Europa pozbawiona rosyjskiego gazu

Europa pozbawiona rosyjskiego gazu

ps

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą zaostrzył się. Niektóre europejskie kraje poinformowały wczoraj o całkowitym wstrzymaniu dostaw rosyjskiego gazu. Moskwa i Kijów obarczają się nawzajem odpowiedzialnością za kryzys.

KONFLIKT. Gazprom zapowiada przesyłanie większej ilości "błękitnego paliwa" omijając terytorium Ukrainy.

Wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew powiedział wczoraj w Berlinie, że koncern postara się częściowo wyrównać odbiorcom w zachodniej i środkowej Europie ograniczenie dostaw surowca, wykorzystując alternatywne trasy przesyłu oraz zapasy gazu.
Spotkał się on z niemieckim ministrem gospodarki Michaelem Glosem w związku z rosyjsko-ukraińskim konfliktem gazowym.
Całą odpowiedzialnością za kryzys Miedwiediew obarczył Ukrainę, którą oskarżył o "kradzież" surowca oraz "nieodpowiedzialne i nierozsądne" zachowanie. Według wiceszefa Gazpromu Ukraina zablokowała trzy trasy przesyłu gazu i grozi dalszymi ograniczeniami tranzytu.
Przyznał on, że nawet wykorzystanie innych tras przesyłowych, jak gazociąg Jamał-Europa oraz rezerw, nie pozwoli na pełne wyrównanie poziomu dostaw. - Obecna sytuacja jest bez precedensu w historii rynku gazu - ocenił Miedwiediew. - Ukraina powinna wywiązać się ze zobowiązań, które przyjęła jako kraj tranzytowy. Nie ma powodów, by rewidować obowiązującą umowę o tranzycie gazu przez Ukrainę.
Glos zaapelował do stron konfliktu gazowego o powrót do negocjacji. - Nie opowiadamy się po żadnej ze stron (...) Rozwiązanie sporu jest zarówno w interesie Rosji, jak i Ukrainy oraz całej Europy - dodał.
Miedwiediew oświadczył, że Gazprom gotowy jest na wznowienie rozmów ze stroną ukraińską "w dzień i w nocy" oraz że nie potrzebuje pośredników w negocjacjach. Jak przyznał, "sytuacja jest poważna", szczególnie w krajach bałkańskich, które nie mają zapasów surowca.
Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko powiadomił wczoraj Unię Europejską i szefów jej państw o dotkliwym zredukowaniu przez Gazprom dostaw gazu na Ukrainę i ocenił, że koncern może całkowicie wstrzymać przesyłanie tego paliwa tranzytem przez Ukrainę. Zapewnił, że Ukraina korzysta jedynie z gazu własnego lub ze zgromadzonego w podziemnych zbiornikach, za który już zapłaciła.
Unia Europejska zażądała natychmiastowego wznowienia dostaw rosyjskiego gazu do krajów członkowskich, określając ograniczenie w nocy z poniedziałku na wtorek dostaw surowca przez Ukrainę jako "nie do przyjęcia".
- Bez uprzedzenia i w oczywistej sprzeczności z zapewnieniami najwyższych władz Rosji i Ukrainy, dostawy gazy do niektórych krajów członkowskich zostały znacząco zmniejszone. To sytuacja całkowicie nie do zaakceptowania - głosi oświadczenie wydane przez Komisję Europejską i czeskie przewodnictwo w UE. Najgorsza sytuacja panuje w Bułgarii, gdzie - jak podają media - zapasy gazu starczą na siedem dni. Słowacja zapowiada ogłoszenie stanu wyjątkowego w gospodarce.
Czeskie przewodnictwo UE nie wyklucza, że jeśli kryzys gazowy nie zostanie rozwiązany, zaproponuje trójstronne spotkanie na najwyższym szczeblu z udziałem Rosji i Ukrainy.
Szef Naftohazu Ołeh Dubyna zapowiedział, że w czwartek pojedzie do Moskwy, aby wznowić rozmowy z Gazpromem w sprawie dostaw rosyjskiego gazu. Rozmowy zostały przerwane w ostatnim dniu grudnia, gdyż strony nie doszły do porozumienia w sprawie ceny paliwa dla Ukrainy i stawki za jego tranzyt ukraińskimi rurociągami do państw europejskich. (PAP)

Specjalnie dla "Dziennika Polskiego"


 ERNEST WYCISZKIEWICZ, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych:  
- W gazowym konflikcie rosyjsko- -ukraińskim mamy do czynienia z ostrym sporem handlowym między dwiema spółkami, które znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej (Naftohaz w fatalnej, Gazprom w nieco lepszej). Dochodzi do tego konflikt wewnętrzny na Ukrainie, którym Rosjanie próbują sterować i wykorzystywać dla swoich interesów. Jeżeli prawdą jest, że to właśnie Rosjanie nie wpuszczają gazu do systemu i wina leży po ich stronie - jak twierdzi strona ukraińska - to eskalacja może obrócić się przeciwko nim. Natomiast, jeżeli prawdziwe są zarzuty Gazpromu, że to Ukraina pobiera nielegalnie przesyłany gaz, to na konflikcie straci Kijów. Wydaje mi się, że w Gazpromie istnieje silna chęć odwrócenia schematu, jaki ukształtował się trzy lata temu. Wówczas Rosjanie byli przekonani, że winą za podobny konflikt uda się obarczyć Ukrainę, co jednak się nie udało. Teraz Rosjanie dokładają wszelkich starań propagandowych, by pokazać Europie, że to właśnie Kijów jest niewiarygodnym partnerem. Determinacja obu stron konfliktu jest ogromna i mamy do czynienia z sytuacją o wiele poważniejszą niż trzy lata temu.
Dla części komentatorów bier­ność Unii Europejskiej jest zaskakująca. Zaskoczenie to moim zdaniem bierze się z faktu, że próbujemy oceniać działania Unii przez pryzmat naszych oczekiwań, a nie realnych możliwości UE. Gdy spojrzymy na politykę energetyczną Unii - która de facto od kilku lat jest dopiero w trakcie tworzenia - to dostrzeżemy, że wspólnota dysponuje niewieloma instrumentami oddziaływania na wielkich dostawców energii. W dodatku na poziomie politycznym Unia nadal nie mówi jednym głosem. W stosunkach z Rosją i innymi dostawcami wciąż istnieją duże rozbieżności interesów między poszczególnymi krajami członkowskimi. Państwa Europy Zachodniej zazwyczaj mają zapewnione surowce z wielu źródeł. Państwa naszego regionu są mocno uzależnione od jednego dostawcy ze Wschodu. Te różnice silnie oddziaływają na stanowisko UE. Być może bierność Unii wynikała też z przekonania, że sytuacja rozwinie się tak jak trzy lata temu - przerwa w dostawach potrwa dwa-trzy dni, a potem wszystko wróci do normy. Tymczasem jak widać konflikt zaostrza się. Jeżeli coraz więcej krajów Unii zostanie dotknięte przez ten kryzys, to jakaś wspólna reakcja musi nastąpić. Jej brak trzeba będzie uznać za porażkę wspólnoty. Na razie zapowiedziano zwołanie szczytu państw członkowskich i przedstawicieli Ukrainy i Rosji. W piątek spotkać się ma specjalna unijna grupa koordynacyjna ds. gazu, która powstała kilka lat temu. Być może największe państwa unijne będą próbowały oddziaływać na strony konfliktu. Nie liczyłbym jednak na jakąś spektakularną akcję wspólnoty.
MARIUSZ RUSZEL, ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego ds. polityki energetycznej:
- Odcięcie dostaw gazu na Ukrainę i wysoka cena dostaw surowca mają doprowadzić do destabilizacji politycznej przed zbliżającymi się wyborami na Ukrainie. Moskwa także chce pokazać Kijowowi swoją siłę w obliczu zbliżenia Ukrainy z Zachodem. Sądzę, że Rosja, Ukraina, a także państwa Unii Europejskiej mając świadomość współzależności energetycznej nie dopuszczą do pogłębienia kryzysu. Żadna ze stron konfliktu nie będzie chciała stracić reputacji w relacjach biznesowych. Unia Europejska powinna mówić jednym głosem, stawiając na solidarność w polityce energetycznej, poprawiać system reagowania kryzysowego oraz włączać Ukrainę do projektów z zakresu infrastruktury energetycznej w ramach Partnerstwa Wschodniego.
Dr ROBERT ZAJDLER, ekspert Instytutu Sobieskiego ds. energetyki:
- Spór gazowy ma nie tylko podłoże ekonomiczne, ale także polityczne. Rosja i Gazprom bardzo chcą wygrać to starcie, zarówno PR-owo, jak i ekonomicznie. Gazprom potrzebuje środków finansowych, kryzys ekonomiczny mocno dotknął tę firmę, a jej akcje spadły w ostatnim czasie aż o 70 proc. Na korzyść Unii i jej ewentualnego zaangażowania się w spór przemawia fakt, że Gazprom potrzebuje UE i to nie tylko jako klienta, ale również jako inwestora w planowanych projektach uruchomienia wydobycia surowca z nowych złóż w Arktyce i na Syberii. Na konflikt ukraińsko-rosyjski nakłada się spór ukraińskich sił politycznych. Sytuacja w Kijowie jest bardzo niestabilna, a walki na linii prezydent Juszczenko - premier Tymoszenko nie ułatwiają rozwiązania sprawy gazu.
Dlaczego Gazprom zdecydował się odciąć dopływ gazu mimo uregulowania przez Ukrainę zobowiązań finansowych? Po pierwsze nie wiemy, czy Ukraina rzeczywiście je uregulowała. Po drugie można przypuszczać, że Gazprom chciał wykorzystać polityczne zamieszanie na Ukrainie i ugrać coś dla siebie, lub też jest w tak trudnej sytuacji finansowej, że, aby zdobyć pieniądze, gotów jest uciekać się do tak drastycznych środków jak odcięcie dostaw. (ps)

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo