Elektrownia na świętego Dygdy [WIDEO]

Włodzimierz Knap
Elektrowni w Polsce jeszcze nie ma, ale były już protesty jej przeciwników
Elektrowni w Polsce jeszcze nie ma, ale były już protesty jej przeciwników fot. Grzegorz Mehring
Energetyka. Prąd z pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce ma popłynąć w 2031 r. Taką datę podaje dokument PGE EJ 1, który ujawnił Greenpeace. Spółka odpowiedzialna za budowę zakładu nie zdradza oficjalnego harmonogramu. A eksperci spierają się, czy nas w ogóle na tę inwestycję stać

Spółka PGE EJ1, która ma zbudować polską elektrownię atomową, twierdzi, że upubliczniony przez ekologów dokument nie został zatwierdzony przez jej władze. A podana w nim data uruchomienia zakładu, czyli 2031 r., jest tylko jedną z kilku możliwych. Mimo zapewnienia, że w tych dniach przedstawi opinii publicznej aktualny harmonogram inwestycji, dotychczas tego nie zrobiła. Wydała tylko komunikat, że "finalizuje kolejny, ważny etap przygotowań do wyboru lokalizacji". To może budzić obawy wśród zwolenników energii z atomu, że w Polsce elektrownia jądrowa powstanie "na świętego Dygdy". Czyli nigdy...

Przypomnijmy: na razie nie wiadomo nawet, gdzie ona stanie. Ta decyzja ma zostać podjęta dopiero za 2-3 lata. Tymczasem rząd Donalda Tuska zapewniał w ubiegłej dekadzie, że pierwsza elektrownia jądrowa zacznie pracować w 2019 r. Kiedy stało się oczywiste, że tak nie będzie, podano nowy termin - rok 2022. Potem kolejny - 2025. W rządowym programie Polskiej Energetyki Jądrowej (ze stycznia 2014 r.) tą drugą datą opisano czas, w którym będą działały dwa bloki atomowe. A jak bardzo potrzebujemy prądu z atomu, pokazują problemy, jakie z dostarczeniem go mają elektrownie w obecnym upale.

Nie jedna, a dwie

Prof. Urszula Woźnicka z krakowskiego Instytutu Fizyki Jądrowej PAN im. H. Niewodniczańskiego uważa, że z powodów ekonomicznych powinno się postawić w Polsce co najmniej dwie elektrownie jądrowe; każda z przynajmniej dwoma blokami. - Taka kalkulacja wynika z faktu, że raz w roku reaktor atomowy musi być na kilka tygodni wyłączany, by w tym czasie można było o niego zadbać. Gdyby zatem w Polsce pracowała jedna elektrownia, to przez około miesiąca byłaby nieczynna - mówi prof. Woźnicka.

Rząd zdawał sobie z tego sprawę, bo założył, że od 2026 r. w Polsce pracować będzie... druga elektrownia.

WIDEO: Ekspert: Problem niedoborów prądu rozwiąże więcej odnawialnych źródeł energii

Źródło: TVN24/x-news

Gdyby pierwsza elektrownia rzeczywiście zaczęła działać w 2031 w., oznaczałoby to 12-letnie opóźnienie w harmonogramie prac. Ale Iwo Łoś, ekspert Greenpeace ds. bezpieczeństwa energetycznego, uważa, że elektrownia jądrowa nigdy w Polsce nie powstanie. Podobnie twierdził prof. Władysław Mielcarski, współautor "Programu dla elektroenergetyki" przyjętego przez rząd PiS, Samoobrony i LPR w marcu 2006 r.

- Nie o budowę tu więc chodzi, tylko o przedłużanie w nieskończoność samego procesu przygotowań inwestycji - przekonuje Iwo Łoś.

To stać nas czy nie?

Kluczem do zrozumienia zastoju w sprawie budowy elektrowni jądrowej w Polsce są kwestie finansowe i lobbing ze strony przeciwników tego rodzaju zakładów. - Elektrownie jądrowe są źródłem najtańszej energii. Mogą z nimi rywalizować tylko elektrownie węglowe korzystające ze złóż odkrywkowych - twierdzi prof. Andrzej Strupczewski z Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Według prof. Mielczarskiego koszty wybudowania i funkcjonowania elektrowni jądrowych są kilkakrotnie wyższe niż twierdzą ich zwolennicy i co zakłada rządowy plan. Ten mówi, że trzeba wydać ok. 60 mld zł. Sceptycy - że nawet 200 mld zł. Różnica jest znacząca, lecz w każdym przypadku chodzi o gigantyczne pieniądze.

- Nie jestem przeciwnikiem energetyki jądrowej. Twierdzę jednak, że plany rozwijania jej w Polsce są z powodów ekonomicznych całkowicie nierealistyczne - podkreśla prof. Mielczarski. Jego zdaniem, powinniśmy stawiać przede wszystkim na energetykę ze źródeł odnawialnych.

Jednak według prof. Strupczewskiego, koszty budowy morskich elektrowni wiatrowych, biorąc pod uwagę wskaźniki wykorzystania mocy, są w przeliczeniu na megawaty 1,5 razy wyższe niż jądrowych. - Dlaczego Polski, która zgodnie z ustawą ma rozwijać i dotować odnawialne źródła energii, miałoby nie być stać na energetykę jądrową? - dziwi się.

Nadzieja w inwestorze

Prof. Mielczarski przekonuje, że Polska nie jest w stanie sfinansować tak wielkiej inwestycji, jaką byłoby wybudowanie elektrowni jądrowej. Przekonuje, że nie wystarczą połączone zdolności kredytowe wszystkich firm tworzących PGE EJ, czyli PGE, Tauron, Enea, KGHM.

Plany rządowe przewidują pozyskanie partnera zagranicznego, który podjąłby się budowy elektrowni, a zarazem ją współfinansował do 49 proc. ogółu kosztów. Warunki takiej współpracy mogą być jednak dla nas bardzo ciężkie. Pokazuje to przykład krajów z Europy Środkowej (Słowacji, Węgier, Czech), w których zachodnie spółki energetyczne likwidują interesy, nie mogąc dogadać się z rządami. Wykładając miliardy dolarów, inwestorzy oczekują gwarancji na dziesiątki lat, że odzyskają swe pieniądze i osiągną zyski niezależnie od okoliczności.

WIDEO: Premier apeluje: Między 10 a 17 oszczędzajmy prąd. Bardzo o to proszę

Źródło: TVN24/x-news

- Pozyskanie inwestora zagranicznego uważam za nieprawdopodobne. Dla wielkich firm energetycznych program polskiej energetyki jądrowej jest niewiarygodny. Żaden przedsiębiorca budowlany nie traktuje poważnie kogoś, kto chce budować dom, ale nie ma ani działki, ani pieniędzy, ani pozwolenia na budowę - mówi prof. Mielczarski.

Co z tym prądem?
Ograniczenia w dostawach energii dla największych firm (w godz. 10-17) może potrwać do końca sierpnia. Tak wynika z rozporządzenia przyjętego wczoraj przez rząd. Ale niewykluczone, że już dziś Polskie Sieci Energetyczne nie będą redukować przedsiębiorstwom dostaw energii. Wszystko zależeć będzie od tego, czy uda się naprawić blok energetyczny w elektrowni w Bełchatowie, który uległ awarii. (MAPI)

wlodzimierz.knap@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
nie-men

nie dla zielonych aktywistów blokujących budowę elektrowni atomowej,
nie dla wyzyskiwaczy i pijawek w spółkach "budujących"
nie dla partaczy w rządzie nie umiejących sobie poradzić z tak prostą rzeczą,

Powiedzcie mi dlaczego takie ofermy nami rządzą?
Czarnobyl (hehe) wybudowano (1 blok) w 5 lat! I to w latach 70! U nas ile?! 12?! Ja pier......
Przecież to jakiś dramat.

Bezpieczeństwo Polski to m.in. bezpieczeństwo energetyczne i niezależność od innych poaństw w tym od Rosji i jej gazu. Mając wydajne, EKOLOGICZNE elektrownie atomowe można by grzać miasta prądem. Wówczas zmalała by emisja ze spalania węgla itp. Ale nie! Kurna u nas zawsze wspak. Bo jedna łajza z drugą musi zarobić na przekrętach! Wywlec na taczkach, najlepiej do Kaliningradzkiego!

A
Anormalny

Liczy sie czy elektrownia powstanie czy tez nie.Najwazniejsza jest spolka z dobrze platnymi etatami . I oto w tym wszystkim chodzi.

m
mruk

"Elektrownie jądrowe są źródłem najtańszej energii" - powiedział pan prof. Aha, tak profesorku. Tylko czy w swoich kalkulacjach uwzględnił pan koszty ewentualnego wybuchu reaktora, jego awarii, straty w ludziach, koszty leczenia setek, tysięcy ludzi, koszty opanowywania klęski humanitarnej i środowiskowej, lub też po prostu koszty zabezpieczania reaktora po tym, gdy przestanie być używany?? No ciekaw jestem?? Nawet jeśli założyć, że wybuch, awaria reaktorów jest mało prawdopodobna - to się zdarza, jak wiele razy mieliśmy sie okazję przekonać, nawet jeśli zdarza się raz na 100 czy nawet 150 lat, to czy nadal ta energia będzie sie opłacać? Jeśli pan nie uwzględnił tych hipotetycznych, ale możliwych kosztów ludzkich, społecznych, to pana teza o taniości energii atomowej jest nic nie warta. Idź pan głoś swoje tezy w Japonii, najlepiej ludziom, którzy mieszkają w okolicach Fukushimy.

m
mruk

Jako ateista jestem w stanie dać 100 złotych na mszę, może być z udziałem prez. Dudy, w intencji niepowstania w Polsce elektrowni atomowej. Dla dobra naszego, a zwłaszcza przyszłych pokoleń Polaków. Amen.

Dodaj ogłoszenie