Euro nadchodzi

Redakcja
Czasami winiarze wykorzystują politykę w inny sposób. W 1997 roku na targach winnych w Weronie zaprezentowano wino mające symbolizować europejską integrację. Nazywał się ten płyn Plenum, a uzyskany został ze zmieszania dwóch znakomitych win - włoskiego Sangiovese z Toksany i francuskiego Cotes du Rhone. Piłem to wino i mogę zaświadczyć, że eksperyment się nie powiódł. Oba wina osobno są znacznie lepsze. I dzięki Bogu, że takich eksperymentów już nie powtarzano, jeśli nie liczyć pokutujących po półkach naszych sklepów win z fantazyjnymi nazwami, które mają na etykiecie wzmiankę niemieckojęzyczną, że są zrobione z różnych win europejskich. Jak zobaczycie słowo Verschnitt - uciekajcie natychmiast. To jest ten spirytus, którego jeszcze nie przerobiono. Po prostu zlewki.

Piwnica i okolica

   Związki polityki z winem bywają osobliwe. W Unii Europejskiej wspólna polityka rolna z całym systemem premii, subwencji, dotacji ma wpływ na ilość produkowanego wina, a więc i na jego jakość. Na szczęście nie dotyczy to renomowanych winnic, które obywają się bez wsparcia z Brukseli, tylko masówki. Jej nadmiar skupowany jest przez unijne agendy, a następnie przerabiany na spirytus. Na początku lat 90. wypiliśmy dużo tego wina zdestylowanego na spirytus, szmuglowanego do Polski w ramach tak zwanej afery spirytusowej, do dziś zresztą nie wyjaśnionej. Na ogół UE przekazuje spirytusowe zapasy krajom rozwijającym się jako pomoc ekonomiczną. Niemała to pomoc, bo spirytus z wina jest najdroższy.
   Teraz winiarze z Wittenbergii, zrzeszeni w spółdzielni właścicieli winnic na wzgórzu Kappelberg pod Stuttgartem, wypuścili z okazji finalizacji unii walutowej wina pod nazwą Euro. Na etykiecie jest symbol Euro ułożony z flag państw członkowskich UE. Wina Euro są dwa - czerwony Trollinger, jak to w niemieckim klimacie nieco blady i wodnisty, oraz biały Riesling Kabinett - zupełnie przyzwoite wino, choć wyraźnie z dodatkiem cukru. Dodawanie cukru do moszczu, wynalazek Jeana Antoine Chaptala, ministra pod Napoleonem, jest zresztą dozwolone przepisami UE. Można w ten sposób podnieść zawartość alkoholu w winie nawet o 3,5-4,5 proc.
   W Polsce niemieckie, czerwone wina są niemal nie znane, z niewielką szkodą dla podniebienia Polaków. Natomiast wina reńskie i mozelskie cieszą się dobrą, choć niezasłużoną sławą. Jeszcze we wczesnym średniowieczu dla win dobrych i złych używano określeń: wino Franków i wino Hunnów. To gorsze wino Hunnów, to były właśnie wina reńskie i mozelskie. W czasach współczesnych ten podział się jakoś utrzymał - we Francji od 1855 roku obowiązywały surowe przepisy ograniczające wydajność z hektara. A w Niemczech winiarze szli na ilość. 300 hektolitrów z hektara, a nawet więcej nie było wyjątkiem.
   Niemieckie wina usiłują wejść na rynek win wyższej klasy sposobem - z okazji politycznych wydarzeń, jak wprowadzenie Euro. Albo likwidując marki. Spółdzielnia winiarzy z Wasenweiler pod Kalserstuhl wypuściła dla odmiany serię białych win z banknotami Bundesbanku na etykiecie. Jest tych win siedem, a im większy nominał, tym lepsze wino. Ale to tylko sztuczka reklamowa, choć w butelce z banknotem 1000-markowym jest rzeczywiście wspaniały Elswein - wino z przemrożonych pierwszymi przymrozkami winogron z rocznika 1999.
MACIEJ RYBIŃSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie