Europa w Kalwarii

Redakcja
To nie jest łatwe. To nie są szybkie pieniądze. To nie jest jakaś superfabryka, gdzie z taśmy produkcyjnej schodzą co minutę identyczne elementy. Musisz oddać drewnu cały swój talent. Musisz - w każdym pociągnięciu struga - przekazać rodzinną tradycję. Dopiero po miesiącu, czasem dwóch, masz prawo wyryć w drewnianym korpusie zaszczytną datę: 1887.

Piąte pokolenie stolarzy Wilków radzi sobie wyśmienicie. Wszystkie meble wysyła na eksport, za ocean.

   Na ścianie zakładu stolarskiego Łukasza Wilka wisi XIX-wieczne wiertło i strug należący niegdyś do pradziadka. Pradziadek przekazał go swemu synowi, ten - ojcu Łukasza. Być może kiedyś Łukasz podaruje go swojej córce, która od dwóch lat podtrzymuje z powodzeniem rodzinną tradycję.
   Zakład Wilków, jeden z dwóch ocalałych przy Bernardyńskiej w Kalwarii (jeszcze niedawno było ich tu dwadzieścia), zawsze potrafił się odnaleźć w zmiennej rzeczywistości. Pradziadek i dziadek szukali zbytu na swe wyroby w całej Polsce, głównie jednak pod Wawelem, ojciec - wśród nowohuckich hutników i górników ze Śląska, Łukasz najpierw na Wschodzie, a teraz na Zachodzie.
   Pozostaje optymistą. - W Unii Europejskiej nie zginiemy - uśmiecha się. - Ludziom przejadły się tandetne seryjne meble. Jest w Europie miejsce dla Kalwarii!

Styl á la Wilk

   Kalwaria Zebrzydowska dla Wilków, jak dla większości tutejszych rzemieślników, to głównie miasto rzemiosła - w którym wyrokiem boskim zbudowano klasztor. Niektórzy twierdzą, że dyskusja o tym, co było pierwsze - rzemiosło czy sanktuarium, przypomina w Kalwarii dylemat z jajkiem i kurą albo dywagacje o wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia.
   Centrum miasteczka, położonego u stóp wzgórza z dotykającym niebios klasztorem - leży między Domem Rzemiosła a Zespołem Szkół Zawodowych. W pierwszym wystawiają swe wyroby okoliczni rzemieślnicy, w drugim - od blisko stulecia - uczy się zawodu ponad półtora tysiąca młodych ludzi. W niespełna pięciotysięcznej Kalwarii działa trzy tysiące podmiotów gospodarczych, w tym pięćset warsztatów stolarskich i tyle samo szewskich. Jedna rodzina - to jeden, a czasem dwa, trzy biznesy. Zakłady, warsztaty, sklepy, sklepiki okalają rynek i ciągną się wzdłuż wszystkich ulic, szczelnie wypełniając każdy centymetr.
   Jak twierdzi większość historyków, pierwszych mistrzów stolarskich przyciągnęły do Kalwarii wielkie jarmarki. Było to w połowie XVIII wieku, a więc już po powstaniu klasztoru.
   - Z przekazów i dociekań historycznych wiem jednak, że rzemiosło na ziemi kalwaryjskiej istniało znacznie wcześniej niż podaje się to oficjalnie - _komentuje Łukasz. - Może z nazwy nie byli to rzemieślnicy, ale pracowali tu jacyś chłopi, którzy parali się robotą w drewnie. Działo się to prawdopodobnie przed powstaniem klasztoru: mój ojciec Władysław doszukał się dowodów, że zalążki rzemiosła na tym terenie pojawiły się już 600 lat temu. Istnieli wtedy już jacyś wyrobnicy w tym rejonie. Ktoś coś strugał, zbijał, miał styczność z drewnem i wyrobami drewnianymi.
   Łukasz Wilk wie przynajmniej o czterech pokoleniach stolarzy w swoje rodzinie. Piąte to jego dzieci.
- Większość rzemieślników kalwaryjskich to właśnie tacy jak my - z dziada pradziada. Tradycja jest podtrzymywana, co nie znaczy, że każdy ma swoją firmę - zaznacza Wilk.
   Na pewno stolarstwem parał się jego pradziadek, później dziadek Józef próbował wyłamać się z tradycji, inaczej zarabiać na chleb.
- Różnych rzeczy się imał, gospodarzył na ziemiach wschodnich, gdzie miał majątek. Po wojnie jednak wrócił do Kalwarii - i do stolarstwa. Nazwisko w branży przetrwało.
   Po przodkach pozostały dwa eksponaty z końca XIX wieku. Strug i ręczne wiertło ustawione w warsztacie Łukasza przy Bernardyńskiej przypominają o ponadstuletniej tradycji rzemiosła w jego rodzinie.
   Wybudowany w 1953 roku warsztat Łukasz przejął po ojcu w latach 80. Nie obyło się bez potężnych wątpliwości. Jeszcze kilka lat wcześniej, po ukończeniu studiów w Poznaniu, Łukasz nie był pewien, czy chce kontynuować rzemieślniczą tradycję. W końcu jednak powrócił na ojcowiznę z przekonaniem, że tu jest jego miejsce. Warsztat pracuje do dziś. Każdego roku wyjeżdża stąd w świat wiele mebli. Łukasz nie chce zdradzić - ile.
- Tak naprawdę nie ilość jest ważna - podkreśla. - _Robimy tyle, że da się z tego wyżyć i utrzymać rodzinę.
   Wilkowie stronią od masówki, od wzorów często powtarzalnych. Zawsze specjalizowali się w meblach stylowych i stylizowanych. - Wykonuję zamówienia indywidualne, czasami jeden zestaw robię miesiąc, nawet dwa. Najczęściej są to repliki stylowych egzemplarzy. Ostatnio wykonałem słynną komodę Hoffmana. Chociaż takie meble nie są tanie, znajduję klientów, którzy potrzebują wyszukanych wzorów. Gdyby ich nie było, pewnie zwinąłbym interes.

W cechu i poza nim

   W roku 1786 działało w Kalwarii 40 stolarzy, w 1896 - 72; większość wyrobów sprzedawali poza rynkiem lokalnym. Szczególne ożywienie w handlu meblami nastąpiło po roku 1848, kiedy w Kalwarii pojawili się Żydzi parający się pośrednictwem. Do końca XIX wieku większość mebli z Kalwarii wyróżniała się jednak skromnością wykonania i wzornictwa. Nabywcami byli ubożsi mieszczanie. Kwalifikacje i wyposażenie kalwaryjskich stolarzy były kiepskie.
   Wyższy poziom zawdzięczali oni powstaniu na przełomie XIX i XX wieku dwóch nowoczesnych fabryk. Wraz z mechanizacją i nowymi technologiami obróbki drewna, wdrażanymi przez sprowadzonych z zewnątrz świetnych specjalistów, do Kalwarii wkroczyło modne wzornictwo - i wysoka jakość. W roku 1897 powstała Krajowa Szkoła Stolarska, pierwsza publiczna placówka przygotowująca do artystycznej produkcji mebli.
   - Szkoła ta istnieje do dziś pod nazwą Zespołu Szkół Zawodowych - można przeczytać na internetowej stronie Cechu Rzemiosł Różnych skupiającego dziś około 700 zakładów. - W praktycznej nauce zawodu istotną rolę odgrywa nadal uświęcone tradycją cechową terminowanie adeptów sztuki rzemieślniczej u doświadczonych mistrzów.
   - Wpływ rzemiosła na życie miasta, co chyba zrozumiałe, jest ogromny - przyznaje burmistrz Augustyn Ormanty.
   Wśród zrzeszonych w cechu zakładów zdecydowana większość należy do branży drzewnej i skórzanej. Zakładów stolarskich jest w cechu około 250, szewskich prawie 200, a cholewkarskich około 150. Nieco mniej jest zakładów tapicerskich. Choć organizacja cechowa obejmuje także teren gmin Stryszów i Lanckorona, to większość zarejestrowanych zakładów stolarskich i szewskich znajduje się właśnie w mieście i gminie Kalwaria Zebrzydowska.
   - Prawdziwy sukces rynkowy i dynamiczny rozwój rzemiosła nastąpił w Kalwarii dopiero w zeszłym stuleciu, ale za to okazał się trwały. To właśnie swoim rzemieślnikom zawdzięcza Kalwaria fakt, że stała się czymś więcej niż schronieniem dla pątników i miejscem odpustowych jarmarków - uważają w cechu.
   - Rzemiosło jak na razie w Kalwarii się trzyma, niejedną zawieruchę nasi stolarze przetrwali. Moja rodzina też. Przetrwamy i teraz - mimo trudnych czasów, narzekań na kryzys z każdej strony, Łukasz Wilk zachowuje optymizm. Jego firma, choć niewielka, trzyosobowa, radzi sobie na rynku. - Odkąd prowadzę zakład, nie było dnia, żebyśmy stali z powodu braku zamówień.
   W najlepszych czasach, na początku lat 90,, w Kalwarii było ponad tysiąc zakładów stolarskich. Z rzemiosłem styczność miała prawie każda kalwaryjska rodzina. W ostatnich latach koniunktura jednak trochę się zmieniła. Kto nie był elastyczny, musiał zlikwidować interes: zakładów jest teraz dwa razy mniej. Część kalwarian znalazła pracę w większych firmach w mieście, część wypisała się z cechu i działa samodzielnie. - Kalwaria przez lata opierała swoją sprzedaż na Śląsku i Krakowie, czyli na górnikach i hutnikach oraz inteligencji. Ci tradycyjni nabywcy przeżywają od paru lat poważny kryzys, mają mniej pieniędzy, a i ich liczba dramatycznie spadła. Dlatego własną robotę mają w Kalwarii tylko ci, którzy potrafili znaleźć nowego klienta - komentuje Wilk.

Unia Wilkom niestraszna (i USA też)

   Łukasz trochę martwi się o przyszłość: wie już, że rodzinna tradycja zostanie podtrzymana w następnym pokoleniu, ale - czy pod tym samym nazwiskiem? Syn, niestety???, chce zostać lekarzem. - Studiuje medycynę i nie wiem, czy będzie kiedykolwiek skłonny chwycić hebel do ręki - wzdycha Łukasz. - Kto wie...
   Ojciec nauczył go solidnej roboty. Ludzie w Polsce i świecie wiedzą: Wilk jest dobry. I doceniają to. Łukasz chciałby przekazać swoim dzieciom całe swe umiejętności i doświadczenie. Żeby ktoś skorzystał z renomy tylu pokoleń.
   - Ojciec nie uczył mnie pracy dla dużych korzyści materialnych, raczej - dla satysfakcji. Wziąłem to sobie do serca. Robię tylko tyle, żeby wystarczyło na życie.
   Tej zasady zamierza się trzymać również w czasach kolejnego przełomu - gdy Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Wilkowie dostrzegają w tym wielką szansę dla swojego fachu. - Był taki okres, kiedy Kalwaria żyła z eksportu do krajów ościennych, Słowacji, Czech, czy na Ukrainę. Jeszcze 5 lat temu jechał stąd na Wschód tir za tirem - wszystkie wypełnione meblami. Opłacało się wtedy "Ruskim" kupować w Polsce. Granica była otwarta. Teraz ta granica się zamyka, a polityka rządu raczej dobija niż pomaga. Brakuje zachęt do eksportu, do promocji naszych wyrobów, które są naprawdę bardzo konkurencyjne na światowych rynkach. I pod względem jakości, i z uwagi na cenę - _przekonuje Łukasz.
   
- Ale nie widzę niebezpieczeństwa, że po wejściu Polski do UE rzemiosło kalwaryjskie łatwo zostanie wykoszone - dodaje. - Wydaje mi się, że będzie na odwrót. To my pokażemy Europie i światu. Nasze meble, tradycja, fachowe wykonanie, sprawdzona marka będą czymś wyjątkowo atrakcyjnym._
   Nadzieję czerpie Łukasz garściami od córki, która dwa lata temu otwarła w Kalwarii własny zakład stolarski. Piąte pokolenie Wilków radzi sobie wyśmienicie. Wszystkie meble wysyła na eksport, za ocean.
Zbigniew Bartuś, Mirosław Gawęda

