Europoseł zarabia w pięć lat tyle, ile zwykły Polak przez całe życie

ZBIGNIEW BARTUŚ
Udostępnij:
Chyba nikt nie ucieszył się na widok spakowanych walizek 41-letniego europosła Rafała Trzaskowskiego bardziej niż prawie dwa razy starszy od niego Tadeusz Ross. Trzaskowski przeprowadza się właśnie - po czterech latach spędzonych w Strasburgu i Brukseli - do gabinetu ministra administracji i cyfryzacji, a Ross, którego wielu Polaków pamięta wciąż jako telewizyjnego Zulu-Gulę oraz partnera Piotra Fronczewskiego z radiowych "Rossmówek", zostanie w jego miejsce jednym z 51. polskich posłów w Europarlamencie. Wprawdzie tylko na pół roku, ale... ilu by chciało!

I pracowici jak mrówki fachowcy, i polityczni zesłańcy snujący się z rzadka i bez sensu po korytarzach Europarlamentu, zostali milionerami. Ziobro, Senyszyn, Gierek... Tysiące zmęczonych polsko-polskim sporem polityków i urzędników pragnie podążyć śladem tych szczęściarzy.

75-letni Ross już zapowiada, że będzie próbował przedłużyć swój mandat o kolejne pięć lat. Ale konkurencja w przyszłorocznych wyborach szykuje się przeogromna. Do Polaków, którzy w elekcjach do Parlamentu Europejskiego uczestniczyli dotąd jeszcze mniej chętnie niż w innych (frekwencja 20 proc.), dotarło bowiem w końcu, że wyjazd do Strasburga/Brukseli to - zwłaszcza dla osób z krajów na dorobku, jak nasz - nie lada gratka.

Tysiąc złotych emerytury

Satyryk Ross przez 50 lat kariery artystycznej dorobił się 127-metrowego mieszkania na (potężny!) kredyt oraz 1 tys. zł emerytury z ZUS. Jako europoseł zarobi blisko 50 tys. zł miesięcznie plus 90 tys. zł na prowadzenie biur i zatrudnienie asystentów. W pół roku może wyciągnąć nawet 200 tys. zł na rękę (i kilka razy więcej da zarobić swym współpracownikom); ZUS, jak dobrze pójdzie, wypłaci mu tyle do 90. roku życia...

10 tysięcy euro na czysto miesięcznie to nie są dla elit biznesowych, naukowych czy artystycznych na Zachodzie pieniądze, dla których warto iść do polityki. Powody zaangażowania są tam więc przeważnie inne niż kasa. Natomiast w Polsce trudno nie brać jej pod uwagę. Bycie reprezentantem ("sługą") narodu zwyczajnie popłaca. Europoseł zarabia w pięć lat tyle, ile zwykły Polak przez całe życie. Jednak nawet na krajowym szczeblu warto się dla ludu poświęcać.

Pozostańmy przy Tadeuszu Rossie, bo to przypadek dość charakterystyczny. W 2007 roku 69-letni wówczas emeryt, ojciec siedmiorga dzieci (w tym trzech córek z o 30 lat młodszą, piątą żoną, Sonią, publicystką i pisarką), został posłem z listy PO. Oprócz wspomnianego mieszkania w Warszawie i dwóch miejsc postojowych miał wtedy jedno stare auto (9-letniego chryslera) i zero oszczędności, za to 360-tysięczny kredyt hipoteczny na karku. Dochody w 2006 roku: niecałe 16 tys. zł, 43 tys. zł z umów zleceń i o dzieło oraz 24 tys. zł z tantiem. W 2007 roku jako warszawski radny PO dorobił do emerytury przeszło 24 tys. zł (diety). Potem spędził w Sejmie VI kadencji okrągłe cztery lata, popisując się imponującą frekwencją (uczestniczył w 98 proc. głosowań!). Odezwał się w sumie 12 razy, czyli rzadziej niż raz na kwartał (tłumaczy go trochę dwuletnia walka z nowotworem) . Pracował w Komisji Kultury i Środków Przekazu oraz Komisji do Spraw Unii Europejskiej (co może się teraz przydać). Był też członkiem jednego zespołu poselskiego: Parlamentarnej Grupy Uśmiechu, złożonej z 13 posłów PO, w tym 10 kobiet (wśród nich: krakowianka Katarzyna Matusik-Lipiec). Dzięki tak owocnej pracy na koniec kadencji (5 września 2011) miał już 223 tys. zł oszczędności i dwa (nowsze) samochody, w ostatnim roku otrzymał jako poseł blisko 90 tys. zł diet, do tego odprawa i ponad 14 tys. zł emerytury.

Podobne kariery finansowe porobili wszyscy krajowi posłowie i senatorowie - ich majątki przyrastały w tempie ok. 100 tys. zł rocznie. Członkowie polskiego rządu bogacili się (i bogacą) tylko nieznacznie szybciej.

Ekipa milionerów

Na owym rodzimym tle europarlamentarzyści jawią się jako prawdziwi krezusi. Oprócz - niezależnej od kraju pochodzenia - pensji, sięgającej w przeliczeniu ok. 32 tys. zł miesięcznie, otrzymują diety za udział w posiedzeniach parlamentu i komisji (blisko 1,3 tys. zł za każde posiedzenie; w jednej kadencji posiedzenia PE trwają ok. 300 dni) plus ponad 90 tys. zł na biura i asystentów. Dochodzi do tego zwrot kosztów zakwaterowania, wyżywienia czy podróży ...

Realnie każdy europoseł może "wycisnąć" ok. pół miliona złotych rocznie, czyli ponad dwa razy więcej niż premier czy prezydent RP. Nic dziwnego, że pod koniec obecnej kadencji wszyscy polscy deputowani zostali milionerami. Wartość dorobku całej pięćdziesiątki (Arkadiusz Bratkowski z PSL objął 51. mandat, przynależny Polsce z mocy traktatu lizbońskiego, dopiero w grudniu 2011) zdecydowanie przekroczyła 100 mln zł. Z przeprowadzonej przez tabloidy analizy oświadczeń majątkowych wynika, że najwięcej - ponad 4,5 mln zł - zgromadziła lewicowa Joanna Senyszyn, a dwa pozostałe miejsca na podium zajęli (z majątkiem 3,7 mln zł) Danuta Hübner z PO i Tomasz Poręba z PiS. Pułap 3 mln zł przekroczyli też: Adam Gierek (SLD), Filip Kaczmarek (PO), Lidia Geringer De Oedenberg (SLD), Zbigniew Ziobro (Solidarna Polska) i Róża Thun (PO). Wśród średniaków (1,5-2 mln zł) znaleźli się m.in. były lider SLD Wojciech Olejniczak, syn Lecha Wałęsy - Jarosław (PO) oraz były premier i szef Parlamentu Europejskiego (który zarabia tyle, co każdy europoseł) Jerzy Buzek (PO). Najbiedniejszy ("marne" 750 tys. zł) okazał się Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski.

Wysokie diety i dodatki nie przeszkadzają europosłom w dorabianiu, np. na uczelniach (Joanna Senyszyn - 170 tys. zł, Bogusław Liberadzki - 140 tys., Marek Migalski - 55 tys.) i na wynajmie (Lidia Geringer de Oedenberg - 90 tys. zł, Róża Thun - 38 tys., Danuta Hübner - 34 tys.), ani w pobieraniu emerytur z ZUS (Adam Gierek - 58 tys. zł, Lena Kolarska-Bobińska - 45 tys. zł).

Większość europosłów jeździ komfortowymi bmw, mercedesami i audi (niektórzy nawet kilkoma), ale zdarzają się też infiniti czy jaguary. Dochodzą do tego zegarki, których nie powstydziłby się sam eksminister Sławomir Nowak. Tym, którzy ponownie nie dostaną się do Europarlamentu, pozostanie na osłodę - prócz oszczędności oraz zakupionych za nie licznych domów, mieszkań, działek, samochodów i precjozów - odprawa (zależnie od stażu - za 6 do 24 miesięcy), a także perspektywa emerytury wypłacanej od 63. roku życia - a wynoszącej na dziś 5,5 tys. zł.

Elita i sprzątaczki

Jeszcze lepiej zabezpieczona jest unijna elita, czyli niewielkie, bo 27-osobowe grono tworzące Komisję Europejską. Każdy z komisarzy, w tym odpowiedzialny za programowanie finansowe i budżet Janusz Lewandowski, otrzymuje ok. 85 tys. zł miesięcznie (szef Komisji Europejskiej - ponad 100 tys.) plus zwrot kosztów związanych z intensywną pracą.
Z analiz brytyjskiego instytutu Open Europe wynika, że pierwsza w historii polska komisarz - Danuta Hübner - zarobiła w ciągu poprzedniej kadencji ok. 5 mln zł (plus ponad milion zł odprawy po odejściu z funkcji). Każdemu byłemu komisarzowi przysługuje też emerytura w wysokości ok. 17 tys. zł miesięcznie.

Dyrektorzy licznych unijnych urzędów zarabiają przeciętnie po 60 tys. zł miesięcznie, a urzędnicy średniego szczebla w Radzie UE - połowę tej kwoty. Po 25 tysięcy wyciągają tłumacze (choć niektórzy, głównie symultaniczni, potrafią zarobić 10 tys. zł... w jeden dzień), tzw. administratorzy zatrudnieni przy pracach legislacyjnych otrzymują od 18 do nawet 33 tys. zł, asystenci w Radzie UE - 14 tys., sekretarki - 12 tys., kierowcy - ponad 8 tys. zł.

Emerytura Tadeusza Rossa sytuuje go na razie zdecydowanie poniżej poziomu unijnych sprzątaczek (6 tys. zł), ale to się niebawem zmieni: satyryk-europoseł wyląduje w górnej połowie uninej listy płac. Zapowiada w zamian solidną pracę na rzecz dzieci i osób starszych, zamierza do tego wykorzystać znajomość czterech języków obcych oraz swe doświadczenia z pracy w Sejmie i własnej fundacji.

Żałuje tylko, że nie będzie miał czasu na promocję wydanej właśnie książki. Tytuł: "Życie przerosło kabaret".

Każdy z 766 europosłów zatrudnia asystentów, np. Ryszard Legutko z PiS ma ich 19, a Tadeusz Cymański (SP) i Ryszard Czarnecki (PiS) po 17. Czarnecki i Legutko są często nieobecni, choć w wagarowaniu przebili ich w tej kadencji: Janusz Wojciechowski (PiS), Michał Kamiński (PJN), Jacek Kurski (SP) oraz aktualny rozgrywający Donalda Tuska Jacek Protasiewicz. W czołówce wagarowiczów jest też Zbigniew Ziobro.

Komisja Europejska zatrudnia na stałe 1 750 tłumaczy i 600 pomocników. Dodatkowo Dyrekcja Generalna ds. Tłumaczeń Ustnych Komisji Europejskiej zatrudnia 600 tłumaczy etatowych, 3 tys. tłumaczy zewnętrznych oraz 250 pomocników. Idzie na to jedna trzecia łącznych wydatków parlamentu.

Realny wpływ na unijne prawo mają jedynie członkowie rządzącej w PE większości, współtworzonej od lat przez posłów PO i PSL. Większość z nich jest faktycznie aktywna, część ma w ważnych dla nas sprawach spore zasługi, jak Lena Kolarska-Bobińska w walce o wydobycie łupków czy Róża Thun w zmaganiach o tanie rozmowy telefoniczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie