, ale dam radę. (śmiech).

Rozmawiał Paweł Gzyl

Wideo

Dodaj ogłoszenie