   4 października 1600 roku został poświęcony kamień węgielny pod budowę pierwszej kaplicy nazwanej "Ukrzyżowanie". W ten sposób Mikołaj Zebrzydowski rozpoczął dzieło życia - budowę pierwszej polskiej Kalwarii. Jednak za oficjalny początek dróżek i sanktuarium uznaje się datę 1 grudnia 1602 roku. Zebrzydowski podpisał wówczas na zamku wawelskim specjalny dokument fundacyjny.
   Nabożeństwo ku czci Męki Pańskiej zaczęto odprawiać jeszcze zanim przystąpiono do budowy kaplic. Ojcowie bernardyni prowadzili wiernych szlakami, wytyczonymi jedynie bruzdami ziemi, przy których zakonnicy ustawili drewniane krzyże. W tych miejscach opowiadali pątnikom o wydarzeniach z Ewangelii i odmawiali modlitwy. Wieść o nowym "jerozolimskim nabożeństwie" rozeszła się bardzo szybko i do Kalwarii zaczęły przybywać coraz liczniejsze grupy pielgrzymów. Przykład dał sam fundator - Mikołaj Zebrzydowski, który w wolnych chwilach obchodził dróżki i oprowadzał swoich gości, osobiście przewodnicząc odprawianemu nabożeństwu. Ułożył nawet podręcznik modlitw dróżkowych.
   Nabożeństwo, zwane dróżkowym, zaczynało się od Wieczernika lub od Ogrojca i dzieliło na Drogę Pojmania i Drogę Krzyżową. Pierwszą książeczkę do nabożeństwa odprawianego w Kalwarii wydano drukiem w języku łacińskim i polskim w 1611 roku. Składała się z tekstów śpiewów, rozważań i modlitw przy poszczególnych stacjach - kaplicach. Ich budowa - według rysunków i gipsowych modeli przywiezionych z Jerozolimy, trwała z przerwami siedemnaście lat. Powstało wówczas 18 kaplic, w tym cztery to konsekrowane kościoły.
   Po śmierci Mikołaja Zebrzydowskiego w 1620 roku budowę dróżek kalwaryjskich kontynuowali jego syn Jan i wnuk Michał.
   Obecnie Dróżki Pana Jezusa obchodzone przez wiernych w Wielkim Tygodniu obejmują w sumie 28 stacji Męki Pańskiej zlokalizowane w 24 obiektach, natomiast Dróżki Matki Bożej - którymi wędrują wierni w sierpniu, prowadzą pomiędzy 24 stacjami w 11 oddzielnych obiektach i 10 wspólnych z Dróżkami Pana Jezusa.
   Oprócz nabożeństw związanych z kultem Męki Pańskiej i maryjnych, istnieje w Kalwarii Zebrzydowskiej tradycja Dróżek za Zmarłych. Nabożeństwa odprawiane są na trasie i przy stacjach Dróżek Matki Bożej. G.S.
   Tu wzajemnie się przenikają Maryja i Jej Syn, Jego dzieło i Jej uczestnictwo. Dlatego też dróżki są pomyślane bardzo znamiennie. Pierwsze to Dróżki Pana Jezusa - Jego rozszerzona Droga Krzyżowa. Równocześnie ta sama Droga Krzyżowa Pana Jezusa w innym wymiarze i kierunku stanowi Dróżki Matki Bożej, na których rozważamy Jej boleści, Jej pogrzeb, wreszcie Jej Wniebowzięcie.
   (Karol Wojtyła w Kalwarii Zebrzydowskiej, 29 IV 1969 r.)
   To, co tutaj stale pociąga na nowo, to właśnie owa tajemnica zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką. Tajemnica ta jest opowiedziana plastycznie i szczodrze przez wszystkie kaplice i kościółki, które rozłożyły się wokół centralnej bazyliki.
   (Jan Paweł II w Kalwarii Zebrzydowskiej, 7 V 1979 r.)

   Słynący łaskami obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej podarował ojcom bernardynom w 1641 roku szlachcic Stanisław z Brzezia Paszkowski, właściciel pobliskiej Kopytówki. Uważany jest za kopię wizerunku Matki Bożej Myślenickiej, sporządzony został przez nieznanego malarza włoskiego z XVI wieku. Do czasu wyjaśnienia jego cudownego charakteru, przez pewien czas znajdował się w kościelnej zakrystii. Tak zdecydował ówczesny biskup krakowski Jakub Zadzik. Gdy okazało się, że nadal cieszy się wielką czcią pątników, którzy dawali świadectwa łask, doznanych po modlitwie, władze kościelne uznały go za łaskami słynący, zezwalając w 1658 roku na umieszczenie go w kościele głównym klasztoru. W 1667 roku obraz przeniesiono go kaplicy, specjalnie w tym celu zbudowanej przez wnuka Zebrzydowskiego - Mikołaja.
   15 sierpnia 1887 roku wizerunek Matki Bożej Kalwaryjskiej został uroczyście ukoronowany przez biskupa krakowskiego Albina Dunajewskiego w obecności wielotysięcznego tłumu pielgrzymów. Wydarzenie to wywołało jeszcze większe ożywienie ruchu pielgrzymkowego do Kalwarii. Szczególnie liczne grupy wiernych przybywają tu w święta maryjne: Matki Bożej Anielskiej (2 VIII), Narodzenia Matki Bożej (8 IX), a zwłaszcza na kilkudniowe uroczystości Wniebowzięcia (10-15 VIII).
   Obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej ogromną czcią darzy papież Jan Paweł II, który na znak wdzięczności "za to, czym była i nie przestaje być w moim życiu" złożył tu jako wotum złotą różę, którą można oglądać obok obrazu.

Założył firmę w czasie pandemii. Pomogła mikropożyczka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie