Euro 2016 w piłce ręcznej. Michael Biegler: W Krakowie jest jak w domu

Pytał i notował Artur Bogacki
Pod wodzą Michaela Bieglera Polacy zdobyli w 2015 roku w Katarze brązowy medal mistrzostw świata
Pod wodzą Michaela Bieglera Polacy zdobyli w 2015 roku w Katarze brązowy medal mistrzostw świata fot. Karolina Misztal
Rozmowa. Trener reprezentacji piłkarzy ręcznych Michael Biegler podsumowuje pierwszą część rozgrywanego w Polsce Euro 2016.

- Mecz z Francją, po którym zajęliście 1. miejsce w grupie A mistrzostw Europy, był perfekcyjny z waszym wykonaniu?
- Uprawiamy dyscyplinę, w której nie da się wszystkiego zrobić perfekcyjnie. Zaczęliśmy bardzo dobrze, różnicę zrobiła gra bramkarzy, ale straciliśmy ten atut. Na szczęście, gdy prowadzi się pięcioma-sześcioma golami, to jest czas, aby w porę zareagować na niekorzystną zmianę. To był fantastyczny mecz, ale podkreślam - był.

- Czy to było najlepsze spotkanie, odkąd prowadzi Pan polską drużynę?
- Trudno mi to jednoznacznie ocenić. Aby był „wielki” mecz, musi być rozegrany pod presją, o dużą stawkę. Na przykład w mistrzostwach świata w Katarze ta presja rosła, bo trzeba było wyjść z grupy, później awansować do kolejnych rund. Na pewno pamiętać będziemy mecz z Hiszpanią (o brązowy medal, który Polacy wygrali po dogrywce - przyp.). Jest naprawdę bardzo wiele meczów, w których poziom był zbliżony.

Autor: Joanna Urbaniec

- Patrząc na waszą grę na Euro, można uznać, że przeciwko najtrudniejszemu rywalowi zagraliście najlepiej. Zgodzi się Pan z tym?
- Nie do końca. Serbia i Macedonia to również bardzo mocne drużyny. Nie chcę popełnić błędu wartościowania rywali i uzyskanych przez nas wyników. Jedyną różnicą według mnie jest poziom presji, jaka towarzyszy spotkaniom. Chciałem ją zdjąć z drużyny, skupić na sobie. Starałem się to zrobić jeszcze przed turniejem, dlatego na konferencji mówiłem - bardzo szczerze - co drużyna jest w stanie zrobić i że jej ewentualne błędy są moim błędami. Po drugim meczu, gdy już mieliśmy pewny awans do głównej rundy, można było trochę odetchnąć. Ale teraz to się zmieni, znów będzie gorącej, presja będzie rosła z dnia na dzień.

- Chciałby Pan znów podczas mistrzostw zagrać z Francją?
- Nie znam aż tak dokładnie układu gier, ale będzie to możliwe chyba dopiero w końcówce turnieju (w meczu o 3. miejsce lub w finale - przyp.). Na razie koncentruję się tylko na meczu z najbliższym przeciwnikiem.

- W rundzie głównej zagracie kolejno z Norwegią, Białorusią i Chorwacją. Co może Pan powiedzieć o tych rywalach?
- Każdy gra inaczej. Zaczynamy z Norwegią, z którą w ubiegłym roku przegraliśmy na turnieju w Hiszpanii (25:30 w Oviedo w styczniu 2015 r. - przyp.). To młoda drużyna, ma zupełnie inny styl, gra naprawdę bardzo szybko, potrafi zmieniać tempo, jest dobra taktycznie. Białoruś z kolei opiera swoją grę na przygotowaniu fizycznym. O Chorwacji nawet jeszcze nie myślę, musimy się skupić na przygotowaniach mecz po meczu.

- Patrząc na zespoły, które są w rundzie głównej, czy nie jest Pan zaskoczony, że nie dostała się do niej Islandia?
- Nie, bo to też była bardzo mocna, trudna grupa, wszystko mogło się tam zdarzyć.

- Nie boi się Pan, że po trzech zwycięskich meczach oczekiwania, by wygrać cały turniej, będą jeszcze większe?
- Rozmawiałem o tym z drużyną. Tak jak mówiłem, moją rolą jest zdjąć tę presję z zawodników. Sytuacja jest w sumie taka, jak przed rozpoczęciem mistrzostw. Podchodzimy do tego tak, że mamy grupę, w której czekają nas trzy mecze, mamy zero punktów (Polacy rywalizację zaczną z 4 „oczkami”, wyniki meczów z Francją i Macedonią zostały zaliczone - przyp.). Nie patrzymy w przeszłość.

- Przed meczem z Francją, mówił Pan, że nie „musicie” zwyciężyć. Teraz postąpi Pan tak samo, czy powie zawodnikom, że koniecznie trzeba to spotkanie z Norwegią wygrać?
- Nie. Gramy z zespołem, który wygrał inną grupę, też awansował z czterema punktami, więc na pewno jest mocny. Musimy znaleźć jakiś sposób. Z Francją zagraliśmy dobrze, ale były elementy, które da się poprawić. Nad tym trzeba popracować.

- Poprzedni mecz z Norwegią przegraliście. Czy ma to dla Pana znaczenie? Było to przecież tylko towarzyskie spotkanie.
- Było to dla nas jakieś doświadczenie. Nie było źle, wnioski są takie, że musimy być bardziej skoncentrowani.

- Co Pan sądzi o warunkach zakwaterowania i trenowania? Przed turniejem mówił Pan, że bardzo ważne jest, by Kraków stał się waszym domem. Czuje się Pan tu jak w domu?
- Osobiście - tak. Jestem zadowolony z tego, co udało się nam tutaj zrobić podczas pobytu przed turniejem. Z początkiem stycznia musieliśmy zacząć zmieniać harmonogram zajęć, bo mecze są rozgrywane bardzo późno. Tak naprawdę zawodnicy dopiero o trzeciej w nocy mogą spokojnie zasnąć. Trzeba było przemodelować plan posiłków, trochę cały styl życia. Ważne więc, aby nie musieć myśleć o zmianie swojej bazy. Wszystko dla nas jest zorganizowane więcej niż perfekcyjnie.

- Do soboty, kiedy zagracie pierwszy mecz drugiej fazy Euro, będzie chwila na relaks?
- Tak jak po każdym meczu, na drugi dzień rano mamy rozciąganie i inne, mocniejsze ćwiczenia gimnastyczne w hotelu. To dla nas dobre rozwiązanie, bo zawodnicy, którzy dużo grają, nie muszą się specjalnie przebierać i gdzieś jechać na trening. Wystarczy zejść z czwartego piętra na salę. Dzień po meczu z Francją zawodnicy dostali wolne popołudnie. Niektórzy mają tu znajomych i rodzinę, inni pewnie poszli na kawę na miasto. Ja też w sumie po raz pierwszy dostanę taką okazję. Ale już na 18 zaplanowane jest spotkanie techniczne, później mamy kolację.

- Czyli nie bardzo jest czas na zwiedzanie?
- Gdy wcześniej byliśmy w Krakowie, na początku stycznia, była okazja zobaczyć Rynek, ale miałem na to tylko godzinę. Znajomi mi mówią, że to musi być interesujące jeździć w tyle miejsc na turnieje. Ale przecież ja czas spędzam głównie na lotniskach, hotelu i na hali.

- Chciałby Pan przedłużyć z polską federacja kontrakt, który kończy się w tym roku?
- To nie czas na zastanawianie się nad tym. Koncentruję się na tym, co mam zrobić dziś. Podchodzę do tego jak do meczu - najważniejszy jest najbliższy cel.

Francuska demolka w pół godziny

Francja - Białoruś 34:23 (20:5)
Bramki: N. Karabatić 9, Remili 5, Derot 5, Narcisse 4, Kounkoud 3, Fabregas 2, Mahe 2, Sorhaindo 2, Guigou 1, L. Karabatić 1 - Chadkiewicz 9, Puchouski 4, Baranau 3, Babiczew 2, Jurynok 2, Nikulenkau 1, Karalek 1, Szyłowicz 1.

W pierwszym meczu rundy głównej, w grupie 1 w Krakowie, Francuzi pokonali Białoruś. Po przegranej z Polską „Trójkolorowi” w drugiej fazie mają o 2 punkty mniej i każda porażka zmniejsza ich szanse na dostanie się do półfinału. Wczoraj pokazali mistrzowską formę. W I połowie zmietli z parkietu rywali, zwyciężając aż 20:5.

W bramce świetnie spisywał się Thierry Omeyer, broniąc ze skutecznością na poziomie 70 procent (lider klasyfikacji strzelców Siarhiej Rutenka nie zdobył gola!). W ataku szalał Nikola Karabatić. Za wcześniejsze mecze zebrał dużo krytyki (tylko 7 trafień), a wczoraj w pół godziny rzucił Białorusinom 9 goli (100 procent skuteczności).

Po przerwie gwiazdy Francji mogły odpoczywać, zmiennicy też się nie przemęczali. Lepiej zagrali Białorusini. Wyróżnił się Aliaksiej Chadkiewicz, który wcześniej wystąpił w 2 meczach, przez łącznie 6 min (bez strzału), a tym razem zdobył 9 goli.

1.Polska 2455-48
2. Norwegia 2463-58
3.Francja 3489-77
4. Chorwacja 2258-55
5.Macedonia 2046-54
6.Białoruś3081-100

Dziś, grupa 2 (Wrocław): Niemcy - Węgry (18.15), Szwecja - Rosja (20.30).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